Jedno z najgorszych uczuć, jakie często mam, to okropne i niepohamowane zażenowanie. Jednak nie towarzyszy mi ono przy codziennych czynnościach czy wstydliwych sytuacjach. Nie, nie, nie... To by było zbyt normalne.
Za każdym razem, kiedy czytam książkę, oglądam film lub serial, kiedy jakiś bohater robi coś okropnie głupiego, upokarzającego albo wyjawiana jest jakaś wstydliwa prawda na jego temat, jest mi tak niekomfortowo i wstydzę się, jakby to było o mnie.
Kiedy czytam książkę, muszę ją odłożyć, bo tak to przeżywam. Jeśli fragment jest naprawdę żenujący, to omijam go aż do samej końcówki, a dopiero po przeczytaniu jak się skończy mogę przeczytać całość.
Filmy muszę zatrzymywać i bardzo często poskakać po pokoju, albo porobić inne dziwne rzeczy, aby się uspokoić. Nawet kiedy już włączę film, to albo zamykam oczy, albo oglądam go zza drzwi szafy.
Zawsze czuję się wtedy jak wariatka.
Nikt o tym nie wie.
Mam nadzieję, że nie jestem jedyna, która tak robi, ale nie robię sobie nadziei.
W pierwszej gimnazjum byłam beznadziejna z angielskiego. Wiedziałam niby, że są jakieś zasady, ale nie mogłam ich zapamiętać, co skutkowało bólem na twarzy nauczycielki na każdej lekcji ze mną.
Wszystko zmieniło się, gdy polubiłam pewien zespół. Wtedy odkryłam świat fanfiction.
Opowiadań o mojej ulubionej parze było mało, koleżanka poleciła mi jedno w języku angielskim. Rozumiałam może pięć słów z tego wszystkiego, ale jakoś tak wyszło, że stałam się zdeterminowana i ze średnim zrozumieniem dotarłam do końca. Potem stało się to normalnością, zaczęłam robić tłumaczenia.
Teraz mówię płynnie po angielsku i przygotowuję się do rozszerzonej matury z tego przedmiotu.
Gdyby nie pragnienie czytania o gejowskim seksie, nigdy bym tego nie osiągnęła.
Gdy miałam 11 lat, pojechałam z rodzicami na wakacje do Egiptu.
Był tam sobie również pan - nazwijmy go X. Pracował w obsłudze hotelowej i poznaliśmy go na kolacji w hotelu. Jako że od dziecka uwielbiam lody (bez podtekstów, proszę :D), poprosiłam pana X, czy mógłby mi takie załatwić. Zgodził się, poszedł do kuchni. Po czym po około 5 minutach wrócił z pucharkiem lodów waniliowych - byłam wniebowzięta.
Na następny dzień pod wieczór ktoś zaczął pukać do naszych drzwi (mieszkałam w pokoju wraz z rodzicami). Otworzyłam i ujrzałam pana X wraz z owocami, ogromnym tortem ze świeczkami, a do tego śpiewał mi "Sto lat ". Stanęłam jak wryta. Dlaczego do nas przyszedł? Otóż po wejściu odłożył swój podarek, podniósł mnie jak pannę młodą i zaczął radośnie krzyczeć "Kiss me". Rodzice mieli niezły ubaw z mojej miny. Po paru minutach odstawił mnie na ziemię i zaczął rozmawiać z moim tatą.
Po krótkiej wymianie zdań pan X wyszedł z naszego pokoju wyraźnie zasmucony. Dowiedziałam się, że pytał mojego tatę, czy może wziąć mnie za żonę. Odpowiedź oczywista - nie.
PS Drogi panie X, tort był naprawdę smaczny.
Popełniłam ogromny błąd - wyszłam z domu bez śniadania. Niestety aby je sobie zrobić, musiałam udać się przedtem do sklepu. Trochę mnie poniosło, bo zakupy były dość ciężkie, w dodatku zaczynał się upał, a ja bardzo źle znoszę temperaturę powyżej 25 stopni. Praktycznie całe lato mam ochotę przeleżeć w wannie wypełnionej lodem, odmierzając przy okazji czas do ukochanej zimy.
