#q5sfe

Mój brat w wieku 20 lat wyznał rodzicom, że jest gejem. Ojciec wyrzucił go po tym wyznaniu z domu, mama poparła tatę. Ja wówczas miałam 11 lat. Przez kolejne lata brat jedynie ze mną utrzymywał kontakt.

Krótko po tym, gdy rodzice wyrzekli się brata, ten wyjechał za granicę, zaczął tam pracować, a potem i studiować. Pracował ciężko, więc i zaczął zarabiać dość dużo. Często wysyłał mi różne prezenty, gdzie ewidentnie było widać, że nie należały do tanich. Tata na widok każdej paczki tylko mruczał pod nosem, że brat próbuje się do "naszej" rodziny wtrącać. Mama przytakiwała. Mimo wszystko nie zabraniali mi się z nim kontaktować, choć sami tego nie robili w ogóle. Często do siebie dzwoniliśmy, gdy skończyłam 18 lat nawet pojechałam do niego na wakacje. Rodzice za każdym razem tylko krytykowali i powtarzali w kółko "daj już z nim spokój".

Jednak lata mijały i pewne uczucia nieco osłabły. Pewnego dnia brat poinformował mnie, że niedługo będzie przejazdem u nas w kraju i czy jest szansa, aby mógł zobaczyć się ze mną i z rodzicami. Ostatecznie po moich prośbach oraz długiej kłótni tata zgodził się jedynie na to, żeby brat przyjechał na chwilę na herbatę, bo jak stwierdził "on nie zniesie przebywania w jego pobliżu dłużej niż 10 minut". Z początku bardzo się tego obawiałam. Nie wiedziałam, po co brat chce się narażać rodzicom, skoro dobrze wie, jak bardzo go nienawidzą.

Zrozumiałam o co chodzi w momencie, gdy brat podjechał pod nasz dom bardzo drogim i nowoczesnym samochodem. Naprawdę robił wrażenie, do tego był obklejony wstążką, a na dachu przytwierdzona była duża kokarda, niczym na prezencie. Gdy tata zobaczył brata wysiadającego z tego samochodu, ubranego w wyraźnie nie tanie rzeczy i dodatki, nagle jak gdyby nigdy nic uśmiechnął się i podał mu rękę na przywitanie. Po chwili dodał "Wiesz, bo ja sobie sporo przemyślałem i jednak nie mam nic do twojego gejostwa, a ten prezent... Bardzo milo z twojej strony" i spojrzał na auto. W tym momencie brat uśmiechnął się nieco szyderczo i powiedział "Ten samochód? Nieeee... To prezent dla mnie! Kupiłem go sobie z okazji 10 lat ciężkiej pracy, gdy zaczynałem nie mając zupełnie nic, pieniędzy, chęci do życia i przede wszystkim miłości i wsparcia od rodziny". Po czym rzucił do mnie, żebym wsiadła, bo jedziemy na przejażdżkę. I odjechaliśmy.

Min rodziców nigdy nie zapomnę. I uważam, że brat miał prawo tak perfidnie utrzeć nosa rodzicom za to, co mu zrobili. Za to muszę przyznać, że teraz nie znoszą go jeszcze bardziej.

#vAOyk

Gdy miałam 13 lat, podczas wycieczki z rodziną nad jezioro zatrzymaliśmy się na obiad. Już trakcie posiłku zauważyliśmy, że wiatr się zrywa, ale nie przejęliśmy się tym zbytnio, bo od początku tygodnia spotykaliśmy się z bardzo silnymi burzami (aż zrywały dachy i topiły te wypasione jachty). Gdy mieliśmy już jechać do ośrodka, zamknęłam drzwi w samochodzie i ŁUP. Odwróciłam głowę i je zobaczyłam. Wielkie, stare drzewo, którego korona była 2 razy większa niż nasz samochód. Zostawiło po sobie spore wgniecenie w suficie, paręnaście centymetrów od mojej głowy.

Od tego czasu boję się mocnych burz, chociaż zawsze kochałam je w każdej postaci. Od tego czasu w czasie, gdy panoszy się burza albo smaga mocny wiatr, czuję się jak nędzny robak, walczący o życie, lecz bezsilny wobec żywiołu.

Zgadnijcie, kto dzisiaj musiał w taką mocną burzę wracać do domu przez godzinę autobusem.

#EGm9N

Mam błahy problem, z którym jakoś ciężko mi żyć.

