#ml9Q9

Dziś przyciąłem moje włosy w nosie, usunąłem garść kłaków wyrastających z uszu oraz ogoliłem moje stopy, których poziom zarostu porównywalny jest do tego, którym mogli pochwalić się pieprzeni hobbici. Na koniec wyskubałem sobie kępkę szczeciny łączącej moje dwie, krzaczaste brwi. Spojrzałem z zadowoleniem w lustro. Wyglądałbym pewnie niczym młody bóg, gdybym miał brodę. Ale niestety jej nie mam, bo mi nie rośnie...

#p2MPv

Mieszkam z dziewczyną. Mamy kota i psa o imieniu Benek. Średnio się lubią, kot ciągle dokucza psu. Któregoś razu obudziłem się w nocy i strasznie chciało mi się pić. Poszedłem do kuchni i wzięło mnie na heheszki. Mamy na lodówce notatnik promocyjny. Wziąłem długopis i bardzo nieskładnie i koślawo napisałem na kartce:

Drodzu ludzia, kochaciu kota bardzie niz ja odchodzu żegnajci Benek

Wróciłem do sypialni, obudziłem dziewczynę i mówię jej: "Zszedłem na dół napić się wody i znalazłem przy lodówce kartkę od Benka, on chyba uciekł" i podałem jej kartkę.

Myślałem, że zacznie się śmiać, ale ona w półśnie zaczęła ją czytać, a później wybuchła takim płaczem, jakiego nigdy nie widziałem. Beczała jak dziecko. Osłupiałem i zacząłem ją zapewniać, że to tylko żart. Była ostro wkurzona. Położyliśmy się spać, a ja nie mogłem opanować śmiechu. Udało mi się nie wydawać z siebie żadnego odgłosu, ale znacie to uczucie, gdy próbujecie powstrzymać się od śmiechu? Tak, leżałem obok niej i trząsłem się próbując się powstrzymać, a ze mną całe łóżko, przez jakieś pół godziny...

#Sr390

Dawno, dawno temu, mojemu dziadkowi dość mocno spadło ciśnienie. Wezwano pogotowie, ale okazało się, że lekarz nie może podać dziadkowi leków na podwyższenie ciśnienia, bo razem z innymi lekami, które dziadek brał, mogłoby to go zabić.
Chwila konsternacji, po czym lekarz mówi:
- To ja już się będę zbierał, i tak panu nie pomogę, a pewnie są jakieś pilniejsze przypadki.
Oczywiście blefował, ale dziadek tak się tym zdenerwował, że ciśnienie się mu podniosło i wróciło do normy.

Tak że tego, kiedy coś wydaje się głupie, ale działa, to nie jest głupie, czy jak to tam szło :D

#Tw0n8

Długie miesiące katorżniczych ćwiczeń, rygorystyczna dieta, odżywki, masaże, joga. Do tego codzienne wstawanie o piątej rano, aby przed pracą przebiec 8 km. Wszystko to po to, aby spodobać się chłopakowi, który co roku przyjeżdża na wakacje w to samo miejsce, co ja. Moja przemiana była ogromna. Zrzuciłam 15 kg! Jak mnie zobaczył, to zmrużył oczy, coś w głowie przeprocesował, a następnie z radosnym uśmiechem krzyknął: „Ania! Zmieniłaś fryzurę?”.
Nie to jednak mnie załamało. Otóż miłość mojego życia przyjechała na urlop z dziewczyną. Żeby tego było mało, to okazało się, że jego wybranka jest o 20 kg cięższa niż ja przed tym, jak zabrałam się za odchudzanie!

#pi1Up

Pracowałam za granicą w modnym barze. Drogie alkohole, bogaci klienci, takie klimaty. Mieliśmy takiego ciekawego, stałego klienta. Miał ok. 27-30 lat, świetnie ubrany, przystojny. Przychodził regularnie, czasami raz w miesiącu, czasami raz na dwa. Siadał zwykle przy tym samym stoliku przy oknie i zamawiał dwie szklanki whiskey. Siedział tak sam jakiś czas, patrzył przez okno, nawet telefonu nie wyciągał. Jedną whiskey wypijał, drugą zostawiał nietkniętą i wychodził.