W drodze do domu poczułam, że za moment zacznie mi kapać z nosa, niestety chyba pierwszy raz od bardzo długiego czasu wyszłam z domu bez chusteczki. Szybko zalałam się krwią z nosa, a jedyne co mogłam zrobić to powstrzymać kapanie dłonią. Co gorsza, nie dość, że nie miałam się czym wytrzeć, to jeszcze założyłam tego dnia białą sukienkę. Wyglądałam, jakbym miała za chwilę umrzeć. Cała twarz we krwi, o ubraniu już nie wspomnę.
Mijało mnie sporo osób, podchodziłam do niektórych, żeby poprosić o jedną chusteczkę, ale usta zakleiła mi krew, więc moje mówienie przypominało bełkot. Najzabawniejsza była kobieta w słuchawkach, która na mój widok zaczęła... uciekać. A także starsza pani, która szeptała pod nosem coś o "szatańskich dopalaczach" i "niewychowanej młodzieży".
W połowie drogi musiałam oprzeć się o jakiś budynek, bo było mi zbyt ciężko i zbyt słabo. Nikt się nie zatrzymał, nie zapytał co się stało. Byłam bardziej niewidzialna niż Harry Potter pod swoją peleryną niewidką.
Dopiero pod domem jakiś mężczyzna w samochodzie zatrzymał się na poboczu i dał mi całą paczkę chusteczek. I chociaż za tę jedną jedyną reakcję dziękuję.
Poznałem ją 3 miesiące przed końcem 3 gimnazjum. Była cicha, do nikogo się nie odzywała. Chciałem ją poznać, bardzo mi się podobała, była w moim typie. Zagadałem, popatrzyła swoimi słodkimi oczkami i powiedziała "mnie nie warto znać''. Zdziwiłem się bardzo, jednak nie odpuściłem. Okazało się nawet, że wprowadziła się blok obok mojego, ale nigdy nie wracała tamtędy co ja, powód był taki, że nie ma po co do domu wracać.
Z czasem nasza znajomość przerodziła się w przyjaźń, wyjawiła wszystko, w domu ojciec ją bije, a matka biernie patrzy, bo to on zarabia i bez niego nie mieliby niczego. Bardzo się przejąłem jej losem i powiedziałem "przychodź do mnie kiedy chcesz, zawsze, gdyby coś się działo, to drzwi masz otwarte".
I przyszła o 5 nad ranem, zapłakana - ojciec po alkoholu zamachnął się i uderzył ją w twarz i podbił oko. Zobaczył ją mój tata, przeraził się, ale powiedziałem, że porozmawiamy o tym rano, a teraz idziemy do mnie i zabrałem ją do swojego pokoju. Przytuliłem ją mocno, położyliśmy się na łóżku. Nie zasnęła, płakała cały czas, ja ją pocieszałem, głaskałem... nie pomagało.
Rano rozmowa z tatą, tata chciał zawiadomić policję i opiekę społeczną, ale ona nie chciała, mówiła, że nie chce do domu dziecka, bo zapewne tam trafi, bo innej rodziny nie ma. Tato oznajmił, że ma tu zawsze przychodzić, kiedy chce, i nalega, aby u nas spędzała jak najwięcej czasu.
Przez podbite oko nie chodziła do szkoły, więc zawsze po szkole biegłem do niej, aby zobaczyć co z nią, czy wszystko w porządku. Więcej czasu spędzała u mnie, nawet często nocowała, bo jej ojciec miał ją w dupie, albo pijany, albo na budowie, a matka chyba w ten sposób się o nią troszczyła, że lepiej jak jej nie ma i nie oberwie.
Wakacje się zaczęły, więc spędzaliśmy razem 24 godziny, chodziliśmy na ryby, na spacery, z psem. Najlepszy okres w moim życiu, móc ją chronić przed złem. Jednak tata nie chciał tego tak zostawić, zgłosił to do sądu, aby odebrali im prawa rodzicielskie i co mnie najbardziej zdziwiło i sprawiło, że kocham go najmocniej na świecie, to on starał się o możliwość zostania rodzicem zastępczym!
