#Dhkeu

Gdy byłam mała, zawsze przed snem odmawiałam "paciorek". Na jego zakończenie modliłam Się do Anioła Stróża: "Aniele Boże Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój, rano wieczór, we dnie w nocy, bądź mi zawsze KUPO mocy".

Strasznie nie podobało mi się, że anioł ma być KUPĄ. Wieczór w wieczór kładłam się spać sfrustrowana z obrazem dzielnego anioła przemieniającego się w guano.

#9o1iV

Po ujebanym, tak ujebanym, bo inne słowo nie odda tej masakry, kolosie z niemieckiego poszedłem z dwoma znajomymi na piwo. Cały czas rozmawialiśmy o tym przyprawionym pieprzem niemieckim wplatając czasem jakieś losowe słowa z tego jakże pięknego języka.
Trwało to kilka godzin.

Około godziny 21 postanowiliśmy zbierać się na stancje. Ale faza na losowe niemieckie słówka nam nie przeszła.
Na przystanku tramwajowym stało sporo ludzi, a tablica elektroniczna z czasem odjazdu i numerem tramwaju AKURAT wtedy się zepsuła. Co za tym idzie musiałem sprawdzić tradycyjny, papierowy rozkład jazdy umieszczony w wewnętrznej części wiaty przystankowej. Po przepchnięciu się przez hordy zagranicznych wycieczek, mówieniu przepraszam w różnych językach (w tym po niemiecku..) udało mi się sprawdzić rozkład jazdy. Okazało się, że nasz tramwaj jedzie dopiero za 15 min. Wtedy z moich ust wyleciało najbardziej plugawe słowo jakie znałem, mianowicie (napiszę fonetycznie, bo do tej pory nie mam zielonego pojęcia jak to poprawnie napisać, ale z prawidłową intonacją najmniejszego problemu nie mam :D) "DURŚFAL". Po niemiecku - krwawa biegunka lub po prostu sraczka. Dopiero po chwili ogarnąłem, że przed chwilą przechodziłem koło niemieckiej wycieczki, która jakoś dziwnie ucichła.

Wyobraźcie to sobie...

Przyjeżdżacie na wycieczkę do obcego kraju, czekacie na tramwaj i nagle do waszych uszu dociera, niczym nieskrępowana, SRACZKA.

#07b8I

Cześć. Piszę w bardzo nietypowej sprawie. Poszukuję rodzeństwa i mam nadzieję, że zasięg anonimowych jest ogromny i pomoże mi to cokolwiek.
Kamila i Mateusz, przed adopcją Siebierska i Siebierski. Urodzeni w Gdańsku w '98 i '99 (Kamila maj '98, a Mateusz listopad '99). Naprawdę nie wiem gdzie ich szukać. Zwracam się z ogromną prośbą o pomoc.

Jesteśmy dużą społecznością i codziennie zdarzają się dramaty rozdzielenia rodzeństwa przez nieodpowiedzialność rodziny.

Mam nadzieję, że w końcu was znajdę. Czeka na Was rodzina! Bardzo za wami tęsknimy i chcemy poznać!

#iFIG7

Co wy wiecie o żenujących sytuacjach? Wczoraj wróciłem ze szpitala z kilkunastoma szwami na penisie. A wszystko zaczęło się od romantycznej randki z dziewczyną moich marzeń...
Spotykaliśmy się już od kilku tygodni i wiedziałem, że ten wieczór będzie specjalny. Kasia miała zostać u mnie na noc. Przygotowałem kolację, dobre wino, nastrojową muzykę. Uprażyłem popcorn, abyśmy mogli poczuć się jak w kinie podczas filmowego seansu. Prawdę mówiąc to nie za bardzo wiedziałem w jakich produkcjach gustuje Kasia, więc pomyślałem sobie, że najlepszym wyborem będzie jakiś horror. Wiecie, laseczka się boi, przytula itp...
Poszło lepiej niż się spodziewałem. Udzieliło nam się wino i romantyczny klimat, więc kiedy zasiedliśmy do filmu było już całkiem gorąco. Odpaliłem DVD i usiadłem koło mojej dziewczyny. Przytuliła się od razu, mimo że na ekranie jeszcze nic strasznego się nie działo! Profit!
Zanim się zorientowałem miałem już rozpięty rozporek, a po chwili mój interes zniknął w ustach Kasi. No, lepszej randki w życiu nie miałem. Ha! Najwyraźniej laska lubi horrory... - pomyślałem. Oj, jakże bardzo się myliłem.
Kiedy Kasia robiła mi loda, na ekranie zaczęła się dziać jakaś klimatyczna akcja. Klasyk - ciemne, obskurne pomieszczenie, kapiąca z sufitu woda, szczury przemykające po rurach... No i ta babka, która z jakiegoś powodu łazi po najmroczniejszych zakamarkach i krzyczy "Hello? Anybody here? Hello?". I wtedy, nagle BU! Nie wiadomo skąd wyskakuje jakieś blade dziecko z pokiereszowaną twarzą, kobieta wrzeszczy, a ja czuję niewyobrażalny ból...
Wydarłem się, jakby mi ktoś penisa próbował obciąć. Szybko zorientowałem się, że tak właśnie było! Kasia robiąc mi dobrze zerkała na ekran i do głębi przeraziła ją ta scena.
Tak bardzo, że w jakimś dziwnym odruchu zacisnęła zęby na moim przyrodzeniu! No, nie mogła się po prostu zadławić?