Na zapleczu zagadałam na jego temat do koleżanki (też z Polski) co to za typ i czemu tak robi. Wyjaśniła ze śmiechem, że "jakaś fanaberia, problemy bogatych dzieciaków", no i "kto bogatemu zabroni". W sumie też mnie to trochę rozbawiło.

Jakiś czas później od barmana, który pracuje w tym lokalu od lat, dowiedziałam się jednak, że kiedyś ten facet przychodził tu z bratem. Brat zginął dwa lata temu w wypadku i od tamtego czasu gość przychodzi sam go powspominać. Zamawia jeden drink dla siebie, drugi dla brata...

#US5xk

Od 4 roku życia mieszkam z dziadkami. Mój młodszy brat miał wtedy 2 lata. Teraz oboje już studiujemy. Każdy od zawsze myśli: biedne dzieci, zapewne umarli im rodzice, albo źle się powodziło, więc na pewno wyjechali do pracy za granicę, żeby zapewnić dzieciom dobry byt. Nic bardziej mylnego.

Urodziłam się, jak rodzice mieli 20 lat - niby nie tak wcześnie, ale też nie tak późno. Nie byli na to przygotowani. Potem urodził się mój brat, a oni chwilę później się rozwiedli. Sąd orzekł miejsce zamieszkania dzieci przy ojcu. Mieszkaliśmy u dziadków najpierw razem z ojcem, później ojciec poznał kobietę i zamieszkali we dwójkę w jego mieszkaniu. Mama też kogoś miała.

Najpierw było fajnie: co drugi weekend rodzice zabierali nas do kina, na lody, do parku, zoo, cyrku, na wakacje za granicę. Jednak nie było ich przy nas na co dzień, pieczę nad nami sprawowała babcia. Ojciec pojawiał się co jakiś czas, żeby sprawdzić nasze lekcje - jak w zeszycie było chociaż jedno skreślenie, to musiałam przepisywać wszystko od nowa. Tak samo z grą na skrzypcach: jako 7-latka grałam tak długo, aż zagrałam wszystkie piosenki bezbłędnie, czasem zajmowało to 3h (teraz już nie gram na skrzypcach, nie znoszę tego...).

W międzyczasie mamie urodziła się córka - młodsza ode mnie o 10 lat. Dwa lata później ojcu urodził się syn. W tym czasie razem z bratem byliśmy już coraz starsi - woleliśmy wyjechać na kolonie, w weekend iść do koleżanki, zamiast spędzać czas z rodzicami. Nasze kontakty stały się coraz rzadsze.

Na chwilę obecną ojca nie widziałam już rok, z matką miałam kontakt 1,5 miesiąca temu, jak miałam problemy z ubezpieczeniem zdrowotnym. Miała oddzwonić. Nie oddzwoniła do tego czasu.

Nie jestem w stanie zrozumieć ich postępowania. Sama nie mam dzieci, jednak nie wyobrażam sobie zostawić ich tak po prostu i założyć inną, nową, szczęśliwą rodzinę. Nawet nie dokładają się dziadkom do naszego utrzymania, mimo że w tym roku przechodzą na emeryturę. Oboje rodzice mają wykształcenie wyższe, własne mieszkania, całkiem nieźle zarabiają, jednak pozbyli się dwóch małych problemów: 4-letniej córki i 2-letniego syna.

