#Fi8Qj

Działo się to, kiedy byłam jeszcze w gimnazjum. Tego dnia byłam wyjątkowo niewyspana. To tak słowem wstępu.

Ten właśnie dzień wybrał sobie nauczyciel fizyki na pytanie przy tablicy, oczywiście pierwszą zapytaną osobą byłam ja. Kiedy zapytał mnie o "prawo Ohma", mój zmęczony mózg przypomniał sobie usłyszane niedawno od wuja "prawo łoma".

I tak oto powiedziałam je głośno i wyraźnie: "Człowiek uderzony łomem nie ma prawa wstać!".

Zabijcie mnie.

#7Hs3i

Byłam raczej mądrym, lekko zarozumiałym, pewnym siebie dzieckiem. Te atrybuty gwarantowały mi od zawsze zarówno przyjaciół, jak i wrogów.

Pod koniec podstawówki w naszej klasie pojawił się swoisty podział społeczeństwa na kilka grup. Byli ci „fajni” chłopcy, którzy gustowali już w przeróżnych używkach i od razu wiedzieli, że ich przeznaczeniem jest przejąć traktor po tacie. Były te „piękne” dziewczyny, które nie mając lepszego pomysłu na siebie starały się za wszelką cenę przodować w „seksowaniu”. Były szare myszki obojga płci, które za nic nie chciały się wybijać i raczej podkreślały swoją indywidualność. No i byliśmy my - grupa dzieci, które jeszcze nie rwały się do dorastania, ale już przeszły okres „fuuu, chłopak z tobą rozmawia”.
Relacje dyplomatyczne pomiędzy poszczególnymi grupami były dość dynamiczne, potrafiliśmy zintegrować się w imię wyższego dobra, ale codzienność raczej opierała się na wzajemnych potyczkach i knuciu intryg. Jak możecie się domyślić, ci spragnieni uwagi najczęściej szukali punktu zaczepnego.

W szkole panowały wtedy jeszcze swoiste normy co do ubioru i np. dziewczynki nie mogły chodzić w spodniach.

Pewnego razu po zajęciach gimnastycznych zauważyłam, że w mojej spódniczce brakuje guzika, a i zamek wygląda jakoś podejrzanie. Zganiając wszystko na wieczny pośpiech postanowiłam naprawić problem jedyną rzeczą, jaką miałam pod ręką, czyli spinaczem do papieru. Wyglądało dość stabilnie, więc nie marnując więcej czasu pobiegłam na dalsze lekcje. Wszystko szło gładko, aż do czasu, kiedy na ostatniej matematyce pan wywołał mnie do tablicy. Mocno skoncentrowana na zadaniu wstałam i kiedy już miałam wychodzić z ławki, zorientowałam się, że moja spódnica została na krześle, a wszystkim, którzy mnie obserwowali ukazały się moje różowe majtki. Na szczęście tego dnia te z kokardką, a nie w małe zwierzątka. Zszokowana stałam tak parę sekund z dupą na wierzchu, patrząc naokoło i myśląc nad tym nieszczęsnym zadaniem. Tylko „piękne” koleżanki z ławki za mną parsknęły śmiechem. Inni podzielali moja konsternację. Po tej krótkiej nieskończoności usiadłam, burknęłam, że odpowiedź to 16, spaliłam buraka i do końca lekcji siedziałam czerwona wpatrzona w piórnik.

Po skończonych zajęciach „fajny” kolega, z którym siedziałam, pomógł mi odkleić spódniczkę od krzesełka (wraz z kawałkiem drewienka) i chcąc przełamać grobowe milczenie rzekł na pocieszenie: „Eleganckie te majtasy”.

Śmiałam się przez łzy.

#SCPaa

Z reguły nie przepadam za kontaktem fizycznym z innymi ludźmi, jednak czasami miewam "gorsze dni", podczas których moje ciało wręcz błaga o chociażby pocieszające poklepanie po ramieniu. Nigdy nikomu o tym nie powiedziałam, przez co nawet w takich chwilach moi znajomi, jak zwykle, unikają dotykania mnie jak ognia.

Dzisiaj, jak pewnie większość z was się domyśla, miałam wyżej wspomniany depresyjny dzień. Masakra. Na początku olałam to, myśląc, że zwyczajnie trzeba będzie przeżyć do końca dnia i iść spać. Moje niedoczekanie.
Na peronie, gdy czekałam na pociąg powrotny do domu, złapała mnie taka potrzeba, że miałam ochotę skoczyć na najbliżej stojącą osobę i zamknąć ją w niedźwiedzim uścisku. To właśnie wtedy stwierdziłam, że nie dam rady wytrzymać. W mojej głowie zaczął rodzić się szatański plan.

