Wpadła do mnie koleżanka, nie zapowiadając się wcześniej. No OK, co mi szkodzi oderwać się na pół godziny od sprzątania. Byłam wtedy na urlopie, dzieciak w szkole, a mąż w pracy. Sprzątałam właśnie łazienkę, którą mam razem z WC. I właśnie ten mój kibelek poszedł pod odstrzał mojej koleżanki.
Była bardzo zdziwiona, że czyszczę toaletę W ŚRODKU. Stwierdziła, że ona generalnie kibelka nie myje, bo i tak przyjdą znajomi i się do niego załatwiają. Ja zrobiłam klasyczną "rybkę", bo nie wyobrażam sobie nie wyczyścić toalety. Ale OK. Gadka-szmatka i zaprosiła mnie z rewizytą, bo przecież urlop mam.
Przyjechałam po kilku dniach do tego brudasa. Szok i niedowierzanie. Od progu czuć było dziwny zapach. Tak jakby szambo wybiło. Staram się nie zrazić, bo to moja pierwsza wizyta w jej "nowym" lokum. Po jakimś czasie idę do kibelka. A tam masakra. MASAKRA!! Ludzie!! Tak na starych dworcach nie śmierdzi! Kibel brązowy, kabina prysznicowa też miała kolor dziwny, ciemny i bliżej nieokreślony. Płytki wokół kibla brązowe. Na umywalce włosy, resztki jedzenia, stare gąbki i milion innych rzeczy. Kawalerka. Mini mini. Jedna osoba i taki burdel, syf, kiła i mogiła. Serio, nie wiem jakich ona ma teraz znajomych, ale żeby zasrać nawet kafelki, to trzeba być mistrzem.
Witam, z kolega nikomu o tym nie mówiliśmy, ale przypadkowo przez nasze dobre chęci... komuś się zmarło.
Spotkaliśmy menela z rozciętą nogą. Zabraliśmy go na SOR, zszyli mu ranę (o dziwo był ubezpieczony), dali receptę i wypisali. Wykupiliśmy mu leki przeciwbólowe, no i to był błąd... Wziął ich za dużo, napił się i kita...
Mam pewien duży problem. Jest on dla mnie bardzo anonimowy i liczę na pomoc z Waszej strony. Jeśli jecie i jesteście wrażliwi, to możecie pominąć to wyznanie. Nie jest ono jednak ani o kupie ani o seksie ani o fetyszach.
Mam w domu robaki. Konkretnie pluskwy. Żywią się one krwią i żerują w nocy. Mam ten problem od paru miesięcy. Wiem, to strasznie obrzydliwe. Też tak uważam.
Pewnie pomyślicie o mnie, że mam w domu sam bród i syf, bo przecież jak można sobie pozwolić na takie coś w domu. Ale tak nie jest. Nie jestem wcale bogaty, ledwo dajemy radę, w dodatku jestem zdany tylko na rodziców bo jestem niepełnoletni i nadal się uczę. Ale w domu utrzymujemy duży porządek. Sprzątamy regularnie i bardzo dokładnie.
Najgorsze, że ten problem ma cały mój blok i okolica, więc ryzyko sprawienia sobie takiego problemu jest duże. To jest plaga. Nie daję już rady. Nie śpię po nocach.
Stosujemy środki przeciwko nim, ale nie spisują się w stu procentach. Zawsze gdzieś udaje im się przetrwać. Zamawialiśmy nawet parę razy usługę dezynsekcyjną - gazowanie mieszkania.
Wykańcza mnie to psychicznie, a ja czuje się bezradny. Co więcej - jak jakiś trędowaty, bo nie dość że powoduje to ślady na ciele, to w dodatku boję się kogokolwiek odwiedzać.
Wyprowadzka niestety nie wchodzi w grę, bo nie mamy na to pieniędzy, a lokatorzy bloku odmawiają wspólnego działania gdyż każdy się tego wstydzi.
To jest jeden wielki koszmar, który pojawia się prawie każdej nocy...
W moim domu praktycznie zawsze znajdował się papier toaletowy z fakturą w stokrotki.
Gdy byłam mała, myślałam, że te kwiatki służą jako cudowny 'odświeżacz' do naszego tyłeczka. Jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłam, że to jednak tak nie działa...
Czytając wyznanie pracownika McDonalda, o zwijaniu poduszki w kołdrę jak kanapkę, przypomniało mi się moje "zboczenie zawodowe".
Będąc w drugiej klasie technikum hotelarskiego, dostałam się na praktyki zagraniczne. Wszystko fajnie, dostałam pracę w miejscu zameldowania, męczyć się nie muszę z transportem, praktyki też nie są ciężkie. Głównymi moimi zadaniami było pomaganie przy sprzątaniu pokoi, przy kuchni i stołówce oraz w pralni.
