#h2dEx

Jestem z jeszcze żoną od prawie 11 lat. Dziś mi powiedziała, że była ze mną 10 lat, bo miała niską samoocenę i w siebie nie wierzyła. Odkąd w siebie uwierzyła, przekonywała się już tylko w tym, że nie jestem jej do niczego potrzebny i mnie nie kocha. Jest mi totalnie przykro, tym bardziej że wierzyłem w naszą prawdziwą miłość.

#rk3z6

Jestem kapusiem. Chamem, człowiekiem, który nie ma nic lepszego do roboty i wiele innych, mniej przyjaznych inwektyw. A wszystko dlatego, że znajomi słyszeli, jak zadzwoniłam na straż miejską. 

Zadzwoniłam, bo samochód panna zaparkowała, zastawiając cały chodnik. 15 metrów dalej miała pusty, duży miejski parking. No ale 15 metrów do sklepu piechotą?

Szczerze tego nie rozumiem. Jeżdżę autem, nie rozumiem dlaczego taka głupota i misienależyzm mają być akceptowane. Ba, dlaczego to ja jestem ta zła, bo doniosłam.

#yLrh6

Mam dosyć nietypowy problem.
 
Gdy mam neutralny humor, moja twarz wygląda, jakbym chciała kogoś zabić, to samo jest, gdy jestem zamyślona – moje lico wygląda na wiecznie złe lub smutne. Nie raz ludzie pytali się mnie, czy wszystko w porządku, a ja kompletnie nie wiedziałam, o co im chodzi. Po mojej twarzy widać każdą najdrobniejszą zmianę emocji, nie potrafię kompletnie nic ukryć. To samo tyczy się mojego głosu – gdy dla mnie coś brzmi najnormalniej na świecie, okazuje się, że mój ton głosu brzmi, jakbym kogoś obrażała lub miała jakiś problem. Starałam się nad tym panować, niestety bez skutku. Trudno jest tłumaczyć każdemu napotkanemu człowiekowi, że nie gryzę, a moja mina nie oznacza, że chcę zabić jego i siebie.

Ktoś wie, jak wyłączyć twarz?

#1RFkU

Miałam 6, może 7 lat i pewnego dnia zostałam wysłana do sklepu po kilka produktów, w tym dżem (do naleśników, gwoli ścisłości). Nic nadzwyczajnego, prawda?
Wszystko szło świetnie do momentu podejścia do kasy, zapłacenia i zapakowania zakupów do torby. Miałam trochę mało poręczne rzeczy, trudno było mi je włożyć do dość małej reklamówki, więc jakimś cudem przeniosłam zakupy na sklepowy parapet.
Słoik z dżemem wpakowałam tak niefortunnie, że po chwili wypadł z torby, przetoczył się po parapecie i zanim zdążyłam go złapać, roztrzaskał się na kawałki, prosto na posadzkę. Jak łatwo się domyślić, poryczałam się na środku sklepu, stojąc nad kupką szkła i plamą z dżemu (chyba truskawkowego :P).
Czasami w sklepie coś się rozbija, wielkie rzeczy... Nieczęsto jednak można usłyszeć w sklepie taki dialog. Jedna z pań pracujących w sklepie zapytała: „Ojej, dziecko, płaczesz? Czemu?”, na co niespełna siedmioletnia ja odparłam łamiącym głosem: „Bo nie ma dżemuuu...”.

PS Naleśniki w końcu zjadłam z czekoladą, a do tego sklepu wstydziłam się chodzić przez kilka kolejnych miesięcy :)

#dUAR0

Jestem dorosłą dziewczyną, która zaczyna planować własny ślub (kościelny) i wesele.
Jest jeden problem – nie chcę na nim swoich rodziców.
Rodziców, którzy zniszczyli mi psychikę i zdrowie. Nie interesowali się i nie troszczyli o mnie i młodsze rodzeństwo.
Czy jestem wyrodną córką?
Czy dobrze robię, że stawiam na własny komfort psychiczny w najważniejszym i niepowtarzalnym dniu w moim życiu?

#tvPos

Nie mam w sobie odwagi, żeby przeciwstawić się rodzinie. Choć kocham moją chrześnicę, to od jakiegoś czasu czuję przesyt. Mieszkam sama, ale zaczęłam wchodzić do mieszkania i poruszać się po nim tak cicho, jak tylko się da, żeby wszyscy myśleli, że nikogo nie ma albo że śpię. Mieszkam nad nimi i słyszą, kiedy jestem. Chrześnica (6 lat) chce spędzać u mnie każdą wolną chwilę i potrzebuje tak dużo uwagi, że zabiera mi to moje prywatne życie. Boję się wracać do mieszkania, czasami kręcę się po mieście bez celu, idę do koleżanki albo spędzam czas na nudnych randkach, żeby nie wracać za szybko do domu.

