Moi rodzice to bałaganiarze. Nie chodzi o to, że w domu jest syf (mamy panią do sprzątania, więc zawsze odkurzone i umyte). Oni po prostu nie potrafią pozbyć się niepotrzebnych rzeczy. Ubrania z liceum? Wciśnięte w garderobie. Ręczniki sprzed 15 lat? A jakże, mimo że co kilka lat kupują nowe. Zdekompletowane filiżanki i spodki mimo nowych pełnych kompletów? Nic nie można wyrzucić, bo się wszystko przyda.
Zawsze jak mam trochę wolnego (ferie, wakacje) staram się trochę sprzątać i wyrzuć choć kilka starych czy zniszczonych rzeczy (zawsze pytam się o zgodę, żeby nie było), ale najczęściej po moim dwudziestym z kolei pytaniu rodzice się denerwują i zaczynają krzyczeć że według mnie to chyba najlepiej wszystko wyrzucić.
Ich zbieranie rzeczy jest naprawdę uciążliwe, w szufladach w kuchni ciężko coś znaleźć, ręczniki wysypuja się z szafki, a mama trzyma buty sprzed 20 lat. Strasznie psychicznie męczy mnie mieszkanie w czymś takim i doprowadziło do tego, że ilość swoich rzeczy mam ograniczoną do minimum. Na wakacjach planuje część rzeczy sprzedać na olxie, ale nie wiem czy coś z tego wyjdzie. Ciężko mi się skupić w tej graciarni, a nie mam już siły na walkę z rodzicami. Co mogę jeszcze zrobić?
Odkąd skończyłam mniej więcej 20 lat zrobiłam się nienormalnie płaczliwa. Ogólnie jestem upartą, zawziętą babką, która stara sobie zawsze poradzić sama i generalnie "ogarniać" życie. Nie wiem skąd się wzięła nagle taka wrażliwość.
Płacz na filmach - norma. Kiedy czytam/oglądam/słucham o tym, jak ktoś bardzo jest zainspirowany jakąś ideą, albo jak jest zaangażowany w jakiś aktywizm - również płaczę. Ktoś robi heroiczne rzeczy lub głosi zacne idee - płaczę. Prowadzący warsztatów opowiada jakie są wspaniałe sposoby na życie bardziej przyjazne środowisku - odwracam wzrok, bo łzy mi się cisną do oczu. Rozmawiam z kimś, albo opowiadam o jakiejś sytuacji - i nagle głos mi grzęźnie i łapie dziwne fluktuacje, bo znowu zbiera mi się na mega wzruszenie zupełnie z .upy. To jest tak frustrujące!
Płaczę nawet przy ideach, którymi normalnie gardzę, wystarczy, że będzie to pokazane w odpowiedni sposób. Nie mogę znaleźć żadnych informacji w necie na temat takich ekstremalnych i durnych reakcji Wydaje mi się, że jestem jedynym takim świrem na świecie. Żenua…
Byłam u endokrynologa na badaniu tarczycy i zaczepiłam go pytaniem co zrobić z nadmierną wrażliwością, to się śmiał ze mnie i mówił, że to urocze...
Nie umiem "napić się" wody.
Chodzi po prostu o to, że zwykła woda nie zaspokaja mojego pragnienia. Dla przykładu - wezmę dwa duże łyki soku/mrożonej herbaty/jakiegoś smakowego tworu to już mi się, że tak powiem nie chce więcej. Czuję, że wypiłam tyle, by no, nie chciało mi się już pić. Tymczasem z wodą to mogę pić niewyobrażalne ilości i dalej czuję się nienapita. Moim rekordem były 2 i pół butelki (1,5l), kiedy chciałam właśnie sprawdzić czy moje pragnienie ma koniec. Podczas picia miałam tylko kilkusekundowe przerwy i jedną na kibelek. Po tej ilości dalej czułam, że chce jeszcze pić.
No oczywiście byłam z tym u lekarza - jestem zdrowa. Badania w kierunku cukrzycy, tarczycy, trochę myślenia również w kierunku np. boreliozy (bo czasami daje dziwne objawy), skan całego ciała rezonansem i nic.
Próbowałam też różnych wód - mineralne, kranowa, źródlana, filtrowana - nie ma zupełnie różnicy.
Staram się nie pić samych napoi z dodatkami, ale to trochę trudne jak pragnienie jak było tak jest. Nie wiem skąd u mnie taka przypadłość, w rodzinie nikt podobnie nie ma.
Może nie historia o kupie, ale chciałam się podzielić dosyć niecodziennym problemem.
2 tygodnie temu zostałem szczęśliwym posiadaczem konsoli do gier. Sprzedawał mi ją bardzo miły pan Józef (imię zmienione specjalnie).