Sytuacja finansowa była bardzo dobra, mieszkanie spore. Proces był długi, najpierw trafiła do domu dziecka, jednak tata się starał długo, ciągłe procesy o przyznanie praw.
Po roku się udało, znowu mogę cieszyć się jej obecnością, tym, że widzę uśmiech na jej twarzy, że budzę się, a ona jest przy mnie. Przyjaźń przerodziła się w miłość. Mojego tatę traktuje jak swojego, często mu dziękuje za to, co zrobił dla niej, a on opowiada, żeby dziękowała mnie. Kocham ją, co tu dużo pisać!
Niech to wyznanie będzie dla Was przestrogą oraz zobrazowaniem mojej bezmyślności.
Przeglądałam oferty pracy na OLX i znalazłam coś interesującego dla mnie. Po wysłaniu CV nikt się nie odezwał, więc znalazłam pracę gdzie indziej. Po upłynięciu około miesiąca odezwał się pracodawca z informacją, że tamta oferta jest nieaktualna i ma dla mnie inną propozycję, chciał abym wzięła udział w płatnym badaniu konsumenckim. Praca polega na testowaniu akcesoriów kuchennych przez okres 30 dni, po czym wysyłam formularz z opinią o danym produkcie i otrzymuję 350 zł, a akcesoria stają się moją własnością.
No i jak z czegoś takiego nie skorzystać? Podpisałam umowę, wysłałam odpowiednie dokumenty, jak również otworzyli mi nowe konto w banku "x", na które wyraziłam zgodę. Tutaj muszę zaznaczyć, że wszystko odbywało się mobilnie, kontaktowaliśmy się przez e-maila i telefoniczne. Za jakiś czas otrzymałam rzekomy produkt. Upłynął termin i wysłałam formularz, otrzymałam odpowiedź, że za dwa tygodnie otrzymamy kod blink, przy pomocy którego wyciągnę wynagrodzenie z banku. Wszystko spoko, ale w międzyczasie otrzymałam kartę płatniczą do banku "y", którego nie otwierałam.
Dopytałam mojego obecnego pracodawcy czy to jego sprawka, ale on zaprzecza, następnie próbuje kontaktować się z pracodawcą od akcesoriów, ale zero kontaktu - przepadł jak kamień w wodę. Pognałam do banku "y", do którego dostałam kartę, kobieta za biurkiem robi wielkie oczy, jak to możliwe?!
Sprawdza, ale nic z tego nie wynikło, ona nie ma żadnych informacji, jedyne co mi pozostało, to złożyć reklamację z wyjaśnieniami o otwarciu rachunku. Reklamację otrzymałam, rachunek w banku "y" otworzył się przez płatność pannypaiment w banku "x" (WTF?!). Pognałam ponownie do banku tym razem do "x". Kolejna kobieta za biurkiem mi nie dowierza, ale sprawdza i widzi, że były drobne płatności. Następnie sprawdza i mówi mi, że mam założone dodatkowo konto w banku "z" gdzie oczywiście konta też nie zakładałam, a rzekomy pracodawca robi drobne przelewy jakby sprawdzał czy ktoś się tym zainteresuje. Kobieta stwierdziła, że sama procedura założenia rachunku jest niezgodna z ich, więc jak to możliwe? Stwierdziła, że to co jej opowiedziałam i z tym co widzi w komputerze podchodzi pod pranie pieniędzmi.
Natychmiastowo zawiesiła mój dowód. Ogólnie mówiąc wyszło na to, że pracodawca otwiera bez mojej wiedzy i zgody konta w bankach na moich danych, ale dane kontaktowe się nie zgadzają z moimi. Policja stwierdziła, że to nie jest przestępstwo, bo nie jestem poszkodowana, jednak przyjęli moje zgłoszenie. Na odchodne usłyszałam, że mają nadzieję, że nie oni będą musieli zajmować się tą sprawą.
A teraz czeka mnie obchód po wszystkich możliwych bankach.
