Kiedyś byłem na 5-dniowym szkoleniu w Krakowie. Za nocleg płaciłem sam, więc wybrałem tani hostel na Miodowej. Łóżka były niewygodne, do tego cały dzień spędzałem przy komputerze. Rozbolały mnie plecy i w żaden sposób nie mogłem pozbyć się tego uciążliwego bólu. Codziennie wracając do hostelu mijałem saunę i pomyślałem, że wygrzeje sobie porządnie plecy i ból pleców minie. Odwiedziłem wreszcie saunę. Wytrzymałem w niej dosłownie 10 minut. Nie z powodu temperatury, choć jak się okazało w saunie było "gorąco".
Porządnie zaparowane pomieszczenie, głęboko i donośnie wzdychający mężczyźni. Około 12 mężczyzn. Gdy opadła para, zobaczyłem cóż tam się wyczynia i zacząłem się obawiać że wygrzeją mi odbyt, a nie plecy. Wybiegłem w popłochu.
Ps. Przegooglowałem, że sauna Spartakus jest kultowym gejowskim miejscem na mapie Krakowa... bez jednej tęczowej flagi. Taka pułapka.
Ps2. Gdy opowiedziałem tą historię rodzinie, szwagier Tomasz zaczął porozumiewawczo puszczać do mnie oko.
Bardzo kocham moją mamę, jest najwspanialsza na świecie. W moim domu zawsze było wiele miłości, rodzice kochali siebie nawzajem i tak samo bardzo mnie i mojego brata. Nie byliśmy bogaci, tata jest mechanikiem, mama przez całe życie pracowała jako sprzątaczka. Mimo to zawsze weekendy spędzaliśmy razem, jeździliśmy na wycieczki, rodzice pokazywali nam świat, uczyli o życiu, zabierali na spacery i biwaki. Wieczory spędzaliśmy grając w karty czy w planszówki.
Zawsze nas wspierali i pomagali w realizacji marzeń i pasji. Oboje z bratem wyrośliśmy na dobrych, wykształconych i mądrych ludzi. Mój brat w wieku 23 lat założył swoją firmę informatyczną, a teraz, po 4 latach, ma już własny dom, rodzinę i żyje luksusowo. Mi również udało się skończyć dobre studia, znaleźć pracę w zawodzie i powoli pnę się po szczeblach kariery. O co więc chodzi? O to, że moja mama jest, łagodnie mówiąc, niewykształcona. A mówiąc wprost, jest po prostu głupia.
To ta osoba, którą możecie czasem spotkać w Internecie, gdzie pisze dwadzieścia linijek bez użycia jakiegokolwiek znaku interpunkcyjnego.
Osoba, która pisze "ktury", "pszeczkole", czy "wogule". Osoba, która nie odróżnia Austrii od Australii i nie wie, czy najpierw się dodaje, czy mnoży. Osoba, która nie wie jaka jest stolicy Wielkiej Brytanii.
Wiele razy widziałam w Internecie teksty ludzi, którzy twierdzą, że tacy nie powinni się rozmnażać, że ich dzieci będą debilami, że przez takie osoby ludzkość wyginie. Przykro mi czytając takie komentarze, bo pomimo niskiego IQ, moja mama dała mi szczęście, miłość oraz coś, czego nie wyniesie się z żadnej szkoły - mądrość życiową. Nauczyła mnie tolerancji, pewności siebie i nie poddawania się nigdy.
Nie zamieniłabym mojej "głupiej" mamy na żadną inną.
Lata temu moja kuzynka miała lalkę Barbie - Roszpunkę.
Geniusz lalki polegał na tym, że w wielkiej dziurze w głowie miała wciśnięty splot syntetycznych blond włosów. Wystarczyło je pociągnąć, a złote włosy wychodziły z plastikowej dziury.
Kuzynka zawsze miała lepsze zabawki. Głównie dlatego, że bardzo o nie dbała i nikomu nie pozwalała ich dotykać.
Kiedyś bawiłam się z kuzynką w jej pokoju i strasznie się pokłóciłyśmy. W ramach rozstrzygnięcia sporu złapałam Roszpunkę i z pełną premedytacją ucięłam jej włosy zaraz przy tej wielkiej dziurze w plastikowej głowie.
Oczywiście bieg do rodziców, kuzynka we łzach, ja też, no bo ona płacze, to ja nie będę gorsza. Kuzynka utrzymywała, że zrobiłam to na złość, co zasadniczo było poprawnym tokiem rozumowania.
Ostateczny werdykt rodziny - ucięłam, bo myślałam, że włosy odrosną. Przecież tak było w reklamie
Do teraz boli mnie to, że moja rodzina była bardziej skłonna uwierzyć w moją absurdalną głupotę niż w moją złośliwość.