Jesteśmy bardzo wdzięczni dziadkom za wychowywanie nas. To oni pomagali nam odrabiać lekcje, oni wiedzą, co lubimy jeść, jaki jest nas ulubiony kolor, znają naszych przyjaciół, widzieli nasze uśmiechy i łzy, chodzili na wywiadówki, byli przy nas podczas pierwszych rozterek miłosnych, to oni przywozili nas pijanych z imprez, oni piorą nam gacie. To oni w wieku 40 lat poświęcili swoją drugą młodość, by znów wejść w pieluchy. To dziadkowie odbierają sobie wszystko, żeby tylko było nam dobrze. To ich traktujemy jak prawdziwych rodziców.

#BmZuI

Mam 19 lat, a mój brat 24. Jesteśmy bardzo zgranym rodzeństwem i zawsze sobie pomagamy.

Kiedy miałam 10 lat, a mój brat 15, zawsze chętnie zabierał mnie na spacery czy na plac zabaw. Rodzice byli bardzo dumni z tego, że ich starszy syn tak bardzo kocha swoją małą siostrę. Ale nie wiedzieli o jednym. Że kiedy wychodziliśmy z domu, mój brat zakładał mi różową kokardkę, trzymał mnie za rękę i kiedy szła ładna dziewczyna, wywracałam się, płakałam, a on mnie przytulał, dawał buziaka w czoło. Za każdą taką akcję dostawałam złotówkę, a jak dziewczyna podchodziła i pytała, czy wszystko dobrze itp., dostawałam 2 zł. A jak udało mu się ją zapoznać - 5 zł.

Rodzice do dzisiaj opowiadają wszystkim o ich synu, który był bardzo troskliwym, kochającym, starszym bratem, który poświęcał swój wolny czas dla siostry.

#WytsE

Jako dziecko często chorowałam, a nawet bardzo często. Mogłam leżeć w szpitalu tygodniami, dlatego też nieraz zawierałam tam przyjaźnie, niektóre z nich zresztą trwają do dziś... Ale od początku.

Historia miała miejsce w jednym z warszawskich szpitali. Z powodu przeludnienia zostałam przeniesiona z mojego oddziału dziewczęcego do oddziału chłopięcego. Trafiłam do niewielkiej sali, na której znajdywały się tylko 4 łóżka. Dzieliłam więc pokój z 3 chłopakami, w wieku podobnym do mojego. Jako dzieci lubiliśmy rozrabiać, więc o ile nie byliśmy akurat podłączeni do kroplówki uciekaliśmy z pokoju, aby bawić się na korytarzu. Oczywiście zawsze nam się później obrywało od rodziców. Znaczy, wszystkim, poza jednym chłopakiem. Nazwijmy go Łukasz. Do niego nigdy nie przychodzili rodzice. Zawsze siedział sam. Choć był ode mnie starszy o 4 lata, nieraz zdarzało mu się moczyć do łóżka. Więc gdy odwiedzała mnie mama, opowiadałam jej o wszystkim, co się działo, o chłopcu również.

Sama byłam 5-, 6-letnim dzieckiem i nie rozumiałam, dlaczego sprawa u niego tak wygląda. Moja mama zaniepokoiła się daną sytuacją i gdy następnego razu mnie odwiedziła, przyniosła ze sobą też jakieś ciastka i owoce dla chłopca. Zaczęła z nim rozmawiać, a jako psycholog potrafiła do niego dotrzeć. Łukasz otworzył się i zaczął opowiadać o swojej rodzinie. Okazało się, że jego mama zmarła na nowotwór. Ojciec był w stanie umierającym. Miał poza tym 7 rodzeństwa, z czego najstarsza dwójka miała już dzieci. Jednakże nikt z nich nie miał pracy i wszyscy razem zamieszkiwali mały, trzypokojowy domek, choć lepianka byłaby lepszym określeniem.

Mojej mamie zrobiło się Łukasza bardzo żal. Pamiętam, że gdy wyszłam ze szpitala, to dalej czasem go z mamą odwiedzałyśmy.
Gdy w końcu wyszedł, mama zabrała go z nami na wyjazd w góry. Niezwykłe było to, jak niewiele potrzebował, aby być szczęśliwym. Był za wszystko bardzo wdzięczny. Niestety niedługo po tym wydarzeniu zmarł też jego ojciec. Jego rodzinie było bardzo ciężko, a moja mama co roku ich odwiedzała w święta, przynosząc prezenty i słodycze dla najmłodszych i pomagając starszym w utrzymaniu domu.

