Odkąd pamiętam, zawsze młodo chciałam zostać mamą i mieć dużą rodzinę. No wiecie, z gromadką dzieci biegających po ogródku. Pierwsze dziecko urodziłam w wieku 19 lat, drugie mając 23 lata. To było moim marzeniem od zawsze i powinnam być wniebowzięta, ale dziś, gdy starsza córka ma 5 lat, a młodsza półtora roku, ja mam dosyć. Mam dosyć ciągłego płaczu, ciągłych krzyków, kłótni, wszechobecnego syfu pomimo ciągłego sprzątania, fochów podczas jedzenia, ubierania albo ponieważ nie chciałam jej włączyć drugiej bajki z kolei. Mam dosyć tego, że nawet do toalety nie mogę iść na spokojnie, bo muszę wysłuchiwać krzyków pt. „mama wyszła z salonu i zostawiła mnie na pastwę losu” (tak, to krzyk takiego rodzaju, inne mamy pewnie rozumieją). Mam dosyć tego, że mój jedyny czas wolny, dla siebie, bez dzieci, to kilka godzin w tygodniu, gdy widzę się z moim psychologiem. Ale przede wszystkim mam dosyć tego, że wszystko jest na mojej głowie. Dzieci, pranie, sprzątanie, gotowanie, praca. Nie, nie jestem samotną matką, chociaż tak mogłoby się wydawać.
Kocham moje dzieci nad życie i nigdy nikomu bym ich nie oddała, ale żałuję, że moje życie potoczyło się w ten sposób i że tak szybko zdecydowałam się na dzieci z (jak się wydaje) nieodpowiednim facetem. Gdybym kiedyś wiedziała to, co dziś, że ze wszystkim będę sama, bez wsparcia mojej drugiej połówki, z depresją i niezadowolona z siebie i z mojego życia, w którym jedynym osiągnięciem jest posiadanie dzieci, zrobiłbym wszystko, by moje życie potoczyło się inaczej. Z dziećmi natomiast poczekałabym przynajmniej 6 lat dłużej, a moja gromadka skończyłaby się na dwóch małych skarbach.
Za więcej dzieci podziękuję. Mam nadzieję, że nigdy nie będę tym ułamkiem procenta, u którego antykoncepcja zawiedzie, bo chyba bym się załamała.
Dodaj anonimowe wyznanie
Mało piszesz o tej "drugiej połówce", więc ciężko domyślić się na jakim etapie rozkładu związku jesteście, ale może warto położyć większy nacisk na przekazanie opieki partnerowi. Dzieci same się nie zrobiły, skoro miał w tym swój udział, niech bierze się też za wychowanie i opiekę. Wyjedź na tydzień do koleżanki czy rodziny i zostaw mu dzieci. W końcu też jest rodzicem. Albo rozważ rozwiązania prawne typu opieka naprzemienna. Nie daj przenieść całego ciężaru za dzieci tylko na siebie.
Poza tym, spróbuj trochę zmienić perspektywę. Wczesne rodzicielstwo ma też swoje plusy - kiedy dzieci dorosną Ty nadal będziesz względnie młoda czyli naprawdę sporo jeszcze możesz osiągnąć. Twój świat się nie kończy na tych krzykach, płaczach, praniu i sprzątaniu. Daj sobie tylko trochę czasu ;)
Jakiś normalny rodzic, który kocha swoje dzieci, zostawiłby je na tydzień z kimś mało zaangażowanym w opiekę? Jak one mają zrozumieć, że to nie ich wina, tylko mama jest zmęczona?
@Postać, dlatego na początku napisałam "mało piszesz o tej "drugiej połówce", więc ciężko domyślić się na jakim etapie rozkładu związku jesteście".
Autorka nie napisała o partnerze właściwie nic, więc ciężko oceniać z czego wynika ten brak zaangażowania. Osobiście znam przypadek gdy facet naprawdę chce się angażować, ale jest związany przez jakiś czas takim kontraktem, że miałby spory problem próbując się z tego wymiksować. Dlatego skoro o kimś nic nie wiadomo, to staram się go nie oceniać.
Polecam temat odgracania. Moje dziecko ma 20 zabawek- starczy.
Płać niani zamiast psychologowi.
Jeżeli bierzesz pigułki, a jesteś młoda i płodna to uważaj. Jest mnóstwo historii o ciążach pomimo starannie przyjmowanych pigułek. Mój mąż po prostu mnie nie penetruje w czasie erotycznych zabaw, więc nie potrzebujemy antykoncepcji.
Starsze może chodzić do przedszkola, to z jednym Ci będzie łatwiej. Nie będzie się miało z kim kłócić.
Na pocieszenie - to minie. Młodsze masz na etapie buntu o wszystko, starsze już rozumne i wyrażające swoje zdanie, niekoniecznie zgodne z Twoim. Ale z tym starszym można się już fajnie pobawić, pograć w planszówki. Młodsze zajmiesz jak dasz np miski i fasolę. Albo piasek księżycowy. Sprzątania później 15 minut, a dzieci potrafiły się zająć i godzinę. Starsze już może mieć koleżanki lub kolegów. Zaraz pójdzie do szkoły, młodsze do przedszkola - i nie będziesz do nich aż tak uwiązana. A jesteś wciąż młoda.
Przynajmniej jak dorosną będziesz dalej dosyć młoda.