Dawno temu moja mama była opiekunem na koloniach. Miałam około 5 lat i tata dowiózł mnie do niej w połowie turnusu. Z racji tego, że byliśmy nad morzem, często na plaży odbywały się różne zabawy i konkursy. Jednym z nich było budowanie z piasku. Jedni budowali zamki, jedni różne zwierzęta, jeszcze inni narzędzia, a jacyś chłopcy zbudowali kibel...
I właśnie na tej plaży kilka godzin później zachciało mi się sikać. Chyba domyślacie się, co wymyśliła moja mama, gdy okazało się, że w pobliżu nie ma Toi-Toia? Do dziś śni mi się to po nocach.
Uwaga, będzie obrzydliwie.
Zawsze sprzątając klatkę mojego królika zjadłam jego bobki. Wybieram te, co wyglądają najładniej (o ile da się to tak nazwać) i zaczynam ssać je jak cukierki.
Niby zdrowe, bo królik je tylko siano i ziółka, ale i tak obrzydliwe.
Niedawno szukałam sukienki na wesele i udałam się do niewielkiego butiku, który polecała mi mama. Pani kasjerka nie wyglądała zbyt miło od samego wejścia i co chwilę rzucała w moją stronę dziwne spojrzenia. Nie zwracałam na nią za bardzo uwagi. Wzięłam trzy sukienki do przymierzenia i już chciałam iść, żeby je na siebie założyć, ale zastąpiła mi drogę. Spytała jaki rozmiar wzięłam. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że 38/40, bo taki zazwyczaj noszę. Uśmiechnęła się do mnie z pogardą i wypaliła "Pani? Pani 38? Przecież to śmieszne. Od razu widać, że 46". Przyznam, że trochę mnie zamurowało, więc tylko uśmiechnęłam się i chciałam ją wyminąć, a ta trzyma te sukienki w swoich szponach i ani rusz. Pytam się grzecznie o co chodzi, przymierzalnia nieczynna czy co? A ona "Pani wybaczy, ale te sukienki nie są dla pani, my nie mamy takich dużych rozmiarów". Trochę mi już to babsko zaczęło działać na nerwy, więc wyszarpnęłam jej te rzeczy i powiedziałam, że lepiej znam swój rozmiar, a ta znowu mnie napastuje i mówi, że jak wątrobianka będę wyglądać, a plus size mają naprzeciwko. Wkurzyłam się niemiłosiernie i wyszłam.
Chciałam złożyć donos do właścicielki, ale jak się okazuje, to ona nią jest. Po całym zdarzeniu jest mi nadal bardzo przykro i sama już nie wiem co mam robić. Z jednej strony mam ochotę jej też narobić przykrości, opisać na wszystkich forach co mnie tam spotkało, ale z drugiej strony trochę mi głupio. I cały czas się zastanawiam, co w tę babę wstąpiło.
Od małego byłam zawsze tchórzem. Każde nastraszenie mojej jakże "odważnej" persony kończyło się płaczem i uciekaniem w ramiona mamusi. Niestety to pozostało mi do dziś. Gdy jest noc, ciemno i buro, a świat zła budzi się do życia - spidalam do łóżka mojego mamuta (znaczy się mamy). Zdarza się to dość często, 3-4 razy w tygodniu.
Parę tygodni temu postanowiłam nocować u mojej koleżanki. Poplotkowałyśmy, pojadłyśmy, ogoliłyśmy nogi, obejrzałyśmy horror... a potem poszłyśmy spać. Niestety, obudziłam się w wystraszona w środku nocy, czując potrzebę przytulenia się do mojej rodzicielki. Jak pomyślałam - tak zrobiłam.
Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy rano obudziłam się przytulona do taty koleżanki.
Sprawdzam milion razy czy gaz jest zakręcony nie dlatego, że boję się śmierci. To to tam nic.
Sprawdzam dlatego, że boję się astronomicznego rachunku, który by za niego przyszedł, gdybym zostawiła go na noc.
