#k7AHk

Mam bardzo brzydkiego psa. Jest stary, schorowany, ma tyłek łysy jak czerep emeryta, ale wszyscy w rodzinie bardzo mocno go kochamy. Nawet jak nie trzyma moczu i gryzie kapcie, bo dziąsła go bolą. Nie mieszkam już z rodzicami, przyjeżdżam co jakiś czas na weekend, żeby zjeść porządnego schabowego i pogłaskać wyłysiały zad Ciapka.

Ostatnio podczas popołudniowego spaceru po  niby parku koło osiedla (plac zabaw dla dzieci, kilka drzew i krzaków na krzyż, dwie ławki), grupka licgimbów czy innych pokemonów siedzących na tych ławeczkach z e-papierosami i tanim piwkiem zaczęła głośno komentować, jaki ten pies jest "brzydki w ch*j, a do tego chodzi jak spie*dolony" (trochę utyka.) Komentarzy było więcej, ku uciesze przyszłych nabywców 500+ liczonych tysiącami. Na spokojnie poszłam dalej.

Przez następne pół godziny zbierałam kupy uściełane wzdłuż ścieżki niczym płatki róż w foliową torbę. Nie było to koniecznie przyjemne, ale podatki też nie są, a płacę. Ostatecznie udało mi się zebrać około 10-15 produktów przemiany materii w różnym stopniu zaschnięcia lub rozkładu. Mieszanka zapachów była naprawdę wyrywająca z butów, nawet dla osoby, która ze sprzątaniem psich odchodów ma do czynienia od gówniaka. Wracając do domu, po raz kolejny mijałam rozgadaną gawiedź i wrzuciłam pakunek do śmietnika tuż przy ławeczkach, życząc im miłego wieczoru.

Dla tego "kur*a, jak tu je*bie" zasłyszanego w tle szumu drzew warto było babrać się w tym gównie. :D
anonimowe6692 Odpowiedz

O nie, teraz będą musieli zmienić ławeczkę. No rzeczywiście warte 15 minut zbierania gówna. Ale przynajmniej posprzątała ;)

Dodaj anonimowe wyznanie