#e3W7l

Pewnego dnia, jadąc z rodzinką do kochanej babci, tata zatrzymał się na pewnym skrzyżowaniu. Wiadomo, czerwone światło, piesi przechodzą na drugą stronę ulicy z chodnika na drugi chodnik. Czekamy sobie spokojnie, gdy nagle... typek siada nam na masce samochodu. Po prostu. Kładzie swoje cztery litery na naszej masce, a jego głowa pokryta ciemnymi, gęstymi loczkami leży na przedniej szybie. Po króciutkiej chwili chłopak się podnosi i odchodzi sobie, jak gdyby nic się nie wydarzyło, i dołącza do swojej babci z mamusią.
Wszyscy oszołomieni, nikt nie wie, co tu się, do świętej Maryjki, właśnie wydarzyło.
Tata zjeżdża w boczną uliczkę, wysiada i leci szukać typa.
Później przyjechała policja, ciężko było im uwierzyć w zaistniałą sytuację, ale że chłopak należał do grubszych osób, w masce zostało wgłębienie (ledwo widoczne, ale jednak) w kształcie jego zadka i dwóch kończyn.
Do dzisiaj nie wiem, co on sobie wtedy wymyślił w tej łepetynie.
Livarot Odpowiedz

A nie był to chłopiec z zespołem Downa? Oni często mają znaczną nadwagę i lubią się w ten sposób zaprzyjaźniać.

anonimowe6692 Odpowiedz

Pewnie tik toker

Dodaj anonimowe wyznanie