Najciekawszą jak i najcięższą była właśnie pralnia i ciągłe... składanie ręczników. W ciągu dnia składałam ich dziesiątki jeśli nie setki dużych, średnich i malutkich ręczników oraz ubrań. Po dwóch dniach na pralni wszystko robiłam odruchowo, mając wolny czas po pracy dalej składałam, może zamiast ręczników to swoje ubrania, ale przyzwyczajenie było silniejsze.
Na szczęście nie miałam aż takiej potrzeby składania żeby wstać w środku nocy i składać pościel, ale można uznać że było blisko :)
Dołożyliśmy czasów, kiedy hipokryzja to norma.
Mówi się ostatnio bardzo dużo o akceptowaniu siebie. Niestety, dotyczy to jedynie osób z nadwagą. Powtarzanie w kółko, że facet nie pies, na kości nie poleci. Serio? A na wieloryba?
Jestem chuda, to wina genów, niewiele mogę z tym zrobić. Jem naprawdę dużo. Może mam po prostu dobry metabolizm? No właśnie nie. Naprawdę chciałabym przytyć chociaż te 10 kilo, chciałabym przestać wyglądać jak szkielet.
Naprawdę się nie głodzę, ani nie cierpię na bulimię. Tak, karmią mnie w domu. Ale ja i tak usłyszę, że wyglądam jak wieszak. A co usłyszy osoba z nadwagą? Zapewne, że jest piękna.
Od zawsze panicznie bałam się horrorów. Szczególnie tych z motywem zabawek. Niestety ostatnio miałam to nieszczęście, że przed obejrzeniem filmiku na YouTube wyskoczyła mi reklama ze zwiastunem "Annabelle". Później cały czas miałam w głowie obraz tej pierońskiej lalki.
Kilka dni później, godzina około drugiej w nocy, spokojnie przeglądam sobie internet aż tu nagle dźwięk dzwonka (kiedy ktoś do nas dzwoni), a na ekranie Annabelle i zielony przycisk "odbierz".
To była reklama. Aktualnie mam zrytą banię i nie mogę w nocy spokojnie zasnąć.
Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj.
Osiemnastka niedawno wybiła, a zaczęło się lato. Ze znajomymi planowaliśmy to od dawna. Wspólny wypad nad jezioro. Mogliśmy pozwolić sobie na wspólny wyjazd bez rodziny, bo wszyscy byliśmy już pełnoletni. Jako, że byłam najmłodsza z grupy, znajomi często traktowali mnie jak dziecko, ale z tym wiążą się wyznania na inny dzień.
Wyjazd był wcześnie rano, niestety pogoda nie dopisywała. Mimo wszystko byliśmy dobrej myśli. Po ckliwym pożegnaniu z moją mamą wreszcie usiedliśmy w pociągu. Powietrze nie tylko na zewnątrz, ale i w środku pociągu było ciężkie i wilgotne. Słońca w ogóle nie było, ale gorąc został. Po pierwszej godzinie jazdy zrobiło mi się naprawdę niedobrze. Po dwóch kwadransach nie mogłam już wytrzymać. Wszyscy widząc mój stan byli za otworzeniem okna, ale jeden buraczek nie chciał. Dziewczyna z nim zerwała dzień wcześniej i jak zwykle musiał wyżyć się na wszystkich dookoła. Swoją niechęć do otwarcia okna usprawiedliwiał tym, że będzie mu zimno. W końcu i mojej znajomej także zrobiło się niedobrze.
Jeśli chodzi o piękny koniec, to tak, obrzygałyśmy go :)
Już więcej nie pojechał z nami na wspólny wypad.
Mniej więcej trzy miesiące temu mieliśmy z mężem bardzo trudną sytuację finansową. Wszelkie źródła zostały wtedy wyczerpane (włączając w to rodziców), a ja dopiero zatrudniłam się w nowej pracy, musieliśmy opłacić wszystkie rachunki, kredyt hipoteczny itd...
Wracając do domu wieczorem zastanawiałam się skąd wziąć pieniądze na jedzenie. Na chodniku przy krzaku znalazłam 6 złotych i... popłakałam się z radości.
Mieszkam w budynku, w którym mieści się siedem mieszkań. Na parterze jest pralnia, gdzie niektórzy mieszkańcy mają swoje pralki, przeznaczone do prywatnego użytku.
Niedawno wprowadzili się nowi sąsiedzi. W skład inwentarza ich mieszkania wchodzi także pralka stojąca we wspólnej pralni. Po jakimś czasie zorientowałam się, że ktoś intensywnie użytkuje mój proszek do prania oraz Lenor, które dotychczas spokojnie stały sobie na mojej pralce. Zemsta może i prostacka, ale cóż...
Wraz z moim chłopakiem cały wieczór radośnie piliśmy piwo i dopełniliśmy w połowie pustą butelkę żółtego Lenora naszym moczem. Butelkę odstawiłam na miejsce i z radością obserwuję, jak z niej ubywa żółtego płynu.... (oczywiście mam inną butelkę do własnego prania).
Sorry, drodzy sąsiedzi, ale nie znoszę cwaniactwa i cichego podbieractwa.
Dodaj anonimowe wyznanie