#sNCVg

Przytyłam ostatnio ponad 5 kg. No cóż, zdarza się. Poza małymi problemami z dopięciem spodni, nie odczuwałam mobilizacji do wzięcia się za siebie (dodam, że noszę rozmiar M). Do dzisiaj. Chciałam kupić na uczelni w automacie jeden z popularnym napojów gazowanych. Wyszukałam po kieszeniach drobne, wrzuciłam do maszyny i wpisałam kod. Okazało się, że pomyliłam kod i zamiast mieszanki chemii i cukru z maszyny wyleciała mi... butelka wody mineralnej.

Cóż... chyba wszechświat daje mi do zrozumienia, że czas się wziąć za siebie ;) Ale dopiero po sesji, zapas ciastek na zagrychę do nauki sam się nie zje. Trzymajcie za mnie kciuki! :)

#6Cs0S

Taka ciekawostka z życia dzieciaka z patologicznej rodziny.

Za każdym razem kiedy moi rodzice w przypływie litrów alkoholu kłócili się głośno, starałam się siedzieć w swoim pokoju. Tylko po to, żeby było trochę ciszej, jednak zawsze bardzo dokładnie wszystkiemu się przysłuchiwałam. Za każdym razem, kiedy słyszałam uderzenie bądź jego poprzednik w stylu: „Jak ci zaraz...”, wchodziłam do pokoju, gdzie byli rodzice i wpadałam w histerię. Zaczynałam płakać na cały głos i z całych sił, traciłam przy tym oddech i robiłam się gorąca jak ogień. Krzyczałam przy tym: „Proszę, przestańcie”, jednak to nie przynosiło żadnego skutku.
Jak ojciec zlał matkę na tyle mocno, że oboje wyczerpani szli spać, ja siedząc na kiblu z zimnymi stopami i bardzo silną sraczką, cieszyłam się ciszą i spokojem.
Zawsze potem sprzątałam całe rozwalone szkło, ustawiałam prosto poprzekręcane obrazy i wyrzucałam puste butelki. Miałam wtedy siedem, możne osiem lat, a wciąż pamiętam ten zapach, uczucie zimna po wysokiej gorączce z wyczerpania krzykiem i każde dolegliwości żołądkowe po niewyobrażalnym stresie.

Co jest w tym wszystkim najdziwniejsze?

Nikt, dosłownie nikt z wielu sąsiadów w moim bloku nigdy nie zadzwonił na policję mimo panicznego krzyku małej dziewczynki i dźwięków tłuczonego szkła wraz z wrzaskiem bitej matki o drugiej w nocy.
Na drugi dzień kiedy chciałam z mamą o tym porozmawiać, ta z rozwalonym nosem i podbitymi oczami zbywała mnie i mówiła, żebym AŻ TAK wszystkiego nie wyolbrzymiała. Tata zgrywał perfekcyjnego ojca, a sąsiedzi tylko ukradkiem podśmiechiwali się z naszej po*ebanej rodziny.

Jest mi po prostu przykro, że wszyscy tak bardzo popsuli mi dzieciństwo...

#Ywhmz

Mieszkam u mojego chłopaka za granicą. Wczoraj ze mną zerwał, więc pakuję się i jeszcze dziś wieczorem wracam do Polski.
Przed chwilą powiedział mi, żebyśmy zachowywali się jak dorośli ludzie i poprosił o zrobienie obiadu, ponieważ jest głodny, a nie, że ja tylko chodzę i płaczę.

