#Bv0D0

Na wstępie powiem, że pochodzę z dużej rodziny (mam 7 rodzeństwa). W domu nigdy się nie przelewało. Ostatnio udało nam się podpisać umowę z jednym supermarketem. Raz w tygodniu zabieraliśmy ze sklepu produkty, których terminy ważności prawie się skończyły, tak naprawdę to zostawał tylko jeden dzień.

Zawsze była to loteria, mogliśmy dostać wszystko, dosłownie. Raz dostaliśmy 8 kg masła (!). Jedna z dostaw dała nam kilkanaście kilo mięsa, głównie przeznaczonego na grilla, jakieś karkówki i kiełbasy.

Ponieważ kończyłem 3 gimnazjum, to chciałem zrobić spotkanie dla całej klasy, miałem duży dom i duży ogródek, więc zaprosiłem wszystkich na grilla. Nie chciałem robić żadnego Elo-Melo. W sumie to spodziewałem się, że przyjdzie max 10 osób, bo taką miałem klasę. Planowaliśmy rozpocząć grillowanie od razu po zakończeniu, czyli jakoś o 19. Ten dzień już od rana zapowiadał się ciekawie: rodzice powiedzieli, że wieczorem wychodzą i w sumie nie będzie ich w ogóle w domu; starszy brat miał jakieś zebranie, które zorganizował w swoim pokoju; ostatecznie przyszło koło 20 osób.

Wcześniej mówiłem, że nie należę do najbogatszych, ale mogłem ich wszystkich wyżywić, bo miałem górę mięsa w zamrażarce. Na szczęście reszta klasy zaoferowała pomoc i przynieśli pozostałe niezbędne składniki grillowania.

Było naprawdę super, świetnie się bawiliśmy (bez alkoholu! 3 gim!) Odpaliliśmy muzykę na pół osiedla, były tańce i śpiewy. W pewnym momencie jako gospodarz wygłosiłem przemówienie (które - swoją drogą - podobno wyszło ekstra). Później już tylko rozmawialiśmy o przeżytych 3 latach. Było to najbardziej niesamowite przeżycie z moją klasą. Na pożegnanie prawie wszyscy płakali. (Na tym oficjalnym - w szkole - było beznadziejnie). Dla mnie było to coś wspaniałego, bo przez te trzy lata starałem się bardziej otworzyć na ludzi, ten grill był sukcesem jeśli chodzi o 3-letnią pracę nad sobą. Nigdy wcześniej nie byłem bardziej wzruszony, naprawdę, pierwszy raz tak mocno targały mną emocje. Dzień później dowiedziałem się, że równoległa klasa poszła na wielki melanż gdzieś w plener...
Trafiłem na super klasę, trochę się boję, że w liceum trafię na jakiś idiotów.

PS. Żodyn nie dowiedział się, skąd wziąłem mięso na grilla ;)

#kzpF0

Jestem już wolny, mam czyste konto i teoretycznie mogę żyć jak normalny człowiek. Poznajcie moją historię, jeśli chcecie.

Miałem 21 lat, złapałem Boga za nogi i żyłem w jednym z największych miast Polski. Studia, znajomi, dziewczyna, która będzie matką moich dzieci... Dobre relacje z rodziną, perspektywy na przyszłość. Miałem również przyjaciela od dzieciństwa, najlepszy człowiek na ziemi. Podstawówka, gimnazjum, liceum... Zawsze razem.
Trochę o mnie...

Jestem abstynentem, alkoholu spróbowałem i nigdy więcej nie chciałem go pić. Tak zwyczajnie. Na imprezach miałem miano Ogarniacza - ktoś za dużo wypił? Walił z tym problemem prosto do mnie, w tym stałym klientem był mój przyjaciel. Zabierałem takiej osobie co ważniejsze przedmioty, klucze, portfel czy telefon, oczywiście oddawałem jak wytrzeźwieli. Czasami pomagałem zajść do mieszkania albo wsadzić pijany łeb do taxi. Zazwyczaj były to zabawne historie. Do czasu...

