#k7AHk
Ostatnio podczas popołudniowego spaceru po niby parku koło osiedla (plac zabaw dla dzieci, kilka drzew i krzaków na krzyż, dwie ławki), grupka licgimbów czy innych pokemonów siedzących na tych ławeczkach z e-papierosami i tanim piwkiem zaczęła głośno komentować, jaki ten pies jest "brzydki w ch*j, a do tego chodzi jak spie*dolony" (trochę utyka.) Komentarzy było więcej, ku uciesze przyszłych nabywców 500+ liczonych tysiącami. Na spokojnie poszłam dalej.
Przez następne pół godziny zbierałam kupy uściełane wzdłuż ścieżki niczym płatki róż w foliową torbę. Nie było to koniecznie przyjemne, ale podatki też nie są, a płacę. Ostatecznie udało mi się zebrać około 10-15 produktów przemiany materii w różnym stopniu zaschnięcia lub rozkładu. Mieszanka zapachów była naprawdę wyrywająca z butów, nawet dla osoby, która ze sprzątaniem psich odchodów ma do czynienia od gówniaka. Wracając do domu, po raz kolejny mijałam rozgadaną gawiedź i wrzuciłam pakunek do śmietnika tuż przy ławeczkach, życząc im miłego wieczoru.
Dla tego "kur*a, jak tu je*bie" zasłyszanego w tle szumu drzew warto było babrać się w tym gównie. :D
O nie, teraz będą musieli zmienić ławeczkę. No rzeczywiście warte 15 minut zbierania gówna. Ale przynajmniej posprzątała ;)