#qeweC

Kiedyś, między jedną pracą a drugą, byłam w małym osiedlowym sklepiku. Tak strasznie chciało mi się siku (a nie ma tam toalet dla klientów), że zrobiłam pożytek z mojej ciąży spożywczej i „zadzwoniłam” do mojego narzeczonego, że czuć, iż mały się rusza, ale strasznie mi niewygodnie i non stop muszę biegać do toalety. Pani kasjerka uratowała mi życie i jak już zapłaciłam za zakupy, zapytała: „Piąty miesiąc czy szósty? Brzuszek już pokaźny, więc musi strasznie na pęcherz naciskać, pamiętam, bo mam czworo swoich dzieciaków. Jeżeli pani potrzebuje, to zapraszam do toalety dla pracowników”.

Wyrzutów sumienia nie mam. Jest to jedyny plus z bycia grubym człowiekiem. Bo jakoś tak przykro mi się zrobiło, że nie miała żadnych zastrzeżeń co do domniemanej ciąży i jeszcze takie miesiące wytypowała.
JodiPicoult Odpowiedz

Czyli 'rozmawialas' o swojej ciazy a potem bylo ci przykro, ze kasjerka myslala, ze w niej jestes... Logiczne.

Postac Odpowiedz

A nie mogłaś zapytać pani, czy jest toaleta?
Jak byłam w ciąży to nie miałam oporów tak pytać.

SceptCyn

Niby można, ale w takich sytuacjach ekspedientka mogłaby się zasłonić polityka firmy. Chociaż jeśli to był sklep z gatunku tych na wymarciu mogła rozmawiać z właścicielką

Dodaj anonimowe wyznanie