#e98e6

Kiedy miałam 9 lat, zostawił nas ojciec. Rodzice są po rozwodzie. Sytuacja w domu zawsze była ciężka, często nie mieliśmy nawet na chleb, nie mówiąc już o innych podstawowych rzeczach. Od 16 roku życia dorywczo pracowałam w każdy weekend, żeby mieć swoje pieniądze i żeby odciążyć mamę, która zarabiała marne grosze. Za zarobione pieniądze kupowałam książki, zeszyty ubrania i wszystko to, czego potrzebowałam. Od kiedy zarabiałam, nigdy nie poprosiłam mamy o pieniądze. Poszłam do technikum, tam szło mi dobrze, ale niestety nie z matmą. Już w szkole podstawowej miałam z nią problem. Matematyka zawsze budziła we mnie strach. W gimnazjum miałam z nią takie problemy, że ledwo je ukończyłam. Oblałam maturę, oczywiście z matmy. Poszłam do pracy, z której jestem zadowolona i którą bardzo lubię. Nie zarabiam dużo, ale wystarcza mi, czasem nawet pożyczam mamie. Aktualnie uczę się w szkole policealnej. Piszę to wyznanie, bo moja mama, z którą mam dobry kontakt, właśnie dowiedziała się, że jej chrześnica poszła na studia. Usłyszałam od niej: „Wszyscy idą na studia, a moja córka nawet matury nie ma”...
Zabolało. Nigdy nie chciałam studiować. Chciałam jak najszybciej iść do pracy, żeby móc jej pomóc. Wiem, że i tak nie byłoby mnie ani mamy stać na moje studia.
Nigdy jej tego nie mówiłam, ale mam do niej żal. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek pomogła mi w lekcjach, żeby zapytała, czy nie potrzebuję w czymś pomocy. Jak wspominałam, moje problemy z nauką zaczęły się już w podstawówce. Wtedy mojej mamy nie interesowało to, czy odrobiłam lekcje, czy coś mam zadane. Nigdy jej nie było. Kiedy wracała do domu, tylko opowiadała o swoich problemach (rozwód, długi itd.) Mam jej za złe, że nigdy nie próbowała mi pomóc. Mówiła tylko: „Jakoś sobie poradzisz”. Obarczała mnie – dziecko – swoimi problemami. Teraz już wiem, że jako dziecko miałam najpierw nerwicę, później depresję. Nie było nocy, której nie przepłakałam, bo żal było mi mamy, bo miałam problemy w szkole, bo nie miałam przyjaciół. Ale co ona wiedziała... Widziała tylko swoje problemy. Wiem, że nie było jej wtedy łatwo, ale nie zapomina się o wychowywaniu dziecka.

Zawsze w głowie miałam te jej słowa, że sobie poradzę. I poradziłam. Mam wspaniałego narzeczonego, planujemy ślub i założenie rodziny, mam pracę, którą lubię i pomysł na życie. Niestety dla mamy liczy się tylko to, że nie mam matury i studiów.
Było mi przykro, jak to usłyszałam, bo tak naprawdę nigdy mnie nie doceniała.

#h67gv

Jak byłam mała, byłam święcie przekonana, że sztuczny śmiech, puszczany po rzekomo zabawnych scenach w filmach, jest prawdziwy. Podchodziłam więc jak najbliżej telewizora i śmiałam się najgłośniej jak potrafię. Myślałam, że ludzie oglądający filmy w tym momencie słyszą w domach mój śmiech. Czasami robiłam to w momentach, gdy ktoś umierał i zastanawiałam się, co pomyślą wtedy inni widzowie.

#OOsHe

Po 9 latach małżeństwa mąż mnie zdradził. Koleżanka z pracy, też mężatka. Najpierw pocałunki, ale ostatnio ze sobą spali... Byłam w stanie wybaczyć mu pocałunki, kocham go, ale to, że ze sobą spali dobija mnie. Nie wiem co robić, zawalił mi się świat. Nie byłam idealną żoną, ale wydaje mi się, że nie zasłużyłam na zdradę. Mógł mnie zostawić... Odnoszę wrażenie, że on nie ma wyrzutów sumienia. Ponoć są sobą zauroczeni, lubią się, dogadują... Zniszczyli mi rodzinę, zniszczyli mnie. Mamy dziecko, syn ma 5 lat. Od trzech dni mało śpię, walczę z bananem, żeby go zjeść i nie zwymiotować. Nie mam z kim o tym pogadać. Umówiłam się na wizytę u psychologa, bo co mi zostało? On mnie już nie kocha, wybrał ją. Złamał mi serce. Myślałam, że będę silna, że jestem silna, ale jednak sobie z tym nie radzę. Czuję pustkę.

