Cała akcja działa się w podstawówce, chyba na przełomie 4 i 5 klasy. Mieliśmy właśnie lekcję basenu, a ja byłam jedną z najszybciej pływających osób w mojej klasie (często chodziłam na zawody i nawet czasami zdarzało mi się coś wygrać). Nasza nauczycielka kazała nam przepłynąć kilka długości stylem grzbietowym. Już podczas ostatniej, gdy większość osób wysiadała ze zmęczenia, ja płynęłam dalej jakby nigdy nic. Akurat tak się złożyło, że utknęłam za takim wkurzająco wolnym kolegą, którego nie sposób było wyprzedzić, więc płynęłam dosłownie kilka centymetrów za nim. W połowie długości basenu moja ręka natrafiła na coś dziwnie miękkiego, pokrytego materiałem, nie miałam pojęcia, co to jest, a byłam bardzo ciekawa, więc jeszcze kilka razy to złapałam i ścisnęłam. Domyślałam się, że to jakaś część ciała mojego kolegi, ale nie miałam pojęcia jaka, a jak już wspomniałam – byłam ciekawa. Jeszcze kilka razy to pomacałam, pogłaskałam etc. Aż dotarło do mnie, za co go trzymam... Chyba jeszcze nigdy nie wychodziłam tak szybko z basenu.
PS Dalej chodzimy razem klasy (do liceum), a ja nadal wstydzę się na niego spojrzeć.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jedną ręką "wiosłowałaś", a drugą ściskałaś wacka kolegi? W tym czasie oboje płyneliście, a ziomeczkowi nie przeszkadzało, że gnieciesz mu wora?
Nie potrafię sobie wyobrazić takiej sytuacji.
dodatkowo rękę musiałaby mieć tak samo długą jak jego nogi
Nie zrobiłaś nic złego, to on powinien ci coś powiedzieć, ale widocznie mu się podobało, zboczeńcowi