Ja i brak planu na przyszłość objawił się tym, że mam trzy fakultety z zupełnie innych branż. Mimo obszernej wiedzy i pracy w wielu dziedzinach, począwszy od inżynierii po analizy finansowe, zarabiam... średnio. Powyżej średniej krajowej, nie powinienem narzekać... Ale gdybym zrezygnował z pracy, to budżet mojej rodziny w ogóle by tego nie odczuł. Jestem przykładem faceta, który zarabia na przysłowiowe waciki. I jakoś mi z tym źle, kiedy wiem, że moją miesięczną pensję żona zarobi w dwa dni... Czuję się przy niej mało potrzebny. Chciałbym kobietę, którą mógłbym się zaopiekować, a nie konkurować. Ciężko mi z tym.

#7qicw

Po 17 latach moje małżeństwo się wypaliło. Nie pomogła terapia, rozmowy. Z mężem - Wojtkiem nic mnie już nic nie łączyło, oprócz dwójki dzieci i wspólnego biznesu. Zdecydowaliśmy się na separację, z nadzieją, że przerwa od siebie nam pomoże. On się wyprowadził z domu i zajął w całości biznesem.

Po miesiącu poznałam kogoś nowego, Michała. Przystojny, miły, szarmancki żartowniś. Zaczęłam myśleć o nim poważnie, dlatego chciałam rozwodu z Wojtkiem. Wojtek jednak się nie zgodził, chciał jeszcze poczekać. Musiał się pogodzić z tym, że zaczęłam się spotykać z Michałem. Nie podobało mu się to. Ja spędzałam coraz więcej czasu z moim nowym mężczyzną, było mi z nim cudownie.Wciąż nalegałam na rozwód.

Jak się później okazało, mój mąż wynajął prywatnego detektywa, by ten znalazł coś na mojego kochanka. No i znalazł. Michał był oszustem matrymonialnym, oszukał już kilka kobiet. To był dla mnie bolesny cios, nie chciałam w to wierzyć, ale taka była prawda. Zajęła się nim policja. Ja dzięki Wojtkowi uniknęłam kłopotów. Nasza relacja się poprawiła, ale jesteśmy bardziej przyjaciółmi niż partnerami. Zdecydowaliśmy się razem na rozwód, pozostając w przyjaźni.

#jZZHe

Mam poważny problem. Mój narzeczony to najcudowniejszy mężczyzna jakiego poznałam (dlatego też jesteśmy razem). Nasz związek trwa już 6 lat, więc zaczęły się pogadanki na temat ślubu i dzieci. Bardzo go kocham i chętnie urodziłabym nam gromadkę dzieci, ale on jest zadeklarowanym antyszczepionkowcem. Ja natomiast popieram szczepienia i nie wyobrażam sobie żeby jakiekolwiek moje dziecko było nieszczepione.

Tym sposobem mamy impas. Każda moja rozmowa z nim na ten temat kończy się tak samo... Co gorsza nasze argumenty są identyczne - "chcę dobrze dla naszych dzieci", "one będą chorować", " dlaczego mnie nie rozumiesz?".

Chciałabym mieć dzieci, ale myśl o tym, że którekolwiek mogłoby zachorować przez to, że uległam i go nie zaszczepiłam, spędza mi sen z powiek. Nasze dzieciństwo też sporo mówi o naszych poglądach, ja szczepienia przeszłam bezproblemowo, on natomiast miał sporo powikłań. Oboje mamy silny charakter, nie ulegnę ani ja ani on.
Soterius Odpowiedz

Antyszczepionkowcy są niestety jak sekta. Wejdźcie sobie na ich strony internetowe i poczytajcie te farmazony. Wszystkie argumenty przeciwko szczepieniom są podane w taki sposób że osoba podatna uwierzy we wszystko. Straszenie śmiercią dzieci, przypadki ze świata jakoby szczepienia zabijały, dzwine statystyki ktore nie są poparte żadnymi naukowymi badaniami... Alfie Evans oczywiście umarł.bo był szczepiony jakbyście nie wiedzieli.

Odpowiedzi (10)
jsuyu66545 Odpowiedz

to dajcie sobie spokój ze związkiem, małżeństwo zawsze wymaga kompromisów, nie da się być z kimś nie ulegając w pewnych kwestiach, raz ty, raz on.

Odpowiedzi (9)
Zobacz więcej komentarzy (18)

#pO6yX

Siedzę sobie w robocie za ladą. Nagle wchodzi Ukrainiec (nie mam nic do nich). Chce coś kupić. Położył mi na ladzie 30 zł, ale zanim doszło do transakcji mówi:
- Haha, jesteście najgorszą drużyną na Mundialu.
- A wy się nawet nie dostaliście - rzuciłem nawet się nie zastawiając.
Wyszedł i kasę zostawił. Ciekawe czy wróci... Jeśli nie, to dziś Ukraina stawia mi obiad!