Ostatnio siedziałam po cichu na balkonie i słyszę z dołu: „Mamo, jestem głodna”, a moja siostra na to: „Jak wróci ciocia, to idź do niej coś zjedz, bo w domu nic nie ma”. Zamurowało mnie. Wstyd o tym mówić, bo nie powinno się, ale finansowo mi się nie przelewa i bywały sytuacje, gdzie miałam policzony każdy dzień do następnego dziesiątego, a przychodziła moja chrześnica i wyjadała mi to, co sobie przygotowałam. Stoi obok mnie i prosi o to, co jem, bo jest głodna. Serce mi się kraje i nie mam siły wtedy odmówić, choć wiem, że powinnam odesłać ją do matki.

Czuję się z tym wszystkim okropnie. Nie mam w sobie takiej siły, żeby wprost zrobić z tym porządek. Nie umiem postawić kropki, odmówić.

#DEd4z

Mam psa, nie sukę – podkreślam,  bo to ważne w mojej małej historyjce :-)

Pewnego dnia siedzę wieczorem i masuję mu brzuchol po zabawie z piłką. Masuję, masuję, aż w pewnym momencie wyczułem gulkę, najpierw jedną, później drugą. Patrzę, a tu kilka takich krostek... A że jestem trochę przewrażliwiony – pies ma problemy zdrowotne – na biegu się zebrałem i wyleciałem z nim z domu do weterynarza. Jak już dotarliśmy, proszę panią z recepcji, że mój czworonożny przyjaciel ma jakieś krosty na brzuchu i koniecznie muszę się dostać do pani doktor.
Czekałem ze 40 minut, w międzyczasie cały czas przyglądając się tym dziwom. Wchodzę do gabinetu, nakreślam temat, pokazuję, opisuję... I co?

Pani weterynarz patrzy na mnie jak na debila i mówi: „Przecież to są sutki”. Ja na to „Jak to sutki, jak to jest pies, a nie suka?”. Ona odpowiada: „A pan to, przepraszam, nie ma sutków?”.

Spaliłem się ze wstydu i wyszedłem.

PS Nie byłem pijany :/

#pjfm0

Mój pradziadek był wysoko postawionym milicjantem i działał czynnie w UB.
Moja prababcia uważa, że był to anioł nie człowiek, wszystko załatwił i z każdym się dogadał. Mówi też, że brakuje takich osób w policji, bo z nikim się nie cackał, tylko „lał i patrzył, czy równo puchnie” i  że „on by zrobił ze wszystkim porządek”.
Myślę, że nie jest ona do końca świadoma, jak mąż to wszystko załatwiał.
Generalnie w rodzinie mowa jest o nim jako wspaniałym człowieku i milicjancie.
O jego „przygodzie” z UB dowiedziałam się, wpisując jego imię i nazwisko w wyszukiwarkę (bo skoro taki zasłużony, to może coś o nim będzie). Wyskoczyła lista osób poszukiwanych i on na niej figurował. Pokazałam to mamie, a ona kazała nikomu o tym nie mówić. Potem rozmawiała o tym z ciocią, a ta stwierdziła, że takie były czasy.
Głupio mi o tym pisać, bo czuję się trochę jakbym, nie wiem, zdradzała rodzinę? Ale prawda jest taka, że wstyd mi za pradziadka, bo wcale nie był dobrym człowiekiem.

#vLhkf

Nie kocham swojego dziecka. Od samego początku nic do niego nie czułam, nie wzruszałam się na USG (lekarz był bardziej podekscytowany niż ja). Po urodzeniu, kiedy położyli mi je na klatce piersiowej, czekałam tylko, żeby ten żenujący moment się skończył. Dziecko ma już rok, a ja dalej nie umiem z siebie wykrzesać odrobiny uczucia. Oczywiście gram swoją rolę niemal perfekcyjnie, nikt się nie domyśla prawdy, ale jak patrzę w jego oczy, to wydaje mi się, że ono wie. Smutno mi po prostu. Nie wiem jak mogę naprawić samą siebie...
Dodaj anonimowe wyznanie