Przyjaciel dał mi portfel, telefon, klucze i dosłownie wszystko co miał w kieszeni, wyjął jeszcze 50 zł i poszedł...
Ostatni raz widziałem wtedy jego twarz, uśmiechnięta i pogodną (fałszywą).
Impreza zaczęła mnie męczyć, więc wyszedłem na dwór, na papierosa (oj, jaki to ważny środek płatniczy...). Zapalam i spod ziemi wyrasta patrol policji... Standardowa kontrola, wyjmuję portfel, ale nie mój, więc chowam go i wyjmuję swój.
Policjanci podejrzliwie na to zareagowali i kazali wyjąć wszystko z kieszeni, byli poważni i stanowczy, wyjąłem wszystko.

W portfelu przyjaciela znaleźli tabletki extasy, marihuanę, troszkę koki i śladowe ilości innych narkotyków, do tego sporo gotówki i żadnych dokumentów.

Zostałem oskarżony i skazany za handel nielegalnymi substancjami. 3 lata więzienia, bez zawiasów (bez sensu życia...) .

Rodzina odwróciła się ode mnie, nie uwierzyli w to, że nie miałem z tym nic wspólnego, nawet moja matka.
3 lata spędziłem w zakładzie karnym, to co tam się działo to historia nie na anonimowe...
Przyjaciel nigdy mnie nie odwiedził, nigdy nie przeprosił, nie przyznał się...
Dziewczyna mówiła, że uwierzyła, ale po roku przestała mnie odwiedzać, później dowiedziałem się, że spotyka się z kimś nowym - nie dziwię się...

Nie ma morału, nie ma jakiegoś zwrotu akcji, nie wróciła do mnie tamta dziewczyna, sprawiedliwość nie dosięgła mojego przyjaciela....
Minął rok od wyjścia z pierdla, czuję się strasznie stary, wymęczony. Straciłem bezpowrotnie najpiękniejsze czasy młodości - studia, imprezy, Erasmus, wyjazdy do Stanów dla młodych studentów... Miłość...
Chciałem tylko w jakimś stopniu się wyżalić, bo w sumie to nie mam nikogo kto by tego chciał słuchać, a tutaj czuję, że pasuję i nikt nie wytknie mnie palcem.

#0S4lL

Zawsze, gdy chcę dobrze wypaść, to wychodzę na dziwną.

Na obronie pracy dostałam czkawkę i ciężko mi było cokolwiek mówić, aż komisja się śmiała. Do tego chcąc wyjść na inteligenta, omawiając prezentację dużo gestykulowałam i podchodząc do ekranu, żeby zwrócić uwagę na pewien szczegół na zdjęciu, potknęłam się, wpadłam w ten biały ekran, gdzie wszystko się wyświetla (wypadła mi aktualnie nazwa z głowy). Wszystko się przewróciło, huk, a profesorowie szybko lecą z pomocą i mnie podnoszą.

Okej, wstaję, trzymam fason i kontynuuję przemowę. Następnie pytania od komisji, a ja zamiast "panie profesorze" - mówię "proszę księdza". Komisja prawie zaczęła płakać. Wychodząc już z sali i dziękując komisji, oczywiście nie otworzyłam drzwi, tylko walnęłam w nie głową, aż mi pociemniało przed oczami.

Myśląc, że na dzisiaj dzień pecha się skończył, spadam ze schodów i rozrywam sobie sukienkę. Już płacząc nad moim losem, idę do sklepu po sok, bo po wygłoszeniu prezentacji zaschło mi w buzi. Ale chyba każdy wie, że idąc nie powinno się pić -  złamał mi się obcas, a sok wylał na koszulę.

Tak że jeśli ktoś widział dziewczynę idącą boso, z rozerwaną spódniczką i poplamioną koszulą, to ona wcale nie wracała z wojny, tylko z obrony pracy.
Pozdrawiam wszystkich pechowców.

#uxA2Y

Kiedy byłam mała, kochałam jeść ketchup. Była to moja pierwsza prawdziwa miłość. Jadłam to do wszystkiego, co było niezjadalne nagle stawało się pyszne za sprawą ketchupu. Dodawałam go nawet do jabłka jak rodzice nie patrzyli oczywiście.

Więc pewnego pięknego dnia wymyśliłam sobie, że jak będę starsza wynajdę zupę ketchupową! Zarobię miliony i będę najszczęśliwsza na świecie. Chwaliłam się tym pomysłem całej rodzinie, wszyscy się śmiali, ale ja byłam z siebie dumna, bo przecież nie wierzyli w moje możliwości. Wszystko było wspaniale do momentu, w którym mój straszy brat powiedział mi, że istnieje już taka zupa - pomidorowa...