#SVrOM

Od dwóch lat porządnie się zmieniłem. Zacząłem słuchać pewnego gatunku muzycznego, chciałem nauczyć się rysować (co nawet dobrze mi szło, ale nie miałem cierpliwości), a teraz uczę się pewnego środkowoeuropejskiego języka. Pragnę kupić dosyć drogie obuwie, które kojarzy się starszym babciom z satanistami, a do nich nosić sznurówki w specyficznym kolorze. Na dodatek ostatnio postanowiłem wprowadzić do swojego życia jeden zdrowy nawyk. Co w tym anonimowego?

Po przeanalizowaniu moich zachowań zrozumiałem, że to mój sposób na radzenie sobie z opuszczeniem. Otóż, każda z wymienionych rzeczy nie wyszła z mojej inicjatywy. Za każdym razem gdy ktoś kto grał dużą rolę w moim życiu stwierdza, że czas urwać kontakt, ja zaczynam uważać ich nawyki za "moje" by nie dawać im tak dużej wagi sentymentalnej. Z jednej strony to kształtuje mnie i przez to mam więcej ciekawych zainteresowań, ale z drugiej strony czuje się jak zlepek tych osób.

Nie zrozumcie mnie źle, jestem szczęśliwy będąc tym, kim jestem, tylko kwestionuje to, czy jestem tą prawdziwą wersją siebie.

#KwR54

Niedawno wprowadziłem się do nowego mieszkania. Po cichu liczyłem na przywitanie w stylu amerykańskim, wiecie, sąsiadka przyniesie pyszną szarlotkę, sąsiad zaprosi na grilla. Niestety, powitanie miałem zgoła inne.

Po względnym rozpakowaniu moich tobołów, postanowiłem udać się na spacer. Otwieram drzwi, patrzę, a tam na wycieraczce leży sobie kupa zawinięta w foliowy worek. Do prezentu ktoś dołączył krótki, acz wymowny liścik: "Sprzątaj po swoim psie, ty męski narządzie rozrodczy" (wyzwisko zmienione). Myślę sobie, fakt, nie sprzątam po psie, głównie dlatego, że żadnego nie posiadam.
 
Kupę wyrzuciłem, a na tablicy ogłoszeń przy wejściu do bloku zamieściłem kartkę, żeby uświadomić anonimowego obrońcę czystości trawnika, że lokator z mieszkania nr. 666 nie ma psa.

Dzień później, na mojej kartce znalazła się odpowiedź: "sorry, pomyłka :)".
Co jak co, moje mieszkanie w tym bloku może być całkiem wesołe.

#efIFh

Wracałam do domu zmęczona, było już po 21. Byłam już na swoim osiedlu, praktycznie pod domem. Ciemno, nikogo nie ma dookoła. Nagle czuję, że chce mi się po prostu pierdzieć, puścić bąka. Rozejrzałam się, czy na pewno nikogo dookoła nie ma. No i nie ma, więc do roboty. To był najgłośniejszy, najdłuższy i najbardziej obrzydliwy pierd w moim życiu. A w trakcie jego trwania czuję na sobie czyjś wzrok.

Rozglądam się, a tu stoi mój wymarzony chłopak, w którym podkochuję się od dwóch lat. Widząc jego obrzydzenie na twarzy, chcę to przerwać, ale ten pierd trwa nadal. Po prostu nie mogłam go przerwać. Zaraz po tym uciekłam biegiem do domu. Już nigdy nie wyjdę ze swojego domu... I już nigdy nie zjem grochówki i bigosu u babci na obiedzie....

#GjYC6

Mam 17 lat i mieszkam w bursie w jednym z większych miast wojewódzkich.

Pewnego dnia kolacja była tak niedobra i to w dodatku w tak małej ilości, że nie najadłam się. Pomyślałam, że nie szkodzi, kupię sobie coś w sklepie. Otwieram portfel, a tam pusto. Wydałam wszystko poprzedniego dnia i byłam spłukana. No nic, przeżyję jakoś. Współlokatorka też nie miała nic do jedzenia, a że było już późno, poszłam spać.

Moja przyjaciółka zasnęła szybko, ja natomiast przerzucałam się z boku na bok, myśląc tylko o jedzonku. Ssanie w żołądku nie dawało mi spać. Przeszukałam wszystkie możliwe zakamarki w pokoju, nie znalazłam jednak nic. Gdy zaczęłam już zastanawiać się nad wzięciem siekiery i zamordowaniem kogoś oraz zabraniem mu pieniędzy, niczym Rodion Raskolnikow, mój wzrok przykuł słoiczek po koncentracie pomidorowym, wypełniony białymi kryształkami. Słoiczek, który sama zachomikowałam z obawy przed kontrolą kierownika lub sanepidu. Nie zastanawiałam się długo.

Zjadłam cały słoiczek cukru. Udało mi się zasnąć. Od tamtej pory zaczęłam oszczędzać i trzymać jedzenie na czarną godzinę.
Dodaj anonimowe wyznanie