O tym, jak przekonałam policjantów do swojej niewinności.
Jakieś 1,5 roku temu dowiedziałam się przypadkiem, że jestem o coś podejrzana i niedługo zawita do mnie policja. Powiedział mi to mój tata, a ja do dzisiaj nie wiem skąd to wiedział. No nie powiem, przestraszyłam się i zaczęłam pisać do znajomych, czy nie wiedzą o co chodzi. Od kumpla (który był na komisariacie na przesłuchaniu w tej sprawie) dowiedziałam się, że parę tygodni wcześniej jakąś para dość drastycznie pobiła pewnego chłopaka, a jedynym dowodem w sprawie jest nagranie, na którym widać ową parę. Podobno dziewczyna z nagrania była nieziemsko do mnie podobna i ktoś powiedział o tym policji. Ja, wiedząc, że to nie ja, już trochę spokojniejsza, zaczęłam myśleć co w danym dniu robiłam.
Parę dni później ktoś puka do drzwi, otwieram, a tam panowie policjanci. Grzecznie wpuszczam ich do środka, uspokajam psa i pozwalam panom mówić.
Pierwsze pytanie - co robiła pani tej nocy, no to ja mówię, że byłam w domu z chłopakiem i przyjacielem. Panowie twierdzą, że nie, i że mają na to dowody. Jeden z nich wyciąga telefon, pokazuje mi nagranie. No prawda, dziewczyna podobna do mnie, ten sam wzrost, kolor i długość włosów też się zgadza, tylko że wiem, że mnie tam nie było. Jeszcze raz zerkam na nagranie i dużo nie myśląc wypaliłam "Bardzo bym chciała nią być, widzą panowie, jakie ona ma cycki?".
Nie wiem, czy bardziej się cieszyłam, że mi uwierzyli, czy bardziej było mi smutno, że tylko przeprosili i sobie poszli...
Wynajmuję sama małą kawalerkę, do której klucze ma również moja mama, tak w razie czego, jakbym np. swoje zgubiła.
Byłam ostatnio na małej imprezie, troszkę się spiłam. Marzyłam tylko o tym, żeby znaleźć się w łóżku. Dotarłam do mieszkania, od razu szybko się rozebrałam, już chciałam się kłaść, patrzę na nogi, a one od stóp aż po uda całe sine. Ogarnęło mnie przerażenie, do głowy przyszły mi różne myśli. Może jakiś zakrzep, martwica, no jak nic to mój koniec.
Przestraszyłam się, że jak usnę, to już się nigdy nie obudzę. Pomyślałam o mamie, która pewnie mnie znajdzie, jak nie będę dawać oznak życia.
Moja mama lubi porządek, a ja akurat miałam trochę bałagan, w pośpiechu ostatkiem sił zaczęłam to wszystko ogarniać, żeby nie wstydzić się po śmierci. Ledwo patrząc na oczy usunęłam jeszcze nieprzyzwoite treści z telefonu i historię przeglądania. Zasnęłam z myślą, że to koniec.
Rano obudziłam się o dziwo żywa, patrzę nogi - dalej fioletowe. Kac morderca mnie męczy, ale skoro przeżyłam noc, to muszę dalej walczyć. Zadzwoniłam do mamy, czy zawiezie mnie na pogotowie, w skrócie wyjaśniłam o co chodzi. Zanim przyjechała poszłam pod prysznic.
Zaczęłam się szorować i jak zobaczyłam spływającą niebieską wodę dotarło do mnie, że to nie martwica, a nowe spodnie, które po prostu zafarbowały...
Wstąpiło we mnie nowe życie, chciałam jak najszybciej zadzwonić do mamy i odwołać alarm. Przywaliłam głową w szafkę...
Tak więc na pogotowiu i tak wylądowałam.
Przynajmniej od tego zdarzenia zawsze mam porządek w domu, a każde nowe spodnie moczę najpierw w wodzie z octem.
Moi rodzice znaleźli dla mnie dziewczynę, bo stwierdzili że z takim wyglądem nigdy nie będę mieć dzieci, a przez to oni nie doczekają się wnuków.
Dla ciekawskich, spotkałem się z tą dziewczyną. Okazało się, że jest 5 lat starsza ode mnie i nie widzi od urodzenia.
Nie ma to jak wsparcie najbliższej rodziny.
Jestem prezesem dość dużej, a co za tym idzie - rozpoznawanej firmy na polskim i zagranicznym rynku. Wszyscy, którzy mnie znają, uważają mnie za elegancika. Wiecie, codziennie garnitur, krawat... Wszyscy, którzy mnie znają, uważają mnie za pewnego siebie, poważnego gościa...