#JdOGP

Kilka lat temu wyznałem miłość pewnej dziewczynie, ale dostałem kosza. Powodem było to, że widzi we mnie jedynie przyjaciela i nie chce się umawiać z przyjacielem.

Dziś na imprezie, pijana, wyznała mi prawdziwy powód odtrącenia mnie. Okazało się, że nie chciała być moją dziewczyną, bo jestem "niepijący"...

#TayuA

Jestem na profilu biologiczno-chemicznym i bardzo chciałbym iść w przyszłości na medycynę, ale wszyscy moi znajomi traktują mnie jakbym już dawno ją skończył. Co chwila pytają się jakich leków na co użyć, jakie schorzenia jak leczyć, a jak coś im się dzieje, lub chorują to od razu do mnie...

Ostatnio jedna koleżanka przesadziła. Przyprowadziła do mnie swojego chłopaka i kazała wyleczyć go z wnętrostwa jakimś chirurgicznym zabiegiem...

Oczywiście zabiegu nie przeprowadziłem, ale i tak masakra, że dostaję takie prośby.

#5WJZT

Zawsze miałam te parę kilo za dużo, ale nigdy mi to jakoś nie przeszkadzało. Miałam całkiem fajne życie, dużo znajomych, nikt się ze mnie nie śmiał. Nieskromnie powiem, że rekompensowałam swoją nadwagę poczuciem humoru i otwartością na ludzi, tak że nigdy jakoś bardzo nie narzekałam na brak adoratorów.

Potem pojawił się A. Szaleńcza miłość. Bardzo go kochałam. Zmieniłam dla niego dużo - pracę, miejsce zamieszkania, olałam trochę rodziców, znajomych bardziej i tak sobie z nim żyłam. Nie wychodziłam nigdzie za bardzo, bo bez niego to bez sensu, tymczasem on wracał nad ranem z libacji alkoholowych. Nawet to mi nie przeszkadzało. Ma prawo się wyszumieć, prawda? Ja też nie jestem święta i wyjdę raz na pół roku z koleżankami.

Potem zaczęły się przytyki "A może zrzucisz parę kilo?". Dobrze się ze sobą czułam, nie widziałam powodów, ale wzięłam się za siebie. Jadłam mniej, zdrowiej. Bardzo starałam się schudnąć dla niego, lecz gdy wracałam z pracy o 23, on czekał z talerzem wypełnionym frytkami i innym niezdrowym żarciem i obrażał się, gdy nie chciałam z nim jeść. Kazał mi potem ćwiczyć. Lubię sport, ale ćwiczenie o 1 w nocy po 10 godzinach pracy było dla mnie zbyt męczące i szybko z tego rezygnowałam.

Przytyłam 20 kilo w ciągu pół roku. Przez siebie. Przez niego. Tak bardzo marudził na to, że jestem gruba, że paradoksalnie zaczęłam podjadać "na uspokojenie". Koiłam zranione uczucia czekoladą i papierosami, butelkami wina wypijanymi po kątach, w weekendy, gdy on siedział sam u kolegów.

Z aluzji na temat moich dodatkowych kilogramów przeszedł do otwartej nienawiści. "Ty grubasie", "Wstyd mi za rękę chodzić z taką grubą świnią po ulicy". Sam miał też te 10 kg nadwagi i był niższy. Nie wypominałam mu tego, bo wiedziałam jak wygląda zanim zaczęłam z nim być.
Uciekłam. Napisałam list pełen żalu o tym, jak mnie traktował, jak przez większość czasu byłam na lekach uspokajających i jak płakałam po nocach. O tym ostatnim wiedział, bo nie raz potrafił mi powiedzieć "Skończ w końcu ryczeć, grubasie".

Zostałam sama z 30 kilogramami nadwagi, z kompleksami, które niszczą mnie od środka i brakiem zaufania do wszystkich. Zapisałam się do dietetyka i psychologa. Będę o siebie walczyć.

Będzie apel. Nie pozwólcie się upokarzać, nie rezygnujcie ze wszystkiego dla drugiej osoby. To tyle. Miłego dnia.

