Mam dość swojej rodziny. Serio. Przede wszystkim dlatego, że mam 19 lat, a traktują mnie jak dziecko i nie rozumieją moich potrzeb. Jak były wakacje, to jak już było ciemno (21, 22), musiałem być w domu, bo przecież stanie mi się krzywda i ktoś mnie porwie czy zabije... Jak kiedyś wróciłem po 22, to dostałem taki opierdol, że to dramat (miałem wtedy 18 lat) itp. O nocce u kogoś nie ma mowy, bo moja rodzina jest mega religijna i staroświecka, więc gdybym został u kogoś na noc, to pewnie tylko po to, by się z nim przespać (ostatnio tak było, to chcieli dzwonić po policję, by mnie szukała i zagrozili mi, że jak nie wrócę, to nigdy więcej nie wypuszczą mnie z domu, w sensie tylko do szkoły, do kościoła i tyle „atrakcji z życia”). Przez to jestem totalnie samotny i nie mam żadnych znajomych oraz dziewczyny, dlatego każdego dnia jest mi smutno, ale na to jak się czuję to oni mają wywalone akurat, ważniejsze są oceny i to, bym chodził do kościoła niż żebym był szczęśliwy – wiele razy powiedzieli mi to prosto w oczy. Po drugie cały czas ich proszę o swój pokój oraz własne łóżko, ale mają to gdzieś, więc mam pokój z bratem i muszę spać z siostrą, i to nie jest żart. Nigdy nie mogę zaprosić nikogo do swojego domu, a bardzo bym chciał (oczywiście gdyby dom był normalny). Tak samo z myciem się – mieszkam w starym domu niestety, no i cały czas jest lodowata woda, jedyny sposób, by się myć, to z wody z czajnika. Proszę ich od ponad pół roku, by coś z tym zrobili, ale moje potrzeby totalnie ich nie obchodzą, więc muszę poświęcić może ponad godzinę, jak chcę się umyć, by nagrzać wodę, bo są mega skąpi i tragedia wydać ponad 200 zł na bojler, więc czuję się, jakbym żył w średniowieczu. Są mega religijni i jak nie miałem siły iść do kościoła, to matka zrobiła mi wykład, że szatan mnie kusi, że go słucham i że jak umrę, to pójdę do piekła. Wiele razy chciałem coś sobie zrobić, ale matka tak mnie zakatowała tymi historiami o piekle, że nie jestem na tyle „odważny”. Przez to, że moi rodzie są tak skąpi nawet nie mam czegoś takiego jak kieszonkowe, więc nigdy nie mam żadnej kasy. Jak chciałem iść do pracy do maka, to musiałem wyrobić kartę sanepidowską (kosztowała 150 zł), ale rodzice uznali, że to za drogo i nigdzie nie idę. Kolejna rzecz jaka mnie wkurza i czego się wstydzę, to że nawet nie mogę chodzić w ciuchach, które lubię, bo są za drogie, więc chodzę w kiepskich ciuchach z lumpeksu, bo nie mam wyboru. Cały czas mnie krytykują, wiele razy mówili, że jestem najgorszy. Wiele razy potrzebowałem od nich zrozumienia, wsparcia w trudnych chwilach i nic nie dostałem. Jak było ze mną źle, to powiedziałem im to, a matka powiedziała, że to dlatego, że się nie modlę i szatan sprowadza mnie na złą drogę. Generalnie wstydzę się tego, że mam tak bardzo spieprzone życie i rodzinę.
Dodaj anonimowe wyznanie
Tylko wyprowadzka i ograniczenie kontaktu może pomóc.
Jak to jest, że masz pokój z bratem, ale śpisz z siostrą?
Zanim się wyprowadziłam wróciłam do domu po 22 raz. Ze swojej studniówki, odebrał mnie tata. Nie przeszkadzało mi to mieć kilkoro znajomych i hobby. Nawet chłopaka miałam!
Jestem od ciebie dużo starszy ale przez coś takiego przechodziłem. Dla pocieszenia powiem Ci że o wiele później udało mi się przeciwstawić i robisz to wcześniej. Po pierwsze szukaj pracy, może nie będzie cię stać na wynajem ale swoja kasą to coś znaczy.
Chodzi o to abyś nawet na chwilę odciął się od toksycznej rodziny.
Wiem co czujesz bo miałem podobnie, ale taka sytuacja na dalszą mete skończy się psychoterapią.