Po kilku minutach mój fiut był siny, a krwawienia z dość głębokich ran po zębach nie szło zatamować. Zanim przyjechała karetka, to straciłem chyba z litr posoki!
W szpitalu stałem się prawdziwą sensacją. Na szczęście chirurgowi, który poskładał mój drążek do kupy nawet powieka nie drgnęła, gdy dowiedział się o moim wypadku. I dobrze, przynajmniej szwy założył równo.
Kasi jest teraz strasznie głupio. Mimo bólu, stać mnie było na żart. Powiedziałem, że następnym razem puszczę jej "Teletubisie".

#87PaS

Już mija trzeci rok, jak jestem z moim chłopakiem, a ja cały czas nie mogę zapomnieć jak się poznaliśmy, bo tylko ja i on wiemy, jak to naprawdę było.

Przeprowadziłam się do nowego mieszkania (to samo miasto, tylko bardziej w centrum), szłam do ostatniej klasy gimnazjum, więc byłam bardzo przerażona, tym bardziej że zostały ostatnie tygodnie wakacji, moje dwie najlepsze przyjaciółki się wyprowadziły za granicę i ogólnie przechodziłam przez trudny czas.
Postanowiłam więc, że pójdę z moim psem na spacer. Z nieumytą głową, w najgorszych dresach i bez stanika pod koszulką przemierzałam sobie osiedle. Oczywiście zero koszy na śmieci, więc musiałam spacerować z wyprodukowanym przez mojego pieska balastem.
I jakoś tak patrzyłam pod nogi i wpadłam na X tak niefortunnie, że kupa w woreczku wylądowała na jego bucie, a ja zamiast przepraszam wydukałam "Luz, nie widać". Na szczęście zaczął się śmiać i potem zapytał, czy jutro też będę szła tą samą drogą, bo ma taką samą rasę psa i chętnie by się dołączył.

#Cgf4C

Będąc młodą jeszcze dziewuszką, wybrałam się na wizytę u ginekologa. Niby nie była to moja pierwsza wizyta, ale żarciki lekarza-śmieszka bardzo mnie wówczas krępowały. Cały czas stresowałam się, że zrobię coś głupiego, a on później będzie się z tego wieczorem śmiał ze znajomymi przy piwku. Jak wiadomo, im bardziej nie chcesz z siebie zrobić debila, tym większa szansa, że nim zostaniesz...

Lekarz każe mi się rozebrać i usiąść na fotelu. Prosta sprawa. Usiadłam w pełnej krasie przed ginekologiem, a on sięgając po jakieś narzędzia w międzyczasie pokazał mi jedną dłonią pewien gest. Otwarta dłoń skierowana w moją stronę, która powoli się do mnie zbliżała. Milion myśli, byle się tylko nie zbłaźnić, wystarczy pomyśleć logicznie...
Co zrobiłam? Przybiłam mu piątkę! Logika zabiłaby mnie śmiechem, gdyby tylko mogła.
Ginekolog spojrzał na mnie osłupiały, z pół minuty minęło zanim ogarnął co się właśnie stało. W końcu uśmiechnął się i powiedział, że jak bardzo lubię, to przybije mi piątkę po tym, jak okaże się, że wszystkie wyniki w normie, a na razie woli, żebym przesunęła swój zadek nieco do tyłu...