#RYmvg

Jakiś czas temu, podczas długiego spacerowania po mieście ze znajomym, wstąpiliśmy do pewnego znanego sklepu. Poszłam na dział z napojami, a w tym samym czasie zaczęłam czytać SMS-a od mamy, przez co się zamyśliłam i bezmyślnie zrobiłam kilka kroków do tyłu. Nagle poczułam coś za sobą. Okazało się, że wpadłam w młodego chłopaka na wózku inwalidzkim, prawie go przewracając. Stała przy nim jego (prawdopodobnie) matka, która zaczęła się na mnie wydzierać, że co ja sobie wyobrażam, że mogłam jej synowi krzywdę zrobić! No OK, miała totalnie rację, było mi mega głupio i przeprosiłam.
Niecałą godzinę później, kiedy szłam na autobus, znowu zobaczyłam tego samego chłopaka

Szedł sam żwawym krokiem i pchał swój wózek.

#WqJXQ

Moje dziecko na akcie urodzenia ma wpisane: "ojciec nieznany". Wiąże się to z tym, iż jestem jedynym opiekunem prawnym dziecka, nosi moje nazwisko i nie mam alimentów. Tylko że ja wiem kim jest jego ojciec i mam nawet jego adres zameldowania. W związku tą sytuacją często słyszę, że jestem głupia, nienormalna, bo nie podałam go do sądu i nie wycisnęłam alimentów.

Nie zrobiłam tego z kilku powodów:
- nie chciał być ojcem;
- powiedział, że nie będzie płacił alimentów i zrobi wszystko, żeby tego nie robić; zwolnił się nawet z legalnej pracy na wieść o rozwiązaniu ciąży; skutkuje to tym, że na starość nie będzie miał emerytury i środków do życia. Co zrobią wtedy panie z opieki społecznej? Postarają się o alimenty od dzieci;
- różnicą dla dziecka jest nie mieć ojca wcale niż mieć i wiedzieć, że go nie chce.

Mnie teraz jest bardzo trudno, ale moje dziecko będzie bezpieczne. Nie będzie musiało płacić komuś, kto jest ojcem tylko na papierze.

#PZV8y

Jakiś czas temu wśród moich znajomych poszła fama, że ktoś znalazł w internecie amatorski filmik z moim udziałem. Przez około trzy tygodnie był to temat numer jeden. Opowieść zataczała coraz szersze kręgi, a że mieszkam kilkaset kilometrów od rodzinnego domu, to moja rodzina i sąsiedzi z miasta, z którego pochodzę, nie zdążyli się dowiedzieć. Wiedziałam jednak, że w końcu to nastąpi. Postanowiłam więc w jedyny (a przynajmniej ja nic innego nie wymyśliłam) możliwy sposób udowodnić wszystkim, że to nie ja.
Zebrałam na małej imprezce w moim mieszkaniu ponad 20 osób z mojego bliskiego grona. Wiedziałam, że to z tego najbliższego grona wyszła informacja i że te osoby poniosą dalej w świat moje wyjaśnienie, czym wybawią mnie z opresji. Poprosiłam ich, aby pokazali mi ten filmik. Owszem, brunetka, z niewielkim biustem i dużą pupą, twarz też zupełnie jak moja. Film trochę kiepskiej jakości i w przyciemnionym świetle, ale wypisz wymaluj - ja. Musiałam jednak udowodnić, że to nie ja uprawiam seks na tym wideo. Zdjęłam więc spodnie i zostałam w samych stringach, a oczom znajomych ukazał się tatuaż - duży kwiat róży na lewym pośladku. Dziewczyna z filmu wrzuconego do sieci całkiem niedawno ma pupę bez żadnych zdobień. No cóż, trochę śmiechu z zabawnej pomyłki i bawimy się dalej. Potem historia poszła dalej w świat i oczyszczono mnie z zarzutu.
Hmmm... Szkoda tylko, że zrobiłam ten tatuaż jak tylko usłyszałam, że ktoś ze znajomych znalazł ten filmik. Musiałam coś wymyślić, aby ukryć, że tak naprawdę to rzeczywiście ja w nim zagrałam...
Dodaj anonimowe wyznanie