Nie są to w żadnym razie komfortowe warunki i przykro mi, że nie masz wsparcia w najbliższych. Brak własnego łóżka jest dla mnie najbardziej abstrakcyjny. To musi być dla Ciebie i siostry bardzo krępujące. Niestety w domu rodzinnym wiele nie zdziałasz. Jeżeli planujesz studia, wybierz miasto dość daleko i staraj się o akademik. Pamiętaj, że przysługuje Ci stypendium socjalne oraz, ale tu musisz sprawdzić dokładnie warunki, możesz już od pierwszego roku starać się stypendium rektora. Dzięki temu będziesz mógł wyrobić kartę sanepidowską i załapać się chociażby do maka, co na studiach często jest całkiem spoko pracą. Jeżeli zaś nie planujesz studiów to pozostaje Ci poszukać pracy i jak najwięcej odkładać, tak by móc wynająć pokój. Na pewno da Ci to więcej komfortu niż obecna sytuacja. I taka rada. Jeżeli rodzice chcieliby od Ciebie jakieś pieniądze za fakt mieszkania u nich, skłam, że zarabiasz znacznie mniej niż realnie. Tak byś realnie mógł coś odłożyć.
Nie jestem w stanie realnie Ci pomóc. Ale miej świadomość, że są ludzie, którzy dobrze Ci życzą.
To nie religijność, to chory fanatyzm. Współczuję Ci autorze i mam nadzieję, że uda Ci się z tego wyrwać.
"" Po drugie cały czas ich proszę o swój pokój oraz własne łóżko, ale mają to gdzieś, więc mam pokój z bratem i muszę spać z siostrą, i to nie jest żart. ""
Po co ci własny pokój, skoro zaraz się będziesz wyprowadzać? W tym wieku już nie ma sensu o to walczyć.
""Przez to, że moi rodzie są tak skąpi nawet nie mam czegoś takiego jak kieszonkowe, więc nigdy nie mam żadnej kasy. ""
Jesteś za stary na kieszonkowe, znajdź wakacyjną pracę. Nie potrzebujesz do tego pozwolenia rodziców, w razie gdybyś się zastanawiał, nie musisz ich nawet informować.
""Kolejna rzecz jaka mnie wkurza i czego się wstydzę, to że nawet nie mogę chodzić w ciuchach, które lubię, bo są za drogie, więc chodzę w kiepskich ciuchach z lumpeksu, bo nie mam wyboru.""
Uświadomię cię teraz o czymś bardzo ważnym. Masz wybór, jesteś pełnoletni. Dzieci muszą robić to, co każą rodzice, bo nie mają jeszcze wszystkich praw dorosłego obywatela,
oraz nie są w stanie same zarabiać.
Ty masz już osiemnaście lat i wybrałeś bycie zależnym finansowo od rodziców. Nie mówię, że to źle, skończenie szkoły to w większości przypadków dobra decyzja, ale to nadal twój wybór. A kiedy już skończysz szkołę, możesz wybrać, czy iść od razu na studia i dalej być zależnym od rodziców, czy najpierw pójść do pracy. Oczywiście możesz spróbować pójść na studia i pozwać rodziców o alimenty, ale polecam najpierw zarobić trochę kasy, bo to chwilę potrwa, a wynik jest niepewny.
Czyli w skrócie?
Mam 19 lat, jestem dorosły, chcę wracać, o której chcę i robić co chcę, bo jestem dorosły!
Mam 19 lat, a rodzice mi nie dają na nowe ciuchy, zimna woda leci, a rodzice nie chcą nic z tym zrobić.
To jak z tą dorosłością jest? Jesteś tylko wtedy kiedy chcesz się bawić, ale gdy przychodzi czas do obowiązków, pracy i ruszenia głową to już nie?
Wsparcia i zrozumienia już nie dostaniesz i to powinieneś już przyjąć do siebie i nie ma sensu się z tym kłócić. Jest to nie w porzadku, ale tak jest.
Jeśli chodzi o własne pieniądze to na Twoim miejscu po prostu pozyczylabym od kogoś kasę na wyrobienie książeczki. Koszt nie jest duży, a będziesz miał swoje pieniądze. Możesz tez spróbować jakiś prac czy pomocy sąsiadom lub poszukać dorywczej pracy na olx bez wymaganej książeczki. Sposobów jest dużo, wiec zamiast narzekać zacznij szukać rozwiązać. Kupisz później ten nieszczęsny bojler za 200 zł, uzbierać sobie na własne potrzeby. Potem studia i akademik albo stała praca i powoli będziesz w stanie się usamodzielnić
Ej co
Religijna? Śpisz z siostrą?
Well, incest is wincest.
Jak dla mnie wszystko się zgadza. Ci od religijni są najbardziej po*ebani; księża, pastorzy, nawiedzeni wyznawcy. A przemoc, manipulacja, gwlaty, kaziroctwo to u nich cnoty główne. Wszystko w imię Boga, jego woli, w imie składanych mu ofiar.
Sytuacja serio nieciekawa i patologiczna, ale sie zastanawiam, jesteś pewien, że to ze skąpstwa rodziców masz takie życie? Mi to wygląda po prostu na biedę. Różne mogą być jej przyczyny, od chorób, poprzez nieporadność, lenistwo, uzależnienia, długi własne lub po rodzinie. I może są sami winni swojej sytuacji, ale skąpstwo niekoniecznie ma coś z tym wspólnego.