#W3spV

Moi dziadkowie są już w podeszłym wieku, przekraczającym 70 lat. Dziadek już niestety nie może chodzić, ale za to babcia z pomocą kuli porusza się jak perszing. Dziadek zawsze był wierzący, co niedzielę w kościele, nie ominęła go żadna msza, babcia z kolei mało wierząca, nie lubi chodzić do kościoła z powodu problemów w młodości z pewnym księdzem, ale szanuje wiarę innych.

Przechodząc do meritum: przez problemy dziadek nie chodzi do kościoła, ale mimo to zawsze wie o czym było kazanie, kto w co był ubrany i kto poszedł do komunii lub spowiedzi, ogółem wie wszystko co dzieje się w kościele, a skąd? Babcia zrobi wszystko dla swojego kochanego Henryka, więc co niedzielę zrywa się z łóżka i dziarskim krokiem podąża do kościoła, a gdy wraca opowiada dziadkowi wszystko, streszcza kazanie i nawet ogłoszenia parafialne, czasami robi to pisemnie, czasami sama opowiada, a gdy dziadek chce iść do spowiedzi, sprowadza specjalnie dla niego księdza do domu. Raz zapytałam ją dlaczego to robi, odpowiedziała, że dziadek na pewno by dla niej zrobił to samo, a że jego to uszczęśliwia, to ona nie ma powodu, aby tego nie robić. Mówi, że na tym polega miłość, na poświęceniu.
Babcia jest wspaniałą kobietą i bardzo kocha dziadka, oboje codziennie rozwiązują razem krzyżówki lub sudoku.
Chciałabym, aby ktoś kiedyś kochał mnie tak bardzo.

#w4udY

Za czasów studenckich rzadko imprezowałam w domu, ale jeśli już, to na całego. Mam zasadę, że przed organizacją takiego wydarzenia chodzę po sąsiadach dzień wcześniej, ostrzegam, czasem zapraszam, ot, żeby obyło się bez przypału.

Sobota wieczór, wszystko przygotowane, palę fajkę na balkonie i czekam na gości. I myślę, że o czymś zapomniałam.
Nagle mnie olśniło - nie byłam u sąsiadów!
Pobiegłam na korytarz i pospiesznie rozpoczęłam wycieczkę od drzwi do drzwi. Zostały mi już ostatnie.
Dzwonię, otwiera młody facet, uśmiecha się. Tłumaczę, że pod 13 będzie impreza, że może być głośno, skończy się nad ranem itd. Przez cały wywód mężczyzna się nie odezwał, tylko cały czas uśmiechał. Kiedy skończyłam, wykonał tylko palcem gest mówiący, żebym zaczekała.
Wrócił po chwili z notesem i długopisem, na górze napisał "jestem głuchy, niewiele zrozumiałem z ruchu warg, napisz proszę o co chodzi".
No to napisałam.
"Robię dziś imprezę pod numerem 13. Proszę nie wzywać policji, jeśli będzie za głośno".
Facet zerknął na kartkę, a ja dopiero wtedy zrozumiałam, co właśnie odwaliłam.
Na szczęście sąsiad ryknął śmiechem i poinformował mnie, że dla niego nigdy nie jest za głośno.

Potem, kiedy go spotykałam na klatce, mówiłam "dzień dobry", a on przystawiał dłoń do ucha i krzyczał "cooo?". :D

Tak, impreza się udała, żadnych skarg ani bagiet, nic nie ucierpiało, tylko kot ma do dziś traumę po widoku, który zastał w swej kuwecie, ale to już opowieść na inną historię. ;)

#Ly0qS

Pewnego dnia, załatwiając potrzebę w toalecie, dziewięcioletnia ja przeglądałam "Chwilę dla Ciebie". Moją uwagę przykuł artykuł na temat raka piersi, jego objawów i sposobów leczenia.

Jednym z wymienionych symptomów były wklęsłe sutki. Z bijącym sercem podniosłam koszulkę i zobaczyłam, że problem dotyczy też mnie! Byłam przerażona, ale w mojej głowie pojawił się plan na uzdrowienie.

Na szafce obok lodówki stał flakonik z wodą święconą, którą dziadki przywiozły z pielgrzymki do Fatimy. Gdy nikt nie patrzył, przez następne dni nalewałam wodę na ręce i wmasowywałam w moje dwa piegi prosząc o uzdrowienie.

#pCXb5

Odchudzałam się licząc każdą kalorię. Studiowałam kaloryczność każdego zjadanego produktu, ważyłam go i obliczałam ile mogę zjeść, by nie przekroczyć dziennej dawki.

Zachciało mi się zupki chińskiej. Oczywiście zaczęłam czytać tabele i widzę, że w 100 g gotowego produktu zupka ma około 70 kcal. Mówię do męża: to ja dam połowę mniej wody, będzie mniej ważyć, a to mniej kalorii.

Patrzył na mnie jak na debila. Staliśmy w tym bezruchu chwilę, aż spytał, czy ja tak na poważnie.