NIKT, ale to NIKT nie wie o mojej małej tajemnicy ;-)
Mam wielki problem z jelitami i nigdy nie wiem, co danego dnia mi zaszkodzi. Jednego dnia zaszkodzi mi kawa, innego jogurt. Strasznie wstydzę się iść na "dwójeczkę" w pracy. Wiecie co wtedy robię? Kiedy jelita zaczynają mi buzować i czuję, że nadchodzi "ten" moment, idę do łazienki, urywam papier toaletowy i wkładam go sobie w spodnie (tak, żeby nie było widać). Później, jak gdyby nigdy nic, wracam do swojego biura, siedzę kilka minut, następnie udaję, że muszę gdzieś zadzwonić, więc wychodzę z biura z telefonem w ręku i udaję się na zewnątrz. Następnie kieruję się w stronę budynku obok (inna firma). Tam jest kilka korytarzy i kilka toalet. Chodzę po piętrach i patrzę, gdzie nikogo nie ma. Jeśli widzę pusty korytarz, to biegnę szybko do łazienki, robię co swoje i z zażenowaniem (za każdym razem!) opuszczam budynek (oczywiście pilnując, aby nikt mnie nie zauważył).
Po wszystkim wracam do biura i wypróżniony zaczynam swoje kolejne spotkanie biznesowe.
Robię tak od 8 lat :-)
7 lat byłam w związku, byłam pewna, że to "to", znajomi uznawali nas za parę idealną. I naprawdę tak było, zero kłótni, wydawało się, że to był mój najlepszy przyjaciel, mogłam mu powiedzieć o wszystkim, a jednak coś nie wyszło.
Nie wiem, kiedy to się zaczęło, nie zwróciłam uwagi na to, że coś się zmieniło, do czasu kiedy wrócił do domu i znikąd powiedział mi, że mam wyprowadzić się do końca dnia, bo w sumie to on już od dawna się z kimś spotyka i to ją kocha.
Szkoda tylko, że zapomniał, że do rodzinnego domu mam 200 km, w brzuchu noszę nasze dziecko (5 miesiąc) i nie mam gdzie się podziać.
Jestem mamą kilkorga dzieci. Kilka miesięcy temu urodziłam najmłodsze. Wszyscy, którzy mnie spotykają, komplementują moją figurę. Pytają jak to możliwe, że matka wielodzietna tak szybko wróciła do formy, nawet nie mam odstającego brzucha. A to dopiero trzy miesiące po porodzie.
Nikt nie wie, że od wielu lat cierpię na zaburzenia odżywiania. Tylko mój mąż mnie wspiera i kontroluje, żebym jadła cokolwiek. Oprócz tego morderczo trenuję w obawie, że zbyt duża ilość kalorii spowoduje tycie i będę tłustą świnią. Tak naprawdę zjadam niecałe 1000 kalorii dziennie. Nie jestem głodna.
Zdaję sobie sprawę z absurdalności moich najgłębszych przekonań, ale nie potrafię ich zmienić. Co ciekawe, to co jem jest bardzo dobrze zbilansowane i dbam o zdrową dietę mojej rodziny. Produkty pełnoziarniste, nisko przetworzone, owsianka na śniadanie itp. Jem po prostu bardzo mało i nie potrafię się przełamać.
W wieku trzynastu lat miałam obsesję.
Obsesję na punkcie bycia idealną dziewczyną.
Nigdy nie byłam dostatecznie szczupła i ładna, by móc nazywać siebie dziewczyną. Uważałam, że dziewczyną jest się jedynie wtedy, kiedy jest się idealnie szczupłym, wysportowanym, gdy nie ma się trądziku i posiada się piękne, ogromne oczy. Wtedy dany osobnik nie musiał wstydzić się swojej płci. Nie spełniałam żadnego z tych kryteriów. Unikałam więc jakiegokolwiek tematu typu ''sprawy kobiece''. Uciekałam z lekcji biologii, nie słuchałam mamy i nauczycielek.
Wolałam mówić o sobie w rodzaju męskim: słowa zakończone na ''am'' były dla mnie obleśne i zarezerwowane tylko dla ładnych koleżanek. Robiłam wszystko, żeby mój głos wydawał się niższy. Ubierałam się jak chłopak.
Nikt nie rozumiał mojego zachowania. Nigdy nikomu też nie powiedziałam o tym, co działo się w moim wnętrzu. Wstydziłam się siebie. Tego, że jestem kobietą.
Dodaj anonimowe wyznanie