#kuIAG

Jestem alkoholikiem. Postanowiłem skończyć z nałogiem, wszystkie pieniądze przelałem na konto chłopca, który musi uzbierać ponad milion złotych, których potrzebuje na operację. Dla siebie zostawiłem jedynie 300 zł, które przekazałem pani w osiedlowym sklepie, prosząc, by nie sprzedawała mi absolutnie żadnego alkoholu, jedynie samo jedzenie.

Wiem, że to ratuje zarówno jego, jak i moje życie. Trzymajcie za mnie kciuki.

#l08R3

Wielkanoc 2019. Wracamy z mężem od rodziny. Około godziny 21 byliśmy pod naszym blokiem. Niedaleko wejścia do klatki stoi facet z kartką w dłoni. Nic sobie z tego nie robimy, może na kogoś czeka, ale coś mi mówi, że nas zaczepi.

Kiedy jesteśmy coraz bliżej wejścia do bloku, on podchodzi do męża i pyta czy może go prosić o autograf (warto wiedzieć, że mój mąż nie jest osobą sławną, nie wiem skąd to pytanie). Zapytany po co mu ten autograf odpowiada, że to jego marzenie...

Mąż odmówił i na tym się skończyło, ale samo to, że ten człowiek zapytał o coś takiego i czekał pod naszym blokiem, trochę napawa mnie strachem. A co jeśli od jakiegoś czasu już nas obserwuje i to wcale nie był przypadek i czekał akurat na nas? Pewnie myślicie, że za bardzo się nakręcam, a ja boję się wyjść sama z własnego domu.

#mUhqi

Byłam na zakupach w jednej z najbardziej popularnych sieciówek. Przeglądając ciuchy wpadła mi w oko jedna z bluzek, jednak stwierdziłam, że wrócę po nią na koniec moich polowań.

Po przejściu całego sklepu, postanowiłam wybrać się po upatrzoną rzecz, jednak moim oczom ukazałam się widok "madki" siedzącej na stole z wystawionymi koszulkami, która bez skrępowania karmiła swoje dziecko. Ja rozumiem, że dziecko mogło płakać, być głodne, ale sytuacja miała miejsce w galerii handlowej w której jest co najmniej 5 pokoi dla matki z dzieckiem.

Bluzki nie kupiłam, bo to właśnie na niej madka siedziała, a obsługa sklepu zachowywała się, jakby nic się nie stało.

#wwIp6

Moja rodzina nigdy nie była przychylna jakimkolwiek kandydatom na ewentualnego zięcia. Za to za moim chłopakiem wprost przepadają.

Jemu wydaje się, że to dlatego, że jest taki fajny, ale tak naprawdę rodzice są okropnymi materialistami. Jedyny powód ich wyjątkowej sympatii to fakt, że mój obecny chłopak jest bogaty, w przeciwieństwie do poprzednich wybranków.

#8Lf5v

Byłam świadkiem dziwnej sytuacji. Otóż czekałam na przystanku na autobus, a obok mnie stała rodzinka z małym dzieckiem na rękach: babcia, jej córka i ok. 18-letnia dziewczyna, i to właśnie ona trzymała to dziecko. Cała trójka paliła papierosy, przy okazji wydmuchując dym prosto w buzię maleństwa.

Nie żeby mnie to obchodziło czy coś, ale chwilę później stanął młody chłopak z e-papierosem. I co w tym dziwnego, spytacie?

No jak przystało na prawdziwą madke, dziewczyna zaczęła się pruć na tego chłopaka, że co on sobie wyobraża, jak może truć jej dziecko, że zaraz zadzwoni na policję itd. Jej matka i babcia się dołączyły i zaczęła się awantura. Cała trójka tak się zaczęła drzeć, że aż to dziecko się obudziło. A ich jedynym argumentem było, że dbają o dobro "bąbelka".

Aha... Czyli jak one palą przy dziecku, to jest OK, ale jak ktoś inny to robi, to już źle? Co się porobiło z tymi ludźmi...

#Eqsgs

Nowe buty, znanej firmy na "A" za które zapłaciłam parę stówek... jeszcze dla pewności obkleję sobie stopy plastrami i użyję ten "polecany" przez koleżankę sztyft na otarcia stóp - przecież to tylko 20 minut drogi pieszo. Nic z tego, już w połowie drogi poczułam, że buty zaczynają mnie obcierać, z trudem dopełzałam do pracy. Nie pomogły markowe, wygodne buty, nie pomogły plastry, sztyfty - tak naprawdę nic nie pomaga.

