Nie jest łatwo to przyznać, ale od prawie 7 lat jestem uwikłana w toksyczny związek, z którego nie potrafię się wydostać. Wspólnie wychowujemy 5-letnie dziecko i mieszkamy razem od 6 lat. Przyjęłam na siebie ciężar upokorzeń, aby utrzymać ten związek przy życiu. Mój narzeczony dodatkowo walczy z nałogiem narkotykowym i aktualnie jest w tygodniowym ciągu. Nie stosuje przemocy fizycznej, ale zaczął wykorzystywać mnie finansowo, przepalając nasze całkiem spore oszczędności i obiecując zwrot w poniedziałek. Aktualnie jest na mieście, flirtując z innymi kobietami, czym podzielił się ze mną przez telefon, a ja w tym czasie siedzę w domu z naszym dzieckiem.
Jeśli ktoś mnie zapyta, czy go kocham, bez wahania odpowiem, że tak. Lecz szczerze mówiąc, chciałabym przestać. Tym bardziej że dwa miesiące temu usłyszałam od niego, że sam nie wie, czy to jeszcze miłość, czy już tylko przyzwyczajenie, co tłumaczy jego zwlekanie z tematem ślubu.
Często myślę o tym, jak licho się czuję z faktem, że na to wszystko pozwoliłam.
Moja rodzina twierdzi, że jestem potworem i najgorszym typem kobiety. Powód? Uważam, że młoda osoba, niemająca widoków na stabilną pracę, potrzebująca często wsparcia finansowego, starająca się o dziecko, jest po prostu nieodpowiedzialna.
Prowadzę swoją firmę. Jako że branża techniczna, to dosyć często potrzeba zrobić jakieś zakupy narzędzi i wyposażenia. Jak chcę coś kupić, to w pierwszej kolejności przeszukuję portale typu olx, często można wyrwać tanio rzeczy używane w świetnym stanie, a czasem jakieś nówki z likwidowanych magazynów. Cenowo wygląda to i tak dużo dużo lepiej niż zakup nowych rzeczy (nie mówię tutaj o zakupach chińskiego badziewia, co się zepsuje za tydzień, raczej poszukuję rzeczy ze średniej lub wysokiej półki). Czasem niestety zdarzają się naciągacze, którzy reklamują towar, poprawiają go wizualnie, a tak naprawdę to jest szmelc – niestety taki urok. Czasem się coś takiego trafi. Żeby nie było – nie kupuję w ciemno, zawsze staram się dopytać o stan przedmiotu. Najlepszy też sposób na zakupy z tego portalu to wysyłka za pobraniem, jeśli nie ma opcji zakupu przez portal.
A anonimowe jest to, że gdy otrzymam właśnie taki podrasowany szmelc i sprzedawca po zwróceniu uwagi jest chamski, nie poczuwa się wcale do winy i cieszy się z szybkiego zarobku (czasem to kwota rzędu 1000 lub 2000 zł, gdzie faktyczna wartość przedmiotu to 200-300 zł), to po około miesiącu lub dwóch od zakupu (jeżeli sprzedawca nie zgodzi się na zwrot), zgłaszam go do urzędu skarbowego – potrzebne dane są na liście przewozowym z paczki, a zwrot na konto kwoty pobrania to dowód dla urzędu, że sprzedawca nie rozliczył przychodu ze sprzedaży.
Ot, taka moja mała zemsta za oszukanie mnie.
Rodzice mojego partnera strasznie wtrącają się w nasze życie. Matka próbuje łzami wymusić wszystko, z płaczem opowiada przeróżne rzeczy, żeby tylko wzbudzić w nim litość, a ze mnie zrobić tę złą, jego ojciec zawsze stoi po jej stronie. Nie pasuje jej, że nasze dziecko wychowuję po swojemu, a nie tak, jak ona to robiła. Na moje sugestie jak coś zrobić jest wielce oburzona, bo my młodzi to co o życiu wiemy. Jest zdania, że skoro mój partner jest jej synem, to jest jej winny „służbę” – zawieźć gdzie chce, zrobić co ona akurat wymyśli i swoje decyzje podporządkować jej. Gdy nas nie zastanie w domu (bo nie zapowiedziała się z wizytą), to domaga się pełnego tłumaczenia, gdzie byliśmy. Ja staram się nie wkraczać w sferę matka-syn, ale powoli mam dość słuchania, co tym razem „mamusi” się nie podoba. Mój partner niby stoi po mojej stronie, ale w żaden dosadny sposób nie potrafi jej dać do zrozumienia, że mamy własne życie i chcemy je przeżyć po swojemu.
