#ueIdQ

Montowałem sedes w domu klienta. Klient nigdy wcześniej nie korzystał z sedesów wiszących, więc był mocno niepewny. Zapewniałem, że są całkowicie bezpieczne, że nawet spory ciężar uniosą. Sam jestem otyły, więc celem prezentacji usiadłem na owym sprzęcie sanitarnym, uniosłem nogi do góry i się nieco „pomościłem”.

Tak, śruby nie wytrzymały. Dla bardziej ciekawych: obyło się bez szwów; nie, nie przekonałem klienta.

#GNkGO

W ostatni weekend spędziłam pierwszą, namiętną noc z moim nowym chłopakiem. Po udanej randce zaprosiłam go do siebie i został aż do rana. Nad ranem wstał i udał się do łazienki, gdzie umył sobie zęby… MOJĄ szczoteczką. Nie krył się z tym wcale, zostawił otwarte drzwi. Kiedy zwróciłam mu uwagę, był zszokowany i nie rozumiał, dlaczego nie chcę dzielić się szczoteczką, skoro podzieliłam się swoim ciałem.
- Nie masz pojęcia, jakimi rzeczami będziemy się niedługo dzielić i ile rzeczy, o których byś nigdy nie pomyślała, będziemy robić wspólnie – powiedział, siadając przy mnie na desce klozetowej. Po chwili zaczął robić dwójkę.

Nigdy nie miałam faceta na stałe, czy to normalne, że mężczyźni robią takie obrzydliwe rzeczy w obecności swoich partnerek i korzystają ze wszystkich ich prywatnych rzeczy? Jeśli tak ma wyglądać prawdziwy związek, to ja chyba podziękuję.

#cHG6T

Mój chłopak ostatnio się popisał. Wstał w zeszłą sobotę wcześniej i udał się do kuchni, by przygotować mi „śniadanie do łóżka”. Po chwili usłyszałam jak woła: „Kochanie, czy masz ochotę na jajka na twardo?”. Szybko odkrzyknęłam mu, że tak, nie chciałam grymasić, podczas gdy mój luby raz na rok zebrał się do przygotowania posiłku.
Minutę później stanął przede mną zupełnie nago, i z bananem na twarzy życzył mi „smacznego”.

Nie, prawdziwego śniadania nie dostałam, musiałam nasycić się tym błyskotliwym dowcipem.

#qGewK

Wydarzyło się to, gdy miałam 6-7 lat. Rodzice postanowili zapisać mnie na lekcje muzyki, bym nauczyła się grać na jakimkolwiek instrumencie, gdyż się uparłam, że chcę.

Mój kochany tatuś poszedł ze mną do domu kultury i zapisał mnie. Został ze mną na pierwszej lekcji. Pani nauczycielka rozdaje różne instrumenty, oczywiście jako dziecko uznałam, że wolę coś lepszego niż granie na trójkącie. Opowiedziałam pani, że umiem śpiewać i grać na fortepianie. Oczywiście nauczycielka była zdziwiona, ale po moich prośbach zgodziła się, bym zagrała i zaśpiewała. Pełna radości usiadłam przy fortepianie i zaczęłam moją grę, oczywiście szło mi tak, jakby słoń na ucho mi nadepnął, ale to było najmniej ważne, gdyż grając zaczęłam śpiewać wtedy bardzo znaną piosenkę zespołu Wilki - Baśka. Jakie było zdziwienie nauczycielki gdy zaśpiewałam "Baśka miała fajny biust, Ania styl, a Zośka coś, co lubię....". Mój ukochany tata nie mógł się powstrzymać od śmiechu, a ja stwierdziłam, że dobrze mi poszło. Nigdy więcej się tam nie stawiłam.

#SJShU

Jestem uzależniony od... lewatywy. Od kiedy zacząłem mieć problem z zaparciami i stosować lewatywę, to raz - sporo schudłem, a dwa - się uzależniłem. Miałem okres, że praktycznie codziennie wlewałem w siebie wodę z kranu podczas porannego prysznica. Bylem wtedy jeszcze nastolatkiem. Doszedłem do momentu, aż zaczęło sprawiać mi to niemałą przyjemność - coś w stylu pieszczot. To jest naprawdę wspaniałe uczucie oczyszczenia. Teraz staram się ograniczać do robienia lewatywy raz w tygodniu, ale moja żona, z którą jestem od 6 lat, nadal o tym nic nie wie.

#wRcjb

W domu była nas trójka dzieci - dwie siostry i ja, najmłodszy rodzynek. Na Dzień Kobiet tata zawsze kupował czekoladki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że kupował zawsze 4 opakowania - dla mamy, dla sióstr i dla mnie, żeby nie było mi przykro, że one mają, a ja nie. W ten oto sposób przyzwyczajony zostałem do świętowania Dnia Kobiet.