Kiedy nadjechał mój pociąg, szybko wślizgnęłam się do środka, zajmując miejsce przy pierwszej lepszej osobie. Padło na biednego, niczego nie spodziewającego się ziomeczka.
Od początku jazdy udawałam wyjątkowo zmęczoną. Siedziałam z zamykającymi się powiekami, ziewając raz po raz, aż w punkcie kulminacyjnym moja głowa opadła delikatnie na ramię towarzysza niedoli. "Zasnęłam".
Przez chwilę bałam się, że ziomek zwyczajnie mnie strąci, jednak, ku mojej uldze, nie zareagował. Co więcej, sam po chwili położył głowę na mojej, pochrapując przy tym cicho.

Byłam wniebowzięta. Delektowałam się przez półtorej godziny, wysiadłam trzy stacje za późno, żeby nie obudzić śpiącego mężczyzny.

Podsumowując - muszę znaleźć sobie chłopaka, żeby w chwilach kryzysu nie wykorzystywać nieznajomych.
Jeśli mnie czytasz - wybacz, ziomeczku!

#6PNhT

Jestem klerykiem w jednej parafii w bardzo pobożnym regionie naszego kraju. Fakt, że chodzę w sutannie z domu do kościoła jest tutaj ważny, bo nie kryje to mojej tożsamości, a i sam wiem kim jestem. Ogólnie wszyscy w parafii się znają, a ja znam co gorliwsze rodziny. Ważna informacja - jestem dość spory, bo mam chorą tarczycę i za św. Antoniego nie mogę schudnąć, choć się staram.

Irytują mnie tzw. mohery, wszystkowiedzące jasnowidzki, które wszystko komentują. Jest jedna pani... Jadzia. Pani Jadzia to przykład idealnego katolicyzmu - na każdej mszy w pierwszej ławce, dzieci swoje poucza, że niedziela bez mszy to grzech piekielny, mimo dość dobrej renty swojej i po mężu pierwsza po Caritasowe paczki. Zbożnie, prawda? No nie. Pani Jadzia uwielbia hiperbolizować każdą sytuację i obrabiać dupę jak leci, nawet jak to nieprawda.
Po pierwsze, skoro pani przykładna katoliczka, to wypada powiedzieć "Szczęść Boże" jak idę w sutannie, a nie zmierzyć wzrokiem i jak byk iść dalej. Dalej, do sąsiadek opowiadać, jak to kleryk wpierdziela słodkie i dupa rośnie od żarcia. No nieprawda, jestem na ścisłej diecie, a i tak nie mogę schudnąć. Powiedziałem proboszczowi, że nie podoba mi się co robi pani Jadzia i że cała parafia huczy, że młody to się uczy żreć jak klecha.

Proboszcz, człowiek z sercem, złego słowa nie powiem, zareagował, ale na kolędzie. Otóż gdy zapukał w drzwi pani Jadziuchny, a ta zapraszając na kawę chciała wpuścić księdza, proboszcz odpowiedział tylko, na oczach i uszach sąsiadów, że nie życzy sobie, by przystępowała do komunii i siedziała w pierwszej ławce, skoro obgaduje wszystkich naokoło. I poszedł dalej.

Pani Jadzi nie widziałem w kościele od tygodnia. Podobno pali się ze wstydu.

Nie gardzę każdym człowiekiem, ale kusi mnie, by wszystkim dewotkom zwrócić uwagę, że faryzeusze mimo bliskości świątyni byli złem wcielonym. Amen.

#SIzNt

Uwielbiam seriale kryminalne. Zawsze gdy w jakimś pojawi się wątek nastolatka, który jest ofiarą przemocy psychicznej (a mnóstwo jest takich odcinków), i ten postanowi się targnąć z rozpaczy na własne życie, liczę na to, że nie uda się go odratować (ale zazwyczaj się udaje), chcę aby historia była jak najbardziej drastyczna.

Mam wtedy cichą nadzieję, że społeczeństwo w końcu zrozumie, jaką krzywdą jest przemoc psychiczna, że nastolatki opamiętają się i przestaną gnębić swoich rówieśników dla zabawy, że rodzice przestaną tłumaczyć ich zachowanie "niewinnymi, dziecinnymi wygłupami", że nauczyciele przestaną udawać, że nic nie widzą, że ludzie uwierzą w cierpienie ofiar, że dzieci, których codzienność jest piekłem, wreszcie otrzymają potrzebną im pomoc.