Dokładnie rok temu oblałam się wrzącą herbatą. Nie dość, że święto, to na dodatek urodziny mojej mamy. Skończyło się na wizycie w szpitalu i ogólnie rozwalonym dniu.
Po powrocie do domu leżałam załamana w swoim pokoju i zastanawiałam się jak wielka blizna mi po tym zostanie. Oczywiście cała rodzina, jak o tym usłyszała, natychmiast przybyła ze standardowymi tekstami: "Nie martw się", "Za rok nie będzie tego widać" itd.
Humor poprawiła mi dopiero moja dziesięcioletnia kuzynka tekstem: "Nie przejmuj się, ja cię będę na wózku inwalidzkim wozić".
Do dziś nie wiem czy naprawdę chciała mi pomóc, czy po prostu uważała wożenie kogoś wózkiem za powód do "szpanu".
Kilka lat temu mój znajomy (nazwijmy go na potrzeby wyznania Alek) miał sporą nadwagę. Jego rodzicielka pani psycholog, tak samo jak dietetycy, próbowali przyswoić mu dzienną dawkę potrzebnych kalorii, oraz starali się kontrolować jego wagę ze względów zdrowotnych.
Po miesiącu porad specjalistów, dietetycy Alka byli bardzo zdziwieni, że podczas niecałego miesiąca przytył kolejne 10 kg.
Jego mama musiała opisać dzienny jadłospis Alka, którego trzymał się od rana do wieczora.
W jadłospisie podana była szklanka kakao..
No właśnie... tylko, że ta szklanka kakao to słoik nutelli wsadzony do mikrofalówki i wypity każdego poranka.
Także ten… pozdrawiam wielkich fanów nutelli! :D
Opowiem Wam historię, która całkowicie zmieniła moje życie. Rzecz dzieje się kilka tygodni temu.
Mieszkam w strasznie obskurnej okolicy Warszawy. Wieczorem poszedłem do pobliskiego sklepu kupić papier toaletowy oraz kilka innych rzeczy których potrzebowałem. Zakupy zrobiłem bezproblemowo i wyszedłem ze sklepu. Jednak na pobliskiej ławeczce siedziało sobie kilku strażników ortalionu we stanie wskazującym upojenie. Tak się składało, że przede mną wychodziła dziewczyna, której zupełnie nie zauważyłem. Została zaczepiona przez wcześniej wspomnianych sebków.
Widząc, że rozmawiają w dość nerwowy i wulgarny sposób, postanowiłem zainterweniować. Zapytałem się tych panów czy jest jakiś problem. Oni na to kulturalnie odpowiedzieli mi "a co kur*a, z policji jesteś?", oraz najwyższy z nich, prawdopodobnie samiec alfa, strzelił mi prosto pięścią w nos.
Nieco mnie zamroczyło, ale po sekundzie doszedłem do siebie i usłyszałem głos. Głos wcześniej zaczepianej dziewczyny:
- No Krycha, teraz to mi zaimponowałeś, możemy do siebie wrócić.
Zażenowany wstałem i udałem się do domu wraz z moimi zakupami.
Morał tej historii jest taki, nie zgrywajcie rycerza gdy przeciwko wam jest trzech sebixów.
Kilka lat temu zbierałam pieniądze do skarbonki. Dla beki nad dziurą do wrzucania miałam napisane "Tylko 5 zł", tak gdyby ktoś inny chciał mi coś wrzucić.
Sama jak wrzucałam to pilnowałam żeby najczęściej były to dwu lub pięciozłotówki.
Dni sobie mijały, ja wrzucałam dwójki i piątaki, aż pewnego dnia zobaczyłam, że mój brat mi coś wrzuca. I od razu takie wtf. Wydało mi się to tak podejrzane, że postanowiłam wyciągnąć cały hajs i sprawdzić, bo coś jest nie tak.
I było. To co mi brat wrzucał to reszta, która mu została po kupieniu chipsów albo czegoś innego z moich piątaków, albo dwójek. Po tym co wrzucałam zostały same 10, 20 i 50 groszówki...
Hajsu zabrał sporo, i nigdy go nie oddał.
Dodaj anonimowe wyznanie