Nie wiem, czy gadał o tym ze znajomymi, ale na odchodne piątkę mi przybił...

#zFn9c

Mój pies był szkolony do obrony. Ostatnio pokazał, że jego tresura była warta swojej ceny.

Robiło się ciemno. Wsiadałem do auta, gdy nagle zobaczyłem gościa owiniętego jakimś prześcieradłem. Biegł w moją stronę z plecakiem w ręku. Krzyczał coś niezrozumiałego, niby po arabsku. W momencie gdy rzucił w moją stronę plecak, mój pies wybiegł zza samochodu, rzucił się na niego i zaczął go szarpać za przedramię.

Okazało się, że chłopak chciał mi zrobić pranka, miałem myśleć, że w plecaku jest bomba i zacząć uciekać. Skończyło się na tym, że zamiast śmiesznego filmiku miał szwy w ręce.
Na szczęście obyło się bez policji. Powiedziałem, że jeśli zgłosi pogryzienie, ja ściągnę nagranie z monitoringu parkingu i oskarżę go o próbę napaści.

#1z6mT

Spotkałyśmy się na porodówce za granicą. Obie byłyśmy Polkami, więc przyznali nas do jednej sali. Wszyscy mieli pewność, że koleżanka urodzi pierwsza, patrząc na to jakie ma skurcze (porody były wywoływane). Nad ranem urodziłam syna, a ona męczyła się jeszcze 3 dni i skończyło się cesarką. Miałyśmy ze sobą kontakt cały czas (w sumie nadal mamy). Po pół roku spotkałyśmy się, by porozmawiać, dzieci się pobawiły. Podczas rozmowy żartowałyśmy, że następne dziecko znowu będziemy rodzić razem.

Minęło trochę czasu, w międzyczasie wróciliśmy do Polski. Zaszłam w kolejną ciążę i pewnego dnia napisałam do koleżanki z porodówki. Wygadałam się jej, że jestem w ciąży. Ona w szoku, bo okazało się, że ona również. Terminy nasze były odległe o kilka dni.
Urodziłyśmy tego samego dnia, zgodnie z umową.

#wN3hs

W ramach wstępu: Jestem spokojną, sympatyczną, niską, pulchną i nieśmiałą kobietką, która prowadzi dosyć nudne życie. Jedynym moim problemem jest mój głos.
Od dawna słyszę, że mój głos nie pasuje do mojej osoby. Ludzie zachwycają się tym jak brzmię, proszą, bym opowiadała cokolwiek, by posłuchać, tak po prostu.
Odkąd pamiętam prowadziłam w szkole apele, wygrywałam konkursy recytatorskie i śpiewałam w chórze.
Moja przyjaciółka rzuciła kiedyś w ramach żartu, że odniosłabym sukces pracując w sex telefonie, bo nawet ją w jakiś sposób podnieca moje mruczenie, gdy do niej dzwonię. Żeby nie było niedomówień, mruczałam w ramach głupiego żartu i to zaledwie kilka razy! ;)

Mój były i jedyny chłopak, sprinter jakich mało, prosił o to, bym zamykała usta podczas miłosnych uniesień, bo westchnienia i jęki doprowadzały go do... ekhm... do końca... chociaż nawet z zamkniętymi ustami to i tak nie trwało długo - pozdrawiam Cię, Łukasz.

I teraz wyobraźcie sobie, że pracuję jako sprzedawca ds. sprzedaży telefonicznej. Na co dzień dzwonię i odbieram telefony, w większości od panów, którzy niejednokrotnie mnie podrywają, proszą o numer, wzdychają, że brzmię niesamowicie i chcieliby mnie bliżej poznać. Większą część zmiany dziękuję Bogu za osobne biuro, gdy rumienię się jak idiotka słuchając komplementów, a mam przecież, kurcze!, 27 lat!
I tak okropnie mi głupio, że swojemu głosowi zawdzięczam wysokie wyniki sprzedażowe, a nikt z moich klientów, pomimo usilnych starań, nie dowie się, że posiadaczką głosu, którym się zachwyca jest zawstydzony, zarumieniony, pulchny potworek....
Dodaj anonimowe wyznanie