Czy mój mąż naprawdę tak mnie nienawidzi i się mnie brzydzi, że nawet gdy śpi, nie pozwoli mi się dotknąć? Szczerze mam naprawdę dość, ja rozumiem wszystko, ale nie jestem wstanie tego zrozumieć. Urodziłam mu pięcioro dzieci i nigdy nie było jakiegokolwiek problemu z naszymi relacjami łóżkowymi, a teraz kochamy się raz w miesiącu. Powiedzmy, że się kochamy; zrobi co swoje i tyle mojej miłości. Gdy tylko zacznę rozmowę na ten temat, to słyszę: „Co ty za głupoty gadasz?” i szczerze mam dość. Każdy potrzebuje jakiejś czułości. Dodam jeszcze, że jesteśmy razem prawie od 20 lat razem i było wszystko prawie dobrze – jak w każdym związku, zdarzały się wzloty i upadki, ale nigdy nie było aż tak źle.
Mam 26 lat, a moje życie potoczyło się dziwnie ostatnimi czasy.
Miałem najlepszego przyjaciela, znaliśmy się może z 8 lat, zawsze spędzaliśmy wolne chwile razem, pomagaliśmy sobie nawzajem finansowo czy w przysłudze. Przyjaźń nie do ruszenia, można tak powiedzieć. Byłem u niego jak rodzina, jak i on u mnie, zawsze był mile widziany w moim domu. Wszystko zaczęło się sypać, jak zacząłem rozmawiać z jego kobietą. Pisaliśmy ze sobą, gadaliśmy raczej, ona głównie się żaliła na niego, jaki to on nie jest zły w stosunku do niej i do dzieci. Z jej słów wynikało, że jest tyranem, znęca się nad nimi psychicznie i fizycznie. Z początku nie chciałem w to uwierzyć, ale otworzyłem oczy, jak mi pokazała czarno na białym nagrania z nim w roli głównej. Serce mi pękało – niby znasz człowieka kupę czasu, a tak naprawdę nie wiesz o nim nic.
Czasami było tak, że dzwoniła do mnie, żebym przyszedł do nich, bo on jest pijany, a jak ja jestem, to się przy mnie hamuje i jest spokojny. Przesiadywałem tam do późnych godzin, żeby dzieci w spokoju spać poszły i żeby on zasnął, wtedy wychodziłem ze spokojnym sumieniem. Raz jego dziewczyna usnęła i przetrzepał jej telefon i zobaczył wiadomości. Wściekł się i straciłem kumpla, jesteśmy teraz najgorszymi wrogami.
Czy żałuję? Nie, żałuję jedynie, że już nie mogę chronić tych dzieci, teraz to już od niej zależy.
Dziś spacerowałam ze swoim chłopakiem i poprosiłam go, by powiedział mi coś miłego. Usłyszałam tylko: „Ładnie wyglądasz”, a liczyłam na coś romantycznego, więc zapytałam: „Ładnie jak...?”.
Po chwili zastanowienia powiedział: „Jak 10-kilogramowy sum”.
No tak, wędkarz... :D
Kiedy byłam dzieckiem, naszej rodzinie się nie przelewało. Zawsze ubrania po dzieciach sąsiadów, naszywki z bajek na dziury za każdym razem, kanapki zawsze z jednym składnikiem. Mimo wszystko zawsze mieliśmy jedzenie, ciepłe obiady, czyste ubrania i siebie nawzajem, mimo niepełnej rodziny. Nie mieliśmy żadnych osiągnięć wśród najbliższych, a mnie popchnęło startować w zawodach sportowych. Od 10. roku życia starałam się coraz bardziej – puchary, medale, wyjazdy ze szkoły na dalsze zawody. Wtedy co rano mama robiła mi kanapki, o dziwo bułki, a nie chleb, napakowane wieloma składnikami, żeby tylko mi dobrze poszło, nawet jeśli jakieś jedzenie i sok mieliśmy gwarantowane.