Od kiedy pamiętam każde buty mnie obcierają. Moje stopy to przegląd wszystkich butów jakie nosiłam z całego roku. Odciski, obtarcia, krwiaki są na pietach, kostkach, palcach i goją się z trudem, a ślady po nich zostają na długie miesiące.
Jedyne buty, które mnie nie obcierają to gumowe klapki... ale mogę sobie pozwolić na taki luksus tylko w domu, bo przecież do pracy czy zimą na spacer w nich nigdzie nie pójdę :(

#0RVVx

Pochodzę z raczej biednej rodziny, gdzie wykształcenie miało się co najwyżej podstawowe. A skończyłam studia. Jakoś w połowie zorientowałam się, że nie do końca potrafię porozumieć się z wykształconymi ludźmi z tak zwanych wyższych sfer. I raczej im nie dorównam w takim generalnym obyciu, chciałabym przeczytała wszystkie książki z uniwersyteckiej biblioteki. Z dawnymi znajomymi, którzy zostali na rodzinnym wypizdowiu też jest jakoś dziwnie, bo nie zawsze rozumieją, o czym w ogóle chcę z nimi dyskutować i uznają wtedy, że zadzieram nosa. A czasem jednak chciałoby się porozmawiać o czymś innym niż lokalne ploty.

Egzystuję sobie tak gdzieś pomiędzy i chyba wolałam czasy sprzed studiów, bo wtedy chociaż miałam wrażenie, że dokądś należę.

#mwU7a

To była końcówka lat 90. Większość czasu spędzałam razem z moją 10 lat starszą sąsiadką Agą (która opiekowała się mną, kiedy rodzice i babcia pracowali, a ja traktowałam ją jak starszą siostrę). Często chodziłyśmy nad rzekę, nad wodę, poszwendać się po naszej wsi (naprawdę głębokiej prowincji), a Aga też często zabierała mnie na spotkania ze swoimi znajomymi do różnych miejsc, do których rodzice w życiu nie pozwolili by mi pójść. Inne czasy, inne postrzeganie rzeczywistości (za nic nie chciałabym dorastać dzisiaj).

Pewnego upalnego lata, Aga zabrała mnie nad wodę parę kilometrów od naszej wsi. Ja pluskałam się przy brzegu, a moja "siostra" smażyła się na kocu. W pewnym momencie, nawet nie wiem kiedy, z krzaków (trzeba było się przez nie przedrzeć, żeby dojść do wody) wyskoczył jakiś stary, obleśny grubas i zaczął dobierać się do Agi. Ona zaczęła krzyczeć, kazała mi uciekać. Musiałam przepłynąć zalew na przełaj, miałam szczęście, że bardzo dobrze pływam. Adze udało się wyswobodzić z łap zboczeńca i popłynęła za mną. Tamten na szczęście dał sobie spokój. Zmęczone i przerażone dopłynęłyśmy na drugi brzeg. Aga poprosiła mnie, żebym nie mówiła nic rodzicom, bo bała się, że nie pozwolą jej już spotykać się ze mną. Prawda jest taka, że to ona była po stokroć razy bardziej przerażona ode mnie, ale ja też się bałam, że rodzice zabronią mi w ogóle wychodzić z domu.

Minęło 20 lat i dalej nikt oprócz nas nie wie i się nie dowie. To była, jest i będzie nasza tajemnica.

#EtIGq

Dawno temu miałam żółwia. Chodziłam wtedy do podstawówki, ale rodzice zadbali, żebym umiała się nim zająć, posprzątać akwarium, wymieniać wodę, odpowiednio karmić i tak dalej.
Pewnego dnia moja matka kazała nie kupować mu już suszonych robaków, bo daje mu mięso, gdy szykuje obiad. W końcu powiedziała, że ona będzie mu sprzątać. Mój żółw był cudowny i cieszyłam się, że go polubiła.
A pewnego dnia pudło, w które włożyła jego akwarium, bo "jej śmierdziało", zniknęło.
Matka powiedziała, że żółw zdechł, że musiał być chory.

Lata później mówiła swojej siostrze, jak mój żółw był nudny i śmierdział, więc wykręciła mnie z opieki nad nim i przestała go karmić. Zdechł z głodu. Nie miałam pojęcia. Gdy weszłam do pokoju i wytknęłam, że go zabiła, powiedziała że to tylko durne zwierzę i nic takiego się nie stało, a on i tak "tylko śmierdział".

Nie powiedziałam rodzeństwu, co się naprawdę stało z żółwiem, ale na nią nie umiem patrzeć tak samo. Mogliśmy go przecież komuś oddać...
Dodaj anonimowe wyznanie