Teraz Łukasz jest już pełnoletni i pracujący. Kilka dni temu odwiedził nasz dom z bukietem kwiatów dla mojej mamy. Podziękował za wszystko i obiecał postarać się spłacić dług, jaki ma u mojej mamy. Ta tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że to tak jakby oczekiwała zapłaty od syna.

Jestem dumna z mojej mamy i dumna z Łukasza. W świecie, gdzie głównie słyszy się o złych wydarzeniach uważam, że należy pamiętać o tym, że to od nas zależy, ile dobrego znajdziemy wokół siebie. Moja mama zaszczepiła we mnie chęć pomagania. Teraz również spędzam sporo czasu w szpitalach, ale już nie pacjent. Jako wolontariuszka i w przyszłości, mam nadzieję, jako lekarz.

#BOdFI

Chciałabym zacząć od tego, że mam 24 lata i od ponad 3 lat choruję na raka (nowotwór złośliwy). Po tylu leczeniach chemią, autoprzeszczepie i radioterapii, udało się i od 3 miesięcy wiem, że choroba ustąpiła.

A teraz do sedna sprawy.
Chciałabym podziękować każdemu, kto oddaje krew. To uratowało mi życie, bo dostałam od was jej sporo ;-)
DZIĘKUJĘ WAM SERDECZNIE!

I zachęcam wszystkich, którzy mogą, żeby oddawali krew, a także byli dawcami szpiku. Taki przeszczep wielu osobom z podobnymi chorobami bardzo pomaga.

A ja cieszę się każdą minutą życia, spędzoną z moim kochanym 4-letnim dzieckiem. ;*

#fWGNT

O tym jak karma wraca.

Kilka lat temu wychodząc z sali na moim wydziale znalazłam na korytarzu banknot stuzłotowy. Nikogo nie było w pobliżu. Stwierdziłam, że nawet gdybym zaczęła pytać po ludziach, to prawdopodobnie każdy by się z chęcią przyznał do zguby. Schowałam więc pieniądze do portfela.

Kilkanaście minut później udałam się do wydziałowego sklepiku z materiałami (wydział artystyczny). Przede mną w kolejce była jedna dziewczyna. Jakież było moje zdziwienie kiedy zaczęła żalić się sprzedawczyni, że zgubiła 100 zł. Nie było opcji żeby wiedziała, że to ja je mam, ponieważ nikomu o znalezisku nie mówiłam. Oddałam jej te pieniądze, byłam pewna, że należały do niej. W życiu nie widziałam tyle szczęścia w oczach człowieka, dziewczyna nie przestawała mi dziękować.

O sprawie zapomniałam aż do niedawna.

Potrzebowałam gotówki, udałam się więc do bankomatu w centrum handlowym, by wypłacić pieniądze. Następnie poszłam do sklepu. Kiedy stałam w kolejce coś mnie tknęło i zajrzałam do portfela - a tam pusto. Zapomniałam zabrać pieniędzy, zostały w bankomacie! Pognałam z powrotem do maszyny, z niewielką nadzieją. Oczywiście kasy ani śladu. Stoję wyklinając na samą siebie, gdy nagle ktoś puka mnie w ramię. Odwracam się, a tam dziewczyna mówi, że była za mną, widziała, że kasę zostawiłam, wzięła ją i czekała w razie gdybym wróciła. Mało się nie popłakałam z radości, dziewczynę prawie uściskałam i serdecznie podziękowałam.

Wtedy przypomniała mi się sytuacja, którą opisałam na początku. Uczciwość popłaca! :)
Dodaj anonimowe wyznanie