Pewnego razu bułki były wypchane samymi dobrociami, mama starała się jak mogła, ale na bułce była pleśń... Nigdy nie zapomnę, jak bardzo starała się o mój sukces, a to musiała przeoczyć. Po powrocie do domu pokazałam kolejny puchar i powiedziałam, że kanapki były przepyszne, mimo że wyrzuciłam je do śmieci, by nikt tej pleśni nie widział.
Po 20 latach dalej mam łzy w oczach na wspomnienie jej wysiłków i bardzo się staram, aby teraz to ona miała wszystko, co najlepsze.
Przez pierwsze 10 lat mojego życia myślałam, że po operacji lekarz na pamiątkę robi zdjęcie szwów i daje to zdjęcie pacjentom, żeby mogli pochwalić się szwami swoim znajomym. Miałam żal do babci, że poszła na zdjęcie szwów i nigdy mi tego zdjęcia nie pokazała, ale nie chciałam jej prosić, bo myślałam, że to na tyle intymne, że będzie się wstydzić.
Wiem jak to zabrzmi, ale mam wrażenie, że moja teściowa za bardzo chce wszystkim pomagać. Teściowa ma czwórkę dzieci: mojego męża, jego brata i ich dwie siostry. Wszyscy dorośli, najmłodsza z nich ma 25, a najstarsze dziecko 36 lat. Zawsze ją lubiłam i trochę pobłażałam jej opiekuńczym zapędom, ale powoli miarka się przebiera, chociaż teściowa naprawdę nie robi nic złego. Pierwszy przykład: mąż nie mógł długo znaleźć pracy, był tą sytuacją naprawdę przybity, czuł się jak ostatnie zero (jego słowa). Starałam się go podnieść na duchu, zachęcić, by szukał takiej pracy, w jakiej będzie się czuć dobrze. O pieniądze nie musieliśmy się martwić, bo ja spoko zarabiam i starczało na wszystko. Wypadło tak, że mąż dużo pracował w ogrodzie i nosił tam takie stare adidasy. Teściowa przyjechała dwa razy w odwiedziny, widziała go w tych butach. Dwa tygodnie później, podczas rodzinnej imprezy, przy wszystkich, wręczyła mu kopertę z 200 zł i powiedziała, że wie, że stracił pracę i to żaden wstyd prosić o pomoc i te pieniążki ma sobie na buty wydać. Mąż w totalnym osłupieniu wziął te pieniądze, a potem ryczał jak dziecko, gdy wracaliśmy do domu. Jak zwróciłam uwagę swojej teściowej, że to było upokarzające, oddając jej kopertę, to ona ryczała, bo „nie akceptujemy jej dobroci”. Inny przykład – kupuje nam bilety na koncert czy inne wydarzenie, nie pytając się, czy nam pasuje, czy w ogóle lubimy tego wykonawcę. Jak ktoś nie chce iść, to jest gadka, że pieniądze zmarnowane i że ona jest taka dobra, a my nie potrafimy docenić.
Siostra męża (lat 32) nadal z nią mieszka i musi robić dokładnie to, co ona chce. Jego siostra nie ma męża, chłopaka, przyjaciółki ani nawet koleżanki, bo teściowa zepsuła ją tak, że ma naprawdę okropny charakter.
I ja wiem, że inne teściowej są gorsze i ta moja niby chce dobrze, ale z czasem zauważam tę fałszywość, próbę rządzenia innymi itd. Mąż też to widzi. Powoli przestajemy ja odwiedzać, mówimy stanowcze „nie” na jej pomysły, ale wzbudza w nas wyrzuty sumienia i nastawia rodzeństwo męża przeciwko nam. Wiem, że gdy odmówimy czegokolwiek, to dzwoni do nich i ryczy, że ona jest taka dobra, a my ją tak źle traktujemy. Rodzeństwo męża nie widzi tego co my i stoi za nią murem, a ona to zręcznie wykorzystuje. Ogólnie wiem, że najrozsądniej byłoby się odciąć, ale chciałabym jakiegoś potwierdzenia, czy to ja przesadzam, czy zachowanie teściowej rzeczywiście nie jest OK.
Dodaj anonimowe wyznanie