#miWLF
Mam tak dużo uczniów, że pracuję na 1/4 etatu +- 10 godzin, które robię w dwa dni. Resztę tygodnia poświęcam na korepetycje, wszystko jest płacone w gotówce, którą odkładam, ale nie w banku, bo wiadomo, że ktoś mógłby się zainteresować skąd takie wpływy. Jedna lekcja kosztuje od 30 do 60 zł, własnej działalności nigdy nie założę - mam swoje powody. Ale nie to w tym wszystkim jest anonimowe...
Moje wykształcenie jest mizerne - skończyłem zawodówkę, nie mam matury, studiów itp.
Dzieciaki mają coraz lepsze wyniki, poprawiają oceny, zdają na sprawdzianach. Do każdych zajęć przygotowuję się z internetem i książkami, jakich używają w szkole. Ale i to nie jest anonimowe.
Anonimowe jest to, że wystarczy tym dzieciom poświęcić trochę czasu - pokazać palcem w książce, gdzie są informacje, zachęcić do tego, by z nich korzystały i ewentualnie innymi słowami wytłumaczyć coś, czego nie rozumieją, ale rodzice wolą zapłacić obcej osobie, niż poświęcić tę godzinę czy dwie na wspólną naukę. Na wszystkie dzieci, z którymi pracuję max 15% przyznaje, że rodzice się z nimi uczą. Rekordzista pobiera korepetycje codziennie po 2 godziny. W tym czasie odrabiamy lekcje, robimy projekty, prezentacje, uczymy się wszystkiego, a rodzice w tym czasie oglądają dwa odcinki serialu.
Czy robię źle? Nie wiem, ale dochód 6-8 tys. na miesiąc łagodzi objawy wyrzutów sumienia.
Robiłbyś źle, gdybyś brał kasę, a rezultatów nie byłoby widać.
Uczysz, poświęcasz uwagę - wynagrodzenie należy Ci się.
Rodzice nie koniecznie muszą mieć takie zdolności, żeby potrafić dziecku wytłumaczyć różne zagadnienia, w szczególności, jeśli sami nie byli orłami w szkole. Oni pewnie po 8 godzin dziennie (albo i więcej) pracują i mogą po prostu nie mieć wystarczająco świeżego umysłu, żeby z dzieckiem siedzieć i tłumaczyć.
Teoretycznie dziecko powinno po szkole mieć czas na zabawę z rodzicami (spacer, lody, basen, wspólne granie w planszówki; cokolwiek, co sprawia wszystkim członkom rodziny radość, a także zbliża ich do siebie), ale w praktyce wyglada to tak, że mniej zdolne dzieci muszą siedzieć po 2 godz dziennie albo i więcej przy książkach, żeby mieć przyzwoite oceny. Ja się tam nie dziwię, że niektórzy rodzice wolą zapłacić za korepetycje. Sama bym pewnie tak zrobiła, bo totalnie nie mam zdolności pedagogicznych.
Generalnie się zgadzam, ale większość znanych mi dzieci w wieku późnopodstawówkowym siedzi dłużej niż dwie godziny dziennie nad książkami. Kończą lekcje o godzinie piętnastej, jedzą obiad i siedzą przynajmniej do ósmej, dziewiątej wieczorem. Nie wiem, jak jest w innych miastach, ale tu mają po trzy sprawdziany i kilka kartkówek tygodniowo, a podręczniki są tak napisane, że trudno się z nich czegokolwiek dowiedzieć. Jeszcze trochę i chyba napiszę do Ministerstwa Edukacji, bo zaczyna mnie to denerwować. Dzieciaki nie mają czasu na zabawę ani rozwój własnych hobby. W dodatku spora część z nich ma tonę zajęć dodatkowych, na które nie chcą uczęszczać.
Moja mama jest nauczycielką i mowi ze dziecko lepiej przykłada sie jesli ma korki i uczy je obca osoba.Rodzic jednak to rodzic i dziecko nie ma takiego respektu, kreci się , nie moze skupic.Zreszta ktos moze woli sobie pojsc do kina czy poczytac ksiazke zamiast siedziec z dzieckiem.To jego sprawa.
