#scm6T
Tak, sąsiadka wpadła na pomysł biznesu i prowadzi u siebie żłobek – klub malucha. We wspólnym korytarzu stoi kilkanaście wózków. Nie mogę się skupić na pracy, na home office słyszę wszystkie piosenki, zabawy, płacze, krzyki, wrzaski. Gdy jest ciepło, nie da się otworzyć okna, ponieważ dzieci bawią się na ogródku.
Niestety to wszystko jest legalne i zgodne z prawem. Nie mamy szans na sprzedaż mieszkania, ponieważ nikt nie będzie chciał go kupić w takim sąsiedztwie.
Planowaliśmy powiększenie rodziny, ale ta kobieta zniechęciła mnie do rodzicielstwa. Ta kobieta doprowadziła do tego, że czasem myślę, żeby zrobić coś strasznego tym dzieciom, tak bardzo mam ich dość... Póki co włączam głośno muzykę, gdy wiem, że jest czas drzemki, ale nie wiem do jakich jeszcze czynów mnie ta sytuacja doprowadzi.
Oboje jesteśmy psychicznie wyczerpani we własnym mieszkaniu. Byłam dobrym człowiekiem, ale czasem myślę, że rodzi się we mnie jakiś psychopata. Jestem strasznym, sfrustrowanym człowiekiem.
Ciekawi mnie, jakim cudem jest to legalne. Do prowadzenia przedszkola czy żłobka potrzeba chyba specjalnego typu lokalu. Jakoś nie wyobrażam sobie kilkunastu maluchów na typowym, mieszkaniowym metrażu.
Typu lokalu, plus odpowiedniego metrażu, plus wyposażenia. To wyznanie to bzdura
Widziałem przedszkole w dużym namiocie z piecem typu koza i po prostu wielką działką gdzie są kuchnie błotne, huśtawki miejsce ogniskowe etc.
Nie jestem pewien, ale może zorganizowanie żłobka w mieszkaniu może nie być aż tak trudne...?
U nas na osiedlu jest klub malucha w mieszkaniu na parterze. Na szczęście nie w moim bloku.
Też mam żłobek na osiedlu, na parterze w normalnym bloku, jedno mieszkanie i to wcale nie jakiś duży apartament
Żłobek lub klub malucha może zostać założony w mieszkaniu, o ile jest przeznaczony dla nie więcej niż 15 dzieci i znajduje się na parterze budynku.
W takim razie to wiele wyjaśnia. Współczuję autorce, sama wiem co to znaczy, gdy sąsiedzi nie dają żyć.
najprawdopodobniej to nie jest przedszkole, tylko jakas inna forma opieki. kluby malucha mają zupełnie inne wymagania niz przedszkola
Współczuje i sie nie dziwię. Jest opcja, by walczyć - wózki na korytarzu naruszaja najprawdopodoniej przepisy pożarowe, niewiele i trudne do wyegzekwowania, ale zawsze. Można utrudniać życie w analogiczny sposób - samemu zastawić korytarz. Być upierdliwym dla rodziców - niech znajdą inne miejsce dla dzieci. Skoro ktos sie nie przejmuje innymi, czasami warto warto walczyć o swoje. Można iść w kierunku naruszenia dóbr osobistych - obniżenie wartości mieszkania, choć różnie to sąd moze widziec, a prawnik też za darmo nie jest. Walka jest również frustrująca i wyczerpująca.
Druga opcja - wynająć mieszkanie studentom i samemu sie wynieść.
W kwestii wózków na korytarzu to warto zadzwonić na straż pożarna. A najlepiej dzwonić za każdym razem, gdy tylko te wózki się pojawią. Dostaną mandat raz, drugi, to może się nauczą. Za naruszanie przepisów przeciwpożarowych grozi nagana, mandat o wysokości do 5000 zł lub kara aresztu od 5 do 30 dni. U nas w bloku jedna para też sobie stawiała rowerki i wózki, przyjechała straż, upomniała raz, upomniała drugi. Zero efektów. Dala jeden mandat, dala drugi, dopiero jak dostali 5000 zł, to był spokój. Chyba nie mieli więcej pieniędzy.
Boże , tylko nie rob nic dzieciom. Co one winne? I tak, twoje dziecko też będzie halasowac, plakac i krzyczeć. Wspolczuje, ale nie wyżywaj się na dzieciach.
Bardzo, bardzo Ci współczuję. A jak inni sąsiedzi się z tym mają? Może jakaś petycja co zarządcy budynku? To jest przecież dramat :(
1. Sprawdź przepisy lub idź do prawnika.
2. Nie Wałcz, póki co, muzyką. Zaostrzysz wojnę. Porozmawiaj z innymi sąsiadami czy myślą to samo
3. Powiedz sąsiadce, że musisz z nią porozmawiać i wyjaśnij na czym polega problem. Jeśli już wiesz (1), że możesz pozbyć się tego przedszkola na mocy prawa (w teorii, jeśli lokatorzy zaklocają spokój to można doprowadzić nawet do nakazu eksmisji).
