#Xfrmh

Często słyszy się, że jakaś kobieta nie potrafi odejść od faceta, nawet gdy on ją bije. Co ma powiedzieć facet, który od paru lat jest mieszany z błotem, traktowany jak śmieć i człowiek gorszego sortu?
 
Mój dzień wygląda następująco: praca – dom – zakupy – słuchanie wyzwisk i jaki to ja jestem zły. Kolegów nie widziałem już parę miesięcy, ponieważ jest z każdym pokłócona, a jako dobry facet bez niej nie pójdę, bo nie wypada.

Wczoraj zrobiła awanturę, że o siódmej rano poszedłem do toalety, przez co ją obudziłem, a ona taka zmęczona (siedzi i zajmuje się domem), więc poszedłem do drugiego pokoju i zająłem się sobą (odprężam się, grając w gry, tudzież oglądając YT, TV to ściema i nic tam ciekawego nie ma poza Discovery). Po dwóch godzinach przyszła, zaczęła rzucać we mnie rzeczami, czemu gram, zamiast się położyć obok niej i ją przepraszać (spędzam z nią 24/7, nawet w pracy muszę ciągle z nią pisać). Nie wytrzymałem, puściły mi nerwy, wywaliłem laptopa w ścianę, po czym sam przywaliłem w drzwi obok jej głowy. Scenę można wyobrazić sobie jak z jakiegoś filmu: biedna niewiasta stoi przestraszona, obok niej schylony, wkurwiony facet z zakrwawiona ręką, który mówi: „Wynoś się, bo zaraz coś ci zrobię”. Kazałem osobie, którą kocham, odejść, by nie zrobić czegoś głupiego, bo już nie mogłem wytrzymać. Nie potrafię jej skrzywdzić, nie tak zostałem wychowany. Będę cierpiał z tego powodu, ale chyba trzeba by już to zakończyć.

#TAH40

Latem kolega z pracy zaprosił mnie i jeszcze kilka osób z firmy na grilla. Przyjechaliśmy, pogoda ładna, jedzenie apetyczne. Dzieciaki się bawiły niedaleko. W pewnej chwili tuż obok mnie zauważyłem, jak starszy syn gospodarza mocno okłada pięściami młodszego i nie przerywa, mimo że ten już się rozpłakał. Jako że działo się to tuż obok mnie, to interweniowałem: „Hola, hola, kolego, nie powinieneś bić swojego braciszka, popatrz, on jest dużo mniejszy od ciebie”. A on na to krzyknął: „To czemu tata bije mnie?”. Atmosfera zrobiła się cokolwiek niezręczna.

#j7a1E

Idąc rano do łazienki, minąłem wiszące pranie współlokatora. Coś mnie skusiło założyć jego bokserki... Dziwnie i bardzo ekscytująco się czułem, mając je na sobie... Zastanawiałem się, jak układa się jego sprzęt... Chwilę później szybko je zdjąłem i odwiesiłem.

I wstyd mi za to, i bardzo mi się to podobało ;)

#9U3An

Zastanawiam się, czy mój związek ma sens.

Na początku związku mój partner starał się bardzo, było to widać. Ale już po kilku miesiącach przestał o mnie dbać, jeśli chodzi o seks. Kiedy jesteśmy w łóżku, jest gra wstępna, ale później, kiedy on dochodzi – nic. Nie pamiętam, kiedy ostatnio doszłam z jego udziałem. Muszę sama się zaspokajać, bo jako dorosła kobieta mam swoje potrzeby. Ale to mi nie wystarcza.

Jesteśmy razem 1,5 roku i przez pierwsze kilka miesięcy było OK, starał się. Jednak z czasem przestał. Przez cały czas trwania naszego związku tylko raz zapytał, czy doszłam, a odpowiedź była przecząca. Nic z tym nie zrobił.

Rozmowy nie pomagają. Próbowałam, mówiłam, że tez chciałabym dojść, on obiecywał, że następnym razem się postara, ale to zawsze wygląda tak samo – on dochodzi i idzie spać, a ja jestem niezaspokojona.
Kocham go i wiem, że chce, aby było mi dobrze, ale jak on skończy, to uważa, że już po sprawie. Niby seks nie jest najważniejszy w związku, ale fajnie byłoby kiedyś dojść z udziałem partnera, który po tym, jak sam skończy, bierze sprawy „w swoje ręce”, a nie zostawia partnerkę niezaspokojoną i idzie spać jak gdyby nigdy nic.