Rodzice sami mogą tematu nie ogarniać. Ja się nie uczyłam niemieckiego- nie mam jak na dobrą sprawę pomóc bratu. Zwłaszcza teraz gdy uczy sie już 3 rok
Wiesz co, może jakbym sama miała trochę mniej nadwyrężony kręgosłup moralny, to przyczepiłabym się do tego że nie płacisz podatków, ale szczerze - kij mnie to obchodzi. Jak dla mnie to fajnie że znalazłeś robotę dla siebie i się w tym odnajdujesz. Also, co z tego że nie masz matury czy studiów, jak nauczyłeś się tego co potrzebne ci obecnie do pracy sam, z neta i książek. Osobiście lubię poszerzać wiedzę i zamierzam robić to całe życie, bo to takie trochę nadrzędne pragnienie w moim życiu - ciekawość świata. Ale nauczanie? To już niekoniecznie dla mnie xD Więc szanuję w opór :)
przeciez np. native speakerzy tez niekoniecznie maja wyksztalcenie kierunkowe...
podziwiam mocno
ale dziwi mnie tez, ze nikt nie chce zobaczyc kwalifikacji autora, moze warto zrobic certyfikat?
"Może warto zrobić certyfikat" - pewnie że warto. Raz, że dobrze to wygląda w ogłoszeniu o korepetycjach i może przyciągnąć nowych, bardziej wybrednych klientów, którzy szukają osoby z kwalifikacjami. I dwa, że nigdy nie wiadomo co życie przyniesie - zawsze istnieje możliwość, że pracę trzeba będzie zmienić, a wtedy takie rzeczy się przydają.
Nie lubię takiego rozliczania ludzi z tego, co powinni robić, a co nie. Rodzice mogą pracować dużo, mogą nie mieć takich umiejętności, mogą zwyczajnie nie chcieć tego robić i właśnie po to płacą Tobie, byś pracowała z ich dziećmi. Stać ich na to? To sobie w ten sposób ułatwiają zadanie, a nie po własnej pracy siedzą z dziećmi do wieczora nad lekcjami. Jak widać dobrze na tym zarabiasz, a dzieci radzą sobie nieźle, więc układ jest czysty i nie rozumiem, dlaczego mówisz, że rodzic powinien pracować z dzieckiem. Ich pieniądze, ich dzieci, ich decyzja.
Nie każdy ma zdolność do tłumaczenia. Miałam zawsze problemy z matmą, moja siostra z kolei była geniuszem w tej dziedzinie. Chciała mi pomóc, nieraz siadałyśmy do nauki razem, ale nie była w stanie mi wytłumaczyć, chyba po prostu nie rozumiała, jak można nie ogarniać pewnych rzeczy, które dla niej są oczywiste. Mimo dobrych chęci nic z tego nie wyszło. Niekoniecznie rodzicom się nie chce...
Sama sobie szkodzisz nie odprowadzajac podatków. Raz że emerytura, a dwa że przy jakimś wypadku miałbyś chorobowe tylko z tej 1/4 etatu. Radzę pomyśleć na przyszłość, a nie tylko pieniądze tu i teraz
Przy dochodach ok 7 tyś plus legalne dochody można sobie sporo odłożyć przy nierozrzutnym życiu. A emerytura za 30 lat może będzie a może i nie będzie.
No i rodzice mogą po prostu mieć masę własnych obowiązków, pracę itp.
Uczeń liceum też nie ma matury ani studiów a często uczy dzieci z podstawowki z lepszymi efektami niż nauczyciel dyplomowany więc nie jest to takie anonimowe. Podatki - dopóki nie kupisz drogiego samochodu to nikt się nie zainteresuje. A pieniądze lepiej trzymać w banku , przynajmniej to co zarobiłeś na etacie bo w razie kradzieży zostaniesz.z niczym. A przy takich sumach urząd skarbowy raczej nosa nie wsadza zwłaszcza że jest pewma kwota wolna od podatku.