Trochę mi zajęło, aż zrozumiałam, jaka ze mnie Grażyna dietetyki.

#T21bA

Gdy byłem jeszcze małym demonem nazywanym potocznie dzieckiem, miała miejsce pewna sytuacja. Grzecznie jechałem z moją babcią do sklepu, gdy nagle jakiś mężczyzna zaczął narzekać, że starsi ludzie nie powinni jeździć komunikacją miejską, ponieważ zajmują zbyt wiele miejsca. Do dziś nie wiem w jakim kontekście to mówił, ponieważ autobus był prawie pusty, a poza tym przecież każdy zajmuje tyle samo miejsca (i nie, babcia nie jest ani nigdy nie była otyła, a wręcz przeciwnie).
W każdym razie myślę, że facetowi zdecydowanie odechciało się takich przemów, gdy ugryzłem go w nogę na tyle mocno, że zostawiłem w niej swojego mleczaka.

#E5k2W

Wychowałam się w małym mieszkaniu, w którym nie było toalety. Potrzeby fizjologiczne załatwialiśmy przy pomocy wiaderka. Ale co miało zrobić dziecko, kiedy chciało kupę, a w mieszkaniu akurat przebywali goście? Musiało wstrzymywać. Miałam taki patent, że chowałam się w kącie i przysiadałam na pięcie, żeby powstrzymać nieuchronną defekację. Czasami się udawało, a czasami kawałek kupy wielkości groszku wychodził na zewnątrz. W takim przypadku wyciągałam go z majtek i dyskretnie wyrzucałam przez okno. Potrzeba wypróżnienia na jakiś czas odchodziła.

Nie róbcie sobie dzieci, jeśli nie potraficie zapewnić im podstawowych wygód.

#FrCzB

Jedząc przed chwilą banana, przypomniałem sobie moją nieudaną próbę samobójczą. Miałem wtedy około osiem lat, gdy młodsza siostra zniszczyła moją kolekcję narysowanych przeze mnie Pokemonów. Stwierdziłem wtedy, że świat jest zbyt okrutny, więc postanowiłem ze sobą skończyć. Niestety wszystkie tabletki były schowane przed nami, dziećmi. Jednak przypomniało mi się, że mama zawsze mnie ostrzegała przed zjedzeniem "jadu żmii", który znajduje się na końcu bananów. Tak więc przed snem, a po pożegnaniu wszystkich maskotek, zjadłem całego banana, włącznie z tym "jadem". Później jednak odechciało mi się umierać, wiec nie mogłem zasnąć przez pół nocy. Jednak nikomu nic nie powiedziałem, bo bałem się, że rodzice będą na mnie źli.
Wiem, że Anonimowi nie lubią niedokończonych historii. Więc, by nie trzymać Was w niepewności powiem, że nie umarłem :D

#OwsxY

Przez całe gimnazjum byłam bardzo leniwa i nie dbałam o siebie. Nie myłam zębów, nie ćwiczyłam na wf-ie, jadłam mnóstwo słodyczy i śmieciowego żarcia (przez co miałam lekką nadwagę), prawie nie wychodziłam z domu. Moim ulubionym zajęciem było oglądanie filmików na YouTube.

Jakoś w wakacje przed liceum odkryłam jednego brytyjskiego youtubera. Byłam nim tak zafascynowana, że w mojej głowie narodził się pomysł: wyjdę za niego za mąż! Okazał się dekadę starszy ode mnie, ale co tam, za kilka lat ta różnica nie będzie miała znaczenia! Chłopak wydawał mi się po prostu idealny. Obmyśliłam nawet plan (ze szczegółami!) gdzie go spotkam i jak rozpocznę naszą znajomość.

Był tylko jeden mały problem - ja. No bo jak ktoś taki jak on miały poślubić brzydką, leniwą kluchę? Stanęłam przed lustrem i powiedziałam sobie: dosyć tego! Od tego czasu starałam się jeść bardziej regularnie i zdrowo. Zaczęłam też ćwiczyć. Moja obsesja była na tyle silna, że z dnia na dzień zaczęłam zupełnie nowe życie. Na początku było trudno, ale moja motywacja nie pozwalała mi się poddać. Pierwszy raz też zaczęłam zwracać uwagę na to jak wyglądam i pachnę. Chodziłam pod prysznic prawie codziennie, dbałam o zęby, włosy, paznokcie. Schudłam.

W połowie trzeciej klasy liceum wreszcie poczułam się prawdziwie ładna i zadbana. Polubiłam siebie i nowy styl życia. Pierwszy raz od bardzo dawna czułam się ze sobą dobrze.
Koniec końców moja obsesja uspokoiła się i niedoszłego męża nigdy nie spotkałam. Nadal chciałabym, ale nie w celu oświadczenia się, a podziękowania. Przez kilka "głupich" filmików złe nawyki zamieniłam na dobre i zmieniłam się o 180°. Wystarczyło znaleźć dobrą motywację. :)
Pamiętajcie anonimowi przyjaciele - jeśli coś jest głupie, a działa, to nie jest głupie!
Dodaj anonimowe wyznanie