#1SqTr

Miałam 12 lat, gdy w szkole przyszła moda na pamiętniki. Ja też założyłam i zapisywałam w nim wszystkie swoje przemyślenia, marzenia, sny. Bardzo ważne rzeczy dla 12-latki. Przede wszystkim dużo tam było o Tomku, mojej pierwszej miłości (nieodwzajemnionej), pisałam o nim wiersze itp. Pamiętnik zawierał moje największe sekrety, więc schowałam go głęboko pod materacem, gdzie na pewno nie zostanie znaleziony. 
Pewnego dnia, gdy wróciłam ze szkoły, moja mama siedziała przy kawusi z sąsiadką i moim pamiętnikiem, żartując sobie ze wszystkiego, co tam było. Żarty w stylu: „Uuu, ha, ha, patrz, Ula, no kurde, druga Szymborska”, „He, he, he, a Tomek pierwszy powiedział jej cześć”, „Hi, hi, hi, w piątek się jej śniło, że latała, może masz w domu przyszłego pilota?”. Czułam się tak, jakbym stała na golasa na środku kościoła. Po wyjściu sąsiadki było gorzej. Gdy płakałam w swoim pokoju, mama przyszła do mnie i usłyszałam, że do szkoły się chodzi na naukę, nie dla jakichś Tomków czy Dawidków i mam przestać zajmować się pierdołami, bo takie gówno już na zawsze zostanie mi w głowie.
Była to tylko jedna z wielu nieprzyjemnych sytuacji, ale pamiętam ją chyba najmocniej, nawet dziś, po 25 latach.

#5lkFD

Jestem w związku już pięć lat. Właśnie leci szósty rok. Oświadczył mi się dwa lata temu. Na początku wszystko było świetnie. Dogadywaliśmy się, super spędzaliśmy czas ze sobą, często wychodziliśmy. Jednak od pewnego czasu jest inaczej.

Od początku wiedziałam, że komputer jest jego światem. W końcu jest programistą, lubi gry, ale chyba nie dostrzegałam tego, jak bardzo. Ostatnie miesiące (nie chcę przyznać, że lata) wyglądają tak, że on siedzi przed kompem – najpierw praca, później odpoczynek, a ja pracuję od rana do wieczora, a gdy mam wolne, to ogarnę chatę i siedzę przed telefonem lub oglądam Netflixa. Co jakiś czas spotykamy się ze znajomymi, a niestety mamy ich garstkę. Jednak nie mam co marzyć o jakimś spacerze, chyba że odbędę z nim rozmowę, w trakcie której albo się popłaczę, albo huknę na niego i wtedy coś zatrybi. Na moment. Zawsze gdy pytam, czy pójdziemy na spacer, czy gdzieś wyjdziemy, żeby się poszlajać, to nie, bo albo bolą go zatoki, albo mięśnie... I tak cały rok. Powoli mam tego dosyć. Mamy piękną zimę, właśnie spadło tyle śniegu, że ulice są zasypane. Spytałam się go, czy pójdziemy może jutro do lasu, pooddychać powietrzem. W głosie słyszałam, że nie, ale stwierdził, że „zobaczy, jak się będzie jutro czuł” (bo ma zakwasy po treningu).

Czuję, że dłużej tego nie wytrzymam, jestem jak ptak w klatce, duszę się. Nie jestem typem jakiejś ekstrawertyczki, ale mam też swoje granice. Bardzo go kocham, ale boję się, że my nie jesteśmy razem, tylko obok siebie, a nie o to chodzi chyba w związku. Powoli zaczynam się chyba nudzić tą zabawą w klatkę, jestem bardzo osowiała. On wysyła mnie do psychologa (mam swoje traumy i problemy), ale powoli zastanawiam się, czy problem nie jest we mnie, a w NAS.

Na jesień mamy wyjechać z kraju. Jednak wiem, że gdy wyjadę, będę zdana na niego z powodu języka i braku znajomości miasta. Czyli siedzenie w domu (+praca) w obcym kraju. Boję się, że nie dam rady. Zdziczeję jak lis. Zeświruję. Szybko wrócę, ale nie wiem, czy wtedy będzie miejsce dla niego i jego introwertyzmu. Nie wiem, co mam dalej robić.

#XND95

Po osiemnastu latach razem rozszedłem się z żoną. Po jakimś czasie zacząłem spotykać się z kobietami i nie poznaję świata, jaki mnie otacza. Mam odczucie, że nie liczy się człowiek jako osoba, ale co facet może dać. Ale do rzeczy. 
Kobieta mnie pożegnała, bo nie chciałem kupić jej samochodu. Powiedziała, że się na mnie zawiodła i nie będzie się wiązać ze skąpcem, skoro wiem, że ona auta potrzebuje i wiem, że ona nie ma pieniędzy, a ja nie umiem zachować się jak prawdziwy facet. Stałem i słuchałem tego pierdzielenia i nie dowierzałem, czego słucham. Mój umysł niemal do końca nie chciał zrozumieć, że ona mówi całkowicie poważnie, tylko brał to za żart. Albo 20 lat temu tego nie było, albo mnie to nie spotykało. Wcześniej dwa miesiące spotykałem się z kobietą, która ani razu nawet nie wyjęła portfela tam, gdzie byliśmy, aż w końcu zaczęło mi to przeszkadzać i zwróciłem jej delikatnie uwagę, no bo przepraszam bardzo, dlaczego tylko ja mam płacić? Oczywiście nigdzie mnie nie zaprosiła i samo się rozpadło, po prostu przestaliśmy do siebie pisać, dzwonić. Jeszcze wcześniej poznałem 38-latkę, która po kilku tygodniach chciała się do mnie wprowadzić z nastoletnią córką, żeby nie płacić za wynajem. Rozumiem, że kobiety zwracają uwagę na to, żeby facet prezentował pewien poziom finansowy, ale niesamowicie irytuje mnie próba wykorzystywania i jeszcze obrażanie się i robienie ze mnie najgorszego, bo nie chcę dać się wykorzystać. Jestem tym wszystkim przerażony.