Jestem klientem tamtego sklepu dość często, dlatego on i ja dobrze wiemy jak wyglądamy z twarzy.
Pewnego nudniejszego wieczoru postanowiłem zasiąść przed komputerem na stronie, gdzie rozmawia się z nieznajomymi poprzez kamerę.
Po dobrze spędzonej godzinie na portalu natrafiłem na znajomą twarz, a żeby tylko twarz. Moim oczom ukazał się pan Józef, goły od pasa w dół ze swoim przyrodzeniem na wierzchu wykonując repetytywny ruch zwrotno-posuwisty góra dół.
Nie wiem co było straszniejsze, to że mnie poznał i nie przestał robić co robił, czy to, że już nigdy nie kupię w tym sklepie RTV ani jednej rzeczy, ponieważ troche strach go znowu zobaczyć na żywo. A mieli bardzo fajne promocje...
Mając 14 lat, byłem na imprezie u znajomych. Była tam też dziewczyna, w której się kochałem, jak się okazało z wzajemnością. Gdy ona trochę wypiła, powiedziała mi, żebym poszedł z nią do łóżka. Podekscytowany poszedłem za nią, weszliśmy pod kołdrę, wzięła moją rękę i zaczęła kierować w różne zakamarki swojego ciała. Po chwili, że tak to ujmę, macania, zasnąłem.
Tak oto mając 14 lat przespałem się z dziewczyną i przez kolejne 3 lata myślałem, że właśnie tak działa sypianie z kimś.
Kupiłam sobie niedawno kulki gejszy, ot tak, do noszenia, a nuż mięśnie Kegla będą sprawniejsze. Kulki są z silikonu, mają też silikonowy sznureczek, a właściwie pętelkę, za którą się ciągnie, żeby kulki wyciągnąć.
I właśnie przy tej pętelce spędzam najwięcej czasu przy myciu kulek, gdyż... idealnie dmucha się z niej bańki mydlane.
Cóż, chciałam jak dorosła zająć się swoim zdrowiem intymnym, ale jak widać dziecior wciąż we mnie siedzi :)
Jestem dziwnym przypadkiem. Z jednej strony jestem w miarę pewną siebie i sympatyczną osobą. Z drugiej - nie umiem budować relacji z ludźmi. Co prawda rozmawiam czasem z ludźmi na uczelni, dogaduję się z klientami. Nie posiadam natomiast żadnych przyjaciół czy nawet znajomych. Nikogo, z kim mogłabym spędzić czas, iść na zakupy czy na imprezę.
Poza jedną osobą.
Ze swoim partnerem jestem już 2 lata. Przez ten czas regularnie udaję, że wychodzę z domu na jakąś imprezę czy do kina "ze znajomymi". Przez te kilka godzin jeżdżę bez celu po mieście i czuję pustkę. Tak bardzo mi wstyd...
Obecnie mogłabym bez problemu wynająć kawalerkę. Mimo to nie zamierzam wyprowadzić się z mieszkania, które dzielę z paroma osobami. To całkiem przypadkowi współlokatorzy, z resztą czasem ktoś się wyprowadzi, na jego miejsce przychodzi inna osoba i tak dalej.
Dla mnie są absolutnie niezbędni do życia, chociaż niewiele nas łączy. Jestem tragicznie leniwa i kiedy czasem zostaję sama nie potrafię się wziąć absolutnie za nic. Obecność innych osób, chociażby za ścianą pokoju przypomina mi, że jednak nie można dzień za dniem gnić leżąc na łóżku i oglądać seriali.
Nie mam bliższej rodziny, a znajomi ograniczają się do jednej przyjaciółki, która w dodatku bardzo nie lubi być dotykana. O przytulaniu nie wspomnę. Szanuję to i mimo że jesteśmy blisko psychicznie, to nigdy fizycznie.
Pracuję w hurtowni, zbieram zamówienia i kiedy mam na liście paczkę papieru toaletowego, to zostawiam mój wózek gdzieś dalej i niosę go w rękach, praktycznie go przytulając. Czuję jaki jest miękki i jak bardzo brakuje mi bliskości.
Jeszcze żaden współpracownik mnie nie przyłapał na molestowaniu papieru. Jeszcze.
Wracałam z chłopakiem samochodem z zakupów. Przy wyjeździe z parkingu zatrzymałam się, żeby móc wjechać z drogi podporządkowanej na drogę wyjazdową. W samochodzie okna były otwarte do poniżej połowy (istotne dla sytuacji). Czekam, aż mogę wyjechać, a tu z mojej strony leci ptak i...
...trafił kupą idealnie w moje czoło.
Nigdy bym nie pomyślała, że taka sytuacja może mieć miejsce, a tu o. I chyba przez jakiś czas będę unikać otwierania okien...
Dodaj anonimowe wyznanie