Witam, pamiętacie może wyznanie dziewczyny, która przeszła 3 operacje ucha bo miała niedosłuch, jednak nic one nie pomogły i bała się, że będzie zmuszona chodzić w aparacie słuchowych, a to ją przerażało? Dziś mija ponad miesiąc od mojej 4 operacji, tak zdecydowałam się po raz kolejny na zabieg z ogromną nadzieją, na to że w końcu będzie dobrze i wiecie co?
W końcu się udało, słyszę o wiele lepiej na moje lewe ucho, ulga jest ogromna, lekarz powiedział, że jak przez miesiąc od operacji wszystko będzie w porządku to powinno już tak zostać. Bardzo się cieszę z tego powodu, mam teraz nadzieję, że uda mi się otworzyć przed ludźmi i znaleźć, w końcu miłość :).
Świat widziany oczami dziecka.
Jak byłam mała, poszłam z mamą do wypożyczalni kaset VHS. Popularność tej wypożyczalni nie była za duża, więc przy ladzie pani miała coś w rodzaju kiosku i stojak z bibelotami w stylu breloczki z plastikowych osób. Jedną z takich rzeczy było nadmuchane serduszko z narysowanym uroczym duszkiem i w środku było jakieś sreberko. Na moje pytanie o to co jest w środku usłyszałam, że guma.
Bardzo mi się to spodobało. Pojedyncza guma do żucia, zapakowana w nadmuchane serduszko z wizerunkiem duszka. Była prześliczna. Prosiłam mamę, żeby mi kupiła, ale ta mówiła, że nie, bo brzydkie, a ja nie rozumiałam co jej się nie podoba w tym serduszku.
Dopiero po latach zrozumiałam, że rysunek na serduszku to nie duszek, a w środku była guma bynajmniej nie balonowa.
Ach, ta niewinność...
Na dodatkowych zajęciach z wychowania fizycznego grałyśmy w piłkę ręczną. W pewnym momencie pośrodku boiska zbiegło się kilka dziewcząt chcących odebrać piłkę. Gdy dziewczyny rozbiegły się, bo piłka została podana dalej, ktoś w tamtym miejscu zauważył zwiniętą, grubą skarpetę. Zaczęły się śmiechy, że wypadła ze stanika. Oczywiście żadna z dziewcząt nie przyznała się...
W tym ja, to była moja skarpeta i wypchałam nią stanik.
Cóż, głupota i wstyd. :) Na szczęście do żadnej z dziewczyn nie przypisano skarpety.
Przychodzę na przystanek autobusowy. Chciałem sprawdzić na telefonie, która godzina, ale pech chciał, że mi się rozładował.
Widzę jakąś blondynę, więc podbijam.
- Cześć, możesz mi powiedzieć, która godzina?
- Sorry, mam chłopaka.
- Ja dziewczynę. To która godzina?
Generalnie ją zamurowało. Po pewnym czasie odpowiedziała 8:23.
Gdy miałam coś koło 11 lat, marzyłam o tym, aby mieć dezodorant. Niektóre koleżanki takowe już posiadały, czym szczyciły się na wf-ie... a pot w tym wieku, no cóż, zaczynał już pachnieć nieco inaczej, z czym nie czułam się zbyt komfortowo.
Jednak wiedziałam, jakie będzie podejście mojej mamy - pobłażające wyśmianie tematu, bo głupoty wymyślam, po co mi to, ona w moim wieku itd...
Tak więc po kryjomu, za własne oszczędności, w lokalnej drogerii kupiłam sobie dezodorant w kulce (ile stresu przy kupowaniu!!).
Używałam go, kiedy nikt nie widział, po czym chowałam w szufladzie między ubraniami. Jednak cały czas bałam się, że zostanie znaleziony, a ja wyśmiana... Po tygodniu nie wytrzymałam już życia w ciągłym strachu i zawinęłam go w papier toaletowy, po czym wyrzuciłam do śmietnika.
Dodaj anonimowe wyznanie