#qKlLP
Mieszkamy w starym domu. Aby przejść do mojego pokoju, muszę przejść przez pokój, w którym śpi dziadek (z babcią śpią w oddzielnych pokojach). Studiuję i do późna się uczę, bo 5 dni w tygodniu kończę zajęcia o 20 i dopiero po 21 jestem w domu. Gdy chcę się wreszcie położyć spać, bo rano aby zdążyć na uczelnię muszę wstać o 5.20, wtedy strasznie głośno włącza telewizor. To samo jest gdy w weekend chcę dłużej pospać. Na prośbę, żeby przyciszył, wyzywa mnie. To samo jest przy stole, gdy chcę porozmawiać z mamą. Mamy się zamknąć, bo on ogląda telewizor. Mama tłumaczyła mu milion razy, ale oni tak swoje. Ile razy ja już usłyszałam od własnego dziadka, że jestem kur*ą? Pogubiłam się już.
Babcia jest chyba jeszcze gorsza. We wszystko się wtrąca, chce wszystko wiedzieć. Od małego wtrącała się w to, jak chodzę ubrana, jak mam ścięte włosy. Zawsze gdy chciałam coś zrobić, robiłam wszystko źle. Umycie talerzy? Kubek stoi nie w tym miejscu, powinien stać 3 cm w prawą stronę pod kątem 30 stopni. Robię ciasto, którego przepisu ona nie zna. Przecież ona wie lepiej. Ile to razy gdy rozmawiałam z mamą podsłuchiwała pod drzwiami albo pod oknem, albo po prostu na chama wchodziła do pokoju, już ze znajomością całej treści naszej rozmowy, wymądrzając się, że ona wie lepiej. Stłukłam szklankę? Co ja zrobiłam, jestem niezdarą, do niczego się nie nadaję. Ona stłukła? No przecież nic się nie stało, kupi się nową. Kiedy mama jest w pracy babka ma istny raj, może mówić i robić co chce, bo gdy mama jest w domu, trochę się hamuje. Gdy coś z mamą kupujemy, chowamy i przynosimy do domu albo kiedy nie ma ich w domu, albo wnosimy przez okno w pokoju mamy.
Wstydzę się kogokolwiek zaprosić do domu. A nie chcę też ciągle siedzieć u koleżanek, dlatego też może kilka znajomości nie przetrwało.
Ile razy ja już myślałam o ucieczce z domu albo śmierci, nawet nie liczę. Nie chcę tylko zostawiać mamy samej, bo wiem, że by sobie sama nie poradziła. Zostaje mi tylko fantazjować o jak najszybszej śmierci dziadków.
Kup sobie stopery do uszu,takie najzwyklejsze.(woskowe a nie gąbki)
Pozwoli ci to spać rano.
A jak babka zacznie smęcić to demonstracyjnie wkładaj do uszu.
Smutne jest to, że często nasze życie podprządkowane jest komuś, kto na to nie zasługuje. Kto nie zasługuje na nic.
No sorry, ale jak dwie dorosłe osoby nie mogą zarobić tyle żeby wynająć sobie kawalerkę na początek. Może warto się zastanowić nad dziekanka i iść do pracy? Nawet jak byście obie z matka zarabiały najniższą krajową to macie razem ponad 3 koła.
A wiesz ile kosztuje kawalerka w mieście i utrzymanie jej? Dowiedz się lepiej a dopiero potem pisz takie głupoty.
Kawalerka w dużym mieście kosztuje od tysiąca do 1,5 tysiąca złotych. Ze wszystkimi opłatami. Jeżeli są we dwie i pracowałyby we dwie, to na spokojnie dałyby radę się utrzymać. Moja mama utrzymywała nas sama, nie zarabiała dużo bo nieco ponad średnią i jakoś dała radę wynająć dwupokojowe mieszkanie w dużym mieście, więc nie bredź.
digoxine - no właśnie wiem ile, więc może Ty się dokształć, bo robisz z siebie pośmiewisko.
W dużym mieście kawalerka z opłatami tysiąc złotych? Chyba na Podlasiu. Albo przedmieścia/ głęboki PRL. Ceny przez ostatnie kilka lat bardzo się zmieniły.
@2579937 moje miasto ma ponad 300 tys. mieszkańców, jest częścią konurbacji śląskiej (chciałam zachować anonimowość ale po tym opisie się już nie da 😅), kawalerki tu kosztują od tysiąca w górę. wiem o czym mówię, bo sama szukam teraz mieszkania. i nie są to mieszkania rodem z głębokiej komuny, tylko normalne mieszkania z ładnymi łazienkami i kuchniami i meblami w stylu ikea, często w centrum miasta. co śmieszne, nieraz te mieszkania wyjęte żywcem z PRL-u kosztują więcej od przyzwoitej kawalerki.