Mnóstwo ofiar przemocy w szkole nie otrzymuje wsparcia, nawet gdy go szuka. To musi się zmienić.

#wxuq1

W gimnazjum sprzedawałam rówieśnikom odrobinę tytoniu zmieszaną z majerankiem i tymiankiem. Mówiłam, że to prawdziwa marihuana.

Potrafili kupować to w każdy piątek, zaś w poniedziałki raczyli mnie swoimi historiami o potężnym zjaraniu, o fazie i o tym, jakie to mieli dziwne oczy i jak bardzo bali się konfrontacji z rodzicami.

#vgHLM

Moja prababcia przeżyła II wojnę światową, która wybuchła, kiedy miała 7 lat. Jako dziecko lubiłam słuchać jej opowieści z tamtych czasów, postanowiłam, że jedną napiszę, tak w dużym skrócie.

Jak wiadomo, podczas wojny większość dzieci była wywożona na wieś, bo tam było podobno spokojniej i bezpieczniej, tak mówiła. Do wsi, w której babcia i jej młodsze rodzeństwo przebywało, często przychodzili niemieccy żołnierze i pewnego dnia, gdy do chaty przyszedł jeden z nich, przytrzasnął palce prababci drzwiami gdy wychodził. Na następny dzień ten sam mężczyzna wrócił i wręczył prababci czekoladę, łamaną polszczyzną przepraszając za incydent z wczoraj, mówiąc, że to było niechcący. Wyznał też, że sam ma córeczkę w mniej więcej tym samym wieku i że nigdy nie chciał zostać tym, kim był, ale nie miał wyboru. Po tym wszystkim odszedł i prababcia już go więcej nie spotkała.

Prababcia nadal wspomina tego mężczyznę z uśmiechem. Mówi, że to właśnie wtedy odzyskała wiarę w ludzi i w to, że to piekło, ta wojna, kiedyś się skończy. :)

#7HJoU

Mieliście kiedyś ciężki dzień? Ja miałam ciężki tydzień z pewnych powodów - mieszanina pracy, obowiązków itp., które sprawiły, że spałam po 4 godziny na dobę.

W ostatni dzień już ledwie trzymałam się na nogach, a w dodatku dostałam jeszcze okres. Wieczór, tylko zmienić podpaskę i iść spać. Tak więc wyciągnęłam podpaskę z opakowania, zwinęłam ją w kulkę, wyrzuciłam do kosza, po czym zawinęłam majtki w opakowanie po podpasce.

Potrzebowałam kilku kroków, żeby się zorientować, że coś jest nie tak.

#wHmDH

Chcę, żeby moi rodzice się rozwiedli.

Nigdy nie powiem tego na głos, ale chyba tak właśnie jest. Mam obydwoje rodziców. Jednak tylko teoretycznie.
Praktycznie? Od zawsze miałam tylko mamę. To ona odrabiała ze mną lekcje, chodziła na wywiadówki, wychowała mnie i nawet w najgorszych chwilach potrafiła mnie wesprzeć.
Ojciec? Jest. Zawsze sam, w swoim pokoju, tworząc wokół siebie tajemniczą barierę. Nigdy mnie nie przytulił. Nigdy nie powiedział, że mnie kocha, nigdy nie zapytał co u mnie. Będąc w domu na weekend, potrafię zamienić z nim tylko jedno zdanie, przy przywitaniu.

A ich małżeństwo? Nadal trwa. Nie mają o czym ze sobą rozmawiać. Żyją obok siebie, zamknięci w swoich pokojach. Rodzinne uroczystości to istna szopka. Każdy zgrabnie wchodzi w swoją rolę, jednak gdy wracamy do domu, jest tak jak zawsze.
Mamie to przeszkadza, widzę, że w tym toksycznym związku się męczy, jemu? Nie wiem. Wiem tylko, że nie chcę dla niej takiego życia. Nie chcę też takiego życia dla siebie, bo patrząc na związki i małżeństwo przez ich pryzmat nigdy nikogo nie pokocham, bo zawsze będę myślała o najgorszym. O związku bez miłości, który jest ciągnięty na siłę - dla dzieci.
Dodaj anonimowe wyznanie