Rozważ wytłumienie ścian - i sąsiadka też powinna to zrobić.
O ile mi wiadomo w dzień można hałasować. O ile spełnia wszystkie wymogi, to mogą ją cmoknąć. To jej sposób na zarabianie pieniędzy, jej praca, jej działalność.
@Dragomir - nie można powodować uporczywego hałasu nie pozwalającego na odpoczynek itp. Mówi o tym artykuł 193 Kodeksu Karnego. Na podstawie regularnych, potwierdzonych zgłoszeń można doprowadzić nawet do eksmisji.
Po pierwsze idź do sąsiadki i powiedz jej jaka jest sytuacja. Niech wytłumi ściany.
Dzwon też do straży za każdym razem kiedy wózki blokują przejście. A jak to nie pomoże, to puszczaj porno na cały regulator kiedy dzieci są w ogródku, oraz w momencie odprowadzania i odbierania dzieci przez rodziców.
A to ten korytarz wspólny jest na tyle szeroki, że przepisy przeciwpożarowe są utrzymywane?
Głupia jesteś? Przestan puszczać muzyke, drażniąc dzieci sprawiasz ze beda plakac i krzyczec więcej bo beda niewyspane. Naucz sie wstawac rano albo sie wyprowadz. Taki jest urok mieszkan wspólnych
A dlaczego to autorka ma się wyprowadzić? Niech przedszkole się wyniesie. Nie wiem jakim trzeba być idiotą i egoistą, żeby założyć przedszkole w bloku mieszkalnym. Co innego w budynku wolnostojącym, gdzie głośniej będzie tylko jak dzieci będą na podwórku, czyli 1-2 h dziennie.
Dzieciaki chyba mają swoją porę drzemki? Nie wiesz co wtedy powinnaś zrobić?
Zostawic biedne dzieci w spokoju.
One nie dają innym spać, ale same mogą? Przecież krzywda się im nie stanie, że nie będą mogły spać. Się znalazł mentalny opiekun dzieciarni z piekła rodem.
Tak, w sumie to stanie im się krzywda, bo małe dzieci mają inny tryb życia niż dorośli i inne potrzeby i takie utrudnianie drzemki to jest krzywdzenie. Nie ich wina, że przeszkadzają sąsiadce. Pewnie po prostu zachowują się jak małe dzieci i tyle.
A co bawić się spokojnie nie potrafią? Raz, drugi się nie wyśpią i będzie spokój. Krzywda się stanie, bo się nie wyśpi dzieciarnia, ale to, że dorosły człowiek będzie niewyspany i zmęczony to bardziej poważna sytuacja. Może potrącić człowieka samochodem, zapomnieć wyłączyć gaz i można tak wyliczać, a różnica taka, że dorosły człowiek będzie ODPOWIEDZIALNY za wszelkie tego typu sytuacje. Dorośli również mają swoje potrzeby. Mam wrażenie, że te komentarze o biednych dzieciach piszą matki, które siedzą na dupie cały dzień w domu i ich jedyną robotą było pilnowanie dzieciaka.
No właśnie im bardziej małe dziecko się nie wyśpi tym większy będzie krzyk. Po prostu dzieci mają inne potrzeby niż dorośli i to naturalne. Poza tym to nie wina dzieci że chodzą akurat do takiego przedszkola, gdzie ich zabawa może komuś przeszkadzać. Na pewno to rodzice im je wybrali, a nie oni, więc karanie małych dzieci za coś na co mają całe zero wpływu to jakiś sadyzm, który jeszcze w dodatku przyniesie odwrotny efekt od zamierzonego. Poza tym dziwne jest też wymaganie od dzieciaków, by bawiły się w zupełnej ciszy. Dzieci inaczej widzą świat i inaczej przeżywają emocje podczas zabawy, mniej się kontrolują, bo dopiero się rozwijają i nie są dorosłe i to całkowicie normalne, że są po prostu głośne jak się bawią. I trzeba im na to pozwolić, nie można wymuszać jakiejś absolutnej ciszy. Oczywiście nie mam tu na myśli zostawiania dzieci samopas i krzyczenia jak tylko chcą, ale w takiej sytuacji proponuję się im inną zabawę, albo normalnie zwraca się uwagę, tłumaczy się itd, a nie robi jakieś dziwne kary, bo samemu się jest sfrustrowanym i zapomina się, że dzieci to dzieci i tyle. I nie, ja nie mam dzieci i mam co robić w życiu, po prostu ta sytuacja to wina rodziców oraz nieprzemyślanej decyzji właścicielki tej placówki, a nie dzieci, które są po prostu dziećmi, jak my wszyscy kiedyś i o niczym tam nie decydują.