Autorko, Ty i Twoja mama to dwie dorosłe kobiety i obydwie możecie iść do pracy - choćby na pół etatu lub na weekendy - jest wiele możliwości. Za zarobione pieniądze nie będzie trudno wynająć kawalerki, w moim mieście (ponad 100 tys. mieszkańców) ceny zaczynają się od 800 zł. - tak piszę dla ogólnego rozeznania. Dla dwóch osób to na prawdę nie powinno stanowić problemu, jeśli obydwie pracowałybyście i składałybyście się na pół. Moim zdaniem lepsze takie rozwiązanie - nawet jakby było biednie i większość pieniędzy szła by na opłaty - niż życzyć dziadkom śmierci ;)
Ja rozumiem. Jest Ci ciężko. Rozumiem, że chcesz uciec z domu. Ale myślenie o śmierci? Masz w domu dwoje wkurzających, starych ludzi. Nic więcej. Jesteście we dwie... Dorosłe, zdrowe kobiety. Weźcie dupe w garść zamiast się uzalać nad sobą. Nikt wam niczego nie da, nikt za was życia nie przeżyje. Trzymam kciuki :)
Co to za kierunek, że zajęcia są od rana do wieczora?
Możliwe, że uczelnia medyczna.
studiuje kryminologie, na dziennych na tym semestrze 3 z 5 dni zajecia koncza sie o 18-19
bazienka, a o której się zaczynają?
No i że autor aż 5 razy w tygodniu o 20 kończy. A rano wstaje o 5.20, żeby zdążyć na uczelnię.
Ja mialam zajęcia od 8 do 20 prawie codziennie. Często bez żadnej przerwy. Obecność obowiązkowa na wszystkim. Wiec można. W weekend padalam na pysk ale musiałam pracować
Artur, znam trzy osoby na uczelniach medycznych, każde na innej i na innym kierunku (pielęgniarstwo, lekarski, położnictwo). Tam jest chory układ zajęć i rzeczywiście jeżdżą na siódmą na praktyki, by skończyć wykładem o 21 czy czymś w tym guście. Praktycznie dzień w dzień. I jeszcze rozkład na każdy tydzień inny. Zwariowałbym na ich miejscu.
Ja na uczelni medycznej mam sporo okienek, przez co zdarza się wcześnie zaczynać i kończyć późno jednego dnia.
Takich ludzi wbrew pozorom we wsiach i małych miasteczkach oddalonych od wiekszych ośrodkach jest jeszcze sporo. Ich dziadkami byli prymitywni chłopi panszczyźniani którzy swoje dzieci chowali jak zwierzęta bo inaczej żyć nie umieli a sami byli traktowani jak inwentarz gospodarski przez Jaśnie Pana. Ich się nie da zmienić , można się tylko wyprowadzić i czekać aż zostawią spadek.
"Jaśnie Pana" w sensie kogo? Towarzysza kierownika lokalnego PGRu?
Chore jest to że dorosła kobieta, robi z siebie ofiarę. Zamiast wyprowadzić się, zamieszkać w akademiku, albo wynająć pokój ty "pasożytujesz" na dziadkach. Kwestia chęci, można pracować weekendowo, albo po prostu studiować zaocznie. Dziś więcej warta jest zaradność, a niżeli dyplomy uzyskany akurat na dziennych studiach.
A co do dziadków, może po prostu mają dość was, czego efektem jest takie zachowanie.
nie rozumiem, czemu dorosla kobieta nie jest w stanie zapewnic wam chicby najmniejszego mieszkania? pracuje? jakas renta po mezu?
moze przemysl przeniesienie sie do akademika, skoro macie tak maly dochod, ze was nie stac na mieszkanie, to pewnie cie przyjma
albo jakas prace np. na weekendy i wynajecie pokoju w twoim miescie?
jestes dorosla, nie musisz sie juz z nimi gniezdzic
Najsmutniejsza w tym wyznaniu jest postawa Autorki. Starsi ludzie na starość dziwaczeją i mają swoje głupie przyzwyczajenia, rytuały, których naruszenie grozi katastrofą. Z pewnością nie są to łatwi ludzie do wspólnego życia. Ale trzeba pamiętać, że z dużym prawdopodobieństwiem nas spotka to samo i życzenie śmierci zniedołężniałym ludziom jest czystym sku******wem. Autorka pisze, że studiuje a mentalnie ma chyba 14 lat i pierwszą miesiączkę.
Pomieszkałabyś z moim dziadkiem, to byś wiedziała dlaczego niektórzy ludzie czekają na śmierć toksycznej szumowiny, z którą przychodzi im się zmagać