#fx5R1
Minęło 14 lat, teraz jestem już dorosła. Podczas remontu znalazłam w jednej ze ścian ukryte drzwi. Od rodziców dowiedziałam się, że to wejście na strych, na który z jakiegoś powodu zdecydowano się nigdy nie wchodzić. Ale ciekawska ja musiałam wejść i zobaczyć, co tam jest, więc z trudem wdrapałam się po bardzo stromych schodach na samą górę. Strych nadawał się do kręcenia horrorów – duży, ciemny, zakurzony, pełno pajęczyn i pudeł ze starociami i śmieciami. Kiedy tak sobie szperałam, to znalazłam... zmumifikowane ciało mojego kota. I kilka innych. Poznałam go po charakterystycznym umaszczeniu. Rozpoznałam jeszcze swoje dwa inne kotki, które też mi kiedyś zniknęły. Nie wiem jak one się tam dostały, ale jeśli mój obecny kot zaginie, to przynajmniej teraz wiem, gdzie go szukać.
Koty szukają sobie schronienia, żeby umrzeć. One mogły tam przyjść specjalnie, schować się i czekać na swój koniec.
Tak, dokładnie, skoro weszły to też by wyszły, gdyby chciały,albo byłoby słychać jak miałczy.
Wyznanie na podstawie opowiadań Alana Edgara Poe. U nas nikt by się nie zdecydował na zamurowanie drzwi na strych bo co w razie pożaru pod waszą nieobecność albo awarii elektrycznej? Zresztą nie potrzeba takich horrorów , wystarczy że dach by zaczął przeciekać.
Autorka pisze o "ukrytych" drzwiach, a nie zamurowanych. Może drzwi były zastawione jakąś szafą, może były zasłonięte tapetą (taki przypadek też kiedyś widziałem)?