#SAG7B

Mój chłopak robi mi wodę z mózgu. 
Jesteśmy razem już dość długo. Kiedy zaczęliśmy się spotykać, miałam raptem 18 lat i tylko jednego chłopaka „na koncie”. Wszystko było miło, fajnie. Czułam się jak w bajce. Dość szybko, bo już po roku, powiedział mi, że on już wie, że jestem tą jedyną. Oboje jednak wiedzieliśmy, że to nie czas na takie rzeczy. Ja zaczynałam studia w innym mieście, chcieliśmy, abym spokojnie skończyła naukę. I nadszedł ten dzień. Zdobyłam upragnionego magistra. Podjęłam pracę i myślałam, że może niedługo się oświadczy. On sam często poruszał temat ślubu, niedalekich zaręczyn. Chciałam się ustatkować, urodzić dzieci. On też bardzo tego chciał. Zwłaszcza dzieci. Minął rok, dwa, trzy... A on dalej tylko ciągle powtarzał, że zaręczyny tuż-tuż. Ja nawet nie pytałam. Minęło kolejnych kilka lat, a on jakby ciągle zmieniał zdanie. Raz przedstawia mnie jako swoją przyszłą żonę czy narzeczoną, czasem dziewczynę, i zaznacza, że ślub już niedługo. Raz mówi innym, że nie planuje ślubu. Zaczęłam w końcu pytać, bo to są sprzeczne komunikaty i sama nie wiem. I raz twierdzi, że niczego bardziej nie pragnie niż ślubu i dzieci, a czasem, że ślubu ani dzieci nie będzie, bo tylko idioci pchają się w takie rzeczy, a ponadto dobrze jest jak jest. Ja zaczynam się denerwować. Oczekuję deklaracji – w tę lub w drugą stronę, ale niech w końcu się zdecyduje. A on gorąco zapewnia o jednej z wyżej wymienionych opcji, a potem i tak zmienia zdanie. Ciągle daję mu „ostatnią” szansę, bo po prostu żal tych wszystkich lat razem. Czuję się, jakbym z biegiem lat stała się po prostu opcją zapasową. Mam 30 lat i czuję, że on mnie wpędza w lata.

#AerUA

Moja córka uprawia sport drużynowy, a ja nie cierpię jej trenerki. Dołączyła do drużyny niedawno i uważa się za mądrzejszą od wszystkich. Umniejsza pracę poprzedniego trenera i sobie przypisuje wszystkie sukcesy dziewczynek. Dlatego jak córka gra mecz, to po cichu zawsze dopinguję przeciwną drużynę.

#DEYgX

Zrozumiałym dla mnie było, że randkowanie służy poznawaniu się i selekcji potencjalnych partnerów od całej reszty. Ludzie oceniają po najdziwniejszych atrybutach – jak świat światem laski oczekują sześciopaka, a faceci zgrabnych nóg, jednak to co się odwaliło na jednej z moich randek przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Otóż mojego ewentualnie przyszłego chłopaka poznałam przez serwis randkowy. Opisywał się jako człowiek bardzo kulturalny i inteligentny, wydawało się, że ideał. Taki też był na naszych spotkaniach. Może trochę sztywny, ale jednak gentleman, z klasą, manierami i obyciem. Raz doszło do bliższego kontaktu naszych twarzy, coś jednak mu nie pasowało. Sprawdziłam dyskretnie oddech, zapytałam, czy wszystko w porządku. Powiedział, że jest jeden element mojej twarzy, którego nie zniesie. Zaczynałam myśleć: czy to krzywe zęby, źle zrobione brwi, kurde, może mam zeza? Nie. Brzydziły go moje WŁOSY W NOSIE. Od razu uprzedzam – nie mam żadnych włosów zwisających z nosa i sięgających ust, normalne włoski w nosie, z tego co pamiętam z biologii – spełniające swoją funkcję. Rozstaliśmy się tego wieczora, kilka dni później zaprosił mnie do restauracji. Zapytał się mnie, czy rozważyłam jego słowa. Szczerze nawet nie pomyślałam o tym kretyńskim stwierdzeniu. Nachylając się nad stołem, próbował mi dyskretnie przekazać, iż chodzi o moje owłosienie w przegrodach nosowych. Nerwowo zachichotałam i próbując to jakoś złagodzić i ominąć, w bardziej kulturalnych słowach powiedziałam, że chyba do końca zdurniał. Na co on uznał, że niestety, tu następuje koniec naszej znajomości, on tego nie zdzierży, widać tak musiało być. Na koniec dodał, że nigdy nie śmieszyły go moje żarty. Zapłacił, wstał od stolika, szarmancko zarzucił swój długi płaszcz, i powiedział: „Żegnaj, Izabelo”.
Byłoby to nawet romantyczne, gdyby nie powód naszego rozstania.

Pozdrawiam cię, Rafale. Nadal nie depiluję nosa.
A wy bądźcie uważni na to, jak wyglądacie.
Dodaj anonimowe wyznanie