#RBdni

Całkiem niedawno wybrałam się z paczką kumpli do McDonalda. Było nas całkiem sporo. Stałam w kolejce za jedną z koleżanek i postanowiłyśmy zamówić to samo. Gdy złożyłam zamówienie, wdałam się w bardzo zajmującą rozmowę z inną koleżanką nieopodal kas. Po chwili podeszła do mnie poprzednia koleżanka i powiedziała, że odebrała zamówienie i idzie do stolika. Przytaknęłam i gadałam dalej. Temat się wyczerpał, a mojego zamówienia dalej nie ma. 5 minut, 7 minut, 10 minut. Mimo że jestem cierpliwym człowiekiem, odczuwałam poddenerwowanie. Przepchnęłam się więc do kasy.
- Czy mogę odebrać moje zamówienie?
- Wydaje mi się, że już je wydawałam.
- Mam paragon, a swojego zamówienia nie.
- To ja już nie wiem...
Zmieszana pani dała mi nowe zamówienie, a ja dumna, że potrafię walczyć o swoje, wróciłam do stolika.

Szybko jednak mina mi zrzedła, kiedy okazało się, że koleżanka odebrała moje zamówienie wraz ze swoim, a ja oszukałam McDonalda o 20 złotych.

#sJfGf

Pierwszy tydzień moich praktyk, pracowałem akurat na zewnątrz z majstrem. Na początku trochę pogadaliśmy, a potem w ciszy każdy wykonywał swoją pracę, ja po jednej stronie auta, on po drugiej.

Nagle do płotu zaraz obok miejsca naszej pracy podszedł jakiś psiak, zagadałem do niego "no co tam, mordo?" i po sekundzie usłyszałem, jak zniesmaczony majster mówi, że wszystko w porządku...

Na szczęście pies nie zwiał i dało się to wytłumaczyć :D

#OUURn

Mieszkam w bloku, a wśród sąsiadów mam wielu nastolatków i dwudziestolatków. Pech chciał, że jeden z nich mieszka dokładnie nade mną. Chłopak lubi się bawić i dość często urządza domówki.

Muzyka wcale mi nie przeszkadza, bo ściany jak na blok wystarczająco grube, by większość hałasów zagłuszyć, a też nie balują całe noce. Problem jest w tym, że sąsiad i jego goście lubią też sobie wypić, a gdy przesadzą z ilością procentów, zdarza im się to zwracać. I zwracają... PRZEZ OKNO!

Nie zliczę, ile razy zmywałam rzygi ze swojego okna i parapetu. Sąsiad oczywiście zawsze przeprasza i obiecuje, że nigdy więcej.

Staram się być wyrozumiała, też zdarzało mi się zwracać zawartość żołądka po bardziej zakrapianej imprezie, ale nie ogarniam, jak można rzygać przez okno? I jak może im nie przeszkadzać fakt, że mieszkanie jest na piątym piętrze, a tuż przy bloku jest chodnik...

#qgfG3

Mam dość, naprawdę wymiękam.

Pracuję... dużo, ciężko... Mam skończone szkoły, kursy. Mam kredyt na mieszkanie, całe 50% wartości mojej nieruchomości jest w kredycie. W sumie to ja nie pracuję, ja tyram. Spłacam kredyt, zapłacę rachunki, czasem kupię coś sobie i tu mnie wku#w total bierze...

Moje sąsiadki z dziećmi siedzą w domu - nie dlatego, że pracy brak, tylko dlatego, że po co pracować!? Skoro PAŃSTWO ŁASKAWE DA! Co tydzień są u kosmetyczki - a to pazurki muszą zrobić, bo przecież dziecko trzeba wychować i mieć ładne paznokcie, a to rzęsy...
A ja TYRAM na 500+, TYRAM, by moje nieroby sąsiadki miały na kosmetyczkę, fryzjera, nową torebusię... Podczas gdy ja nawet do lekarza na NFZ nie mogę się dostać, bo na marzec 2020 dopiero wolne miejsca, a kosmetyczka u mnie raz na kwartał, aby budżetu nie przekroczyć...

Ludzie, o co chodzi w tym kraju?!?!? Serio zaczyna mi być wstyd, że mimo że pracuję, ledwo starcza... Wiem, wiem, mogę mieć nawet 5 dzieci, ale co jak kiedyś to 500+ się skończy? Myślę niestety długofalowo. A może to błąd?
Dodaj anonimowe wyznanie