#9yLR3

Przez pewien czas miałem z kasą tak krucho, że aby zaoszczędzić, przed udaniem się do kasy w sklepie obrywałem gałązki pomidorów albo liście przy kalafiorze, bo mniejsza waga = mniejsza cena.

Na szczęście już jest OK i od czasu do czasu szarpnę się nawet na awokado.
Bez wcześniejszego wydłubywania pestki ;)

#lU269

Piszę to, bo właśnie siedzę w wannie i płaczę.

Pracuję dorywczo, studiuję, zajmuję się dwójką dzieci i domem. Mam też swoje pasje, w których się spełniam, ale zajmują mi one sporą część mojego „wolnego czasu”. Po drugim porodzie strasznie podupadłam na zdrowiu psychicznym. Poszłam do psychiatry – gdy zaczęłam opowiadać o swoim życiu, był w szoku. Po tych rozmowach coś przeskoczyło w mojej głowie i zaczęłam zauważać, że ja MUSZĘ wszystko ogarniać i jestem już tym zmęczona! Ale zacznę od początku.

Byłam wychowana na młodą dorosłą. Od dziecka musiałam radzić sobie ze wszystkim. Miałam dużo obowiązków domowych. Wcześnie wyprowadziłam się z domu, ale nie zmieniło to faktu, że musiałam wiecznie pomagać: rodzicom, dziadkom, teściom –zawsze ktoś coś chciał. Byłam wychowana w taki sposób, że tej pomocy nikomu nie odmawiałam. Ale to powodowało, że przychodził weekend, w domu bałagan, ja zmęczona, nie mam siły bawić się z dziećmi, bo ciągle gdzieś jeździłam, coś załatwiałam, komuś pomagałam.  Jak trzeba było, to oni też mi pomogli, tylko ja jestem jedna, a ich kilkoro.

Problem jest głównie z rodzicami. Czasami zostawali ze starszym dzieckiem, ale teraz z młodszym już nie, bo nie mają siły. I OK, nie oczekuję jakichś wielkich pomocy, ale żeby wypomnieć mi, że oni się moimi dziećmi zajmują, a ja pomóc nie mogę, to już potrafią. Najgorsze były momenty, gdy zaczęłam pracować po 12-15 godzin dziennie w ciężkiej fizycznej pracy, a i tak trzeba było pomóc. Nie powiem, męża mam fajnego, zawsze jest dla mnie wsparciem. Ale gdy ja już nie dawałam rady psychicznie, on obrywał rykoszetem, bo wyładowywałam się na nim, przez co bardzo ucierpiały nasze relacje. Mój mąż też niezależnie ile pracował, był wplątywany w pomaganie, przez co często oboje byliśmy już na granicy.

A wiecie, co mnie dzisiaj złamało? Jeżdżę, pomagam, staram się. Ale i tak za mało! I dostałam dzisiaj telefon, że nie zrobiłam tego, co miałam zrobić wtedy, kiedy oni chcieli. Co z tego, że nie zdążyłam, bo miałam za dużo obowiązków. ZROBIŁAM to później, ale to się już nie liczy! Bo przecież miałam być wcześniej, a byłam dopiero wieczorem!
A wiecie, co boli najbardziej? Mam wrażenie, że co bym nie zrobiła, zawsze będzie źle, za mało, nie tak jak oni chcieli.

I teraz już wiem, że jestem ta zła i najgorsza. Wiem, że oczywiście wszyscy ich znajomi, ciotka i dziadkowie będą słyszeć opowieść, jaka to ja okropna. Bo ona prosiła, a ja jak zwykle nie zrobiłam...

#92jPG

Byłam świadkiem sytuacji, kiedy w kolejce do pediatry, zaraz po wejściu ojca z dzieckiem do gabinetu lekarza, stado mam zaczęło komentować, jaki to zaradny mężczyzna, że wychowuje sam syna, że dziecko zadbane, czyste, że świetnie sobie radzi itp. Strasznie mnie irytuje, że gloryfikuje się samotnych ojców i przedstawia się ich jako bohaterów, gdzie robią tylko to samo, co robi każda kobieta, a samotne mamy traktuje się dużo gorzej, a nawet są niekiedy piętnowane jako puszczalskie. To tyle i aż tyle.
Dodaj anonimowe wyznanie