#dOOWt
Nie wiem właściwie jak to się zaczęło. Ale ja po prostu nie lubię żyć. Wiem, że jest ze mną coś nie tak, że życie jest piękne i powinnam być szczęśliwa, bo jestem sprawna i w miarę zdrowa... ale nie potrafię.
Dla mnie życie to udręka. Jestem teraz na etapie rozpoczęcia studiów. Zrobiłam sobie rok przerwy po liceum. Mówili mi, że to średni pomysł, bo mi się nie będzie chciało po przerwie. Ale prawda jest taka, że mi się nigdy nie chciało. Szukanie studiów to udręka, aplikacja to tortura. Znalezienie pracy, mieszkania, czy choćby robienie jedzenia... Najzwyczajniej nie widzę w tym sensu. Mam też wrażenie, że zmarnowałam życie, mimo tak młodego wieku. Mogłam zrobić tyle rzeczy lepiej, a tymczasem ja wolę zostać w łóżku cały dzień i noc jeśli nie muszę nigdzie wychodzić, nic nie robiąc. Absolutnie nic.
Jestem już zmęczona moim trybem życia, spaniem cały dzień i noc oraz głodówką, i chętnie zamieniłabym w nim cokolwiek. Ale zawsze po przypływie motywacji jest moment, gdy cały bezsens wraca i po prostu siedzę na kanapie i patrzę w ścianę przez kilka godzin.
Brzmi jak depresja, marsz do lekarza.
Najlepsze rady tylko na anonimowych😂
Ojej. Genialna rada. Zapewne Autorka kompletnie na to nie wpadła.
Poroniec osoby chore często to wypierają. Niektórym rada na takiej głupiej stronie nic nie da, niektórym może pomóc
Mam dokładnie tak jak Autorka. Nie rozumiem, kogoś to przekonuje? 'MARSZ do lekarza'? Doskonale wiem, że taki zawód jak psycholog istnieje, ale co z tego? Każdy wie, że to proste nie jest i, że takie rady nic nie wnoszą.
Nie mówie że to proste. To, że na Ciebie coś nie działa nie znaczy, że na nikogo.
To troche jak w związku - niby facet "powinien" kupić badyla kobiecie (podnosi poziom szczęścia znacznej części pań ;) ), ale czasem o tym nie pomyśli. Po zobaczeniu reklamy kwiaciarni, niektórzy sobie przypomną, a niektórzy nie. Oczywiście ironizuje, a porównanie nie jest najmądrzejsze, ale mam nadzieje że rozumiesz o co mi chodzi
@FuckYourself To przykre, że niektórzy uważają, że problemy mogą mieć tylko starsi ludzie, a młodsi od nich g*wno o życiu i prawdziwych problemach wiedzą. Trzymam kciuki za Ciebie.
Cierpię na coś podobnego... 2,5 Roku temu przerwałam naukę w liceum, bo zostałam sama - fizycznie i psychicznie. Zostawiły mnie osoby, które były mi podporą i wydawało się, że zawsze nią będą... Nieważne. Od tamtej pory nie chodzę do szkoły, nie pracuję, zamknęłam się w domu, wychodzę z niego tylko wtedy kiedy muszę. Zdziczałam. Z tego wszystkiego straciłam zdolność komunikowania się z ludźmi twarzą w twarz. Z ludźmi w internecie też nie potrafię zbytnio rozmawiać, podtrzymywać rozmowy. Moja egzystencja sprowadza się do jedzenia, przesiadywania po nocach i przesypiania dni... Też jestem tym już cholernie zmęczona, przede wszystkim psychicznie. Chciałabym zacząć żyć, mam każdej nocy tysiące pomysłów na siebie, ale gdy nadchodzi dzień wiem, że są niemożliwe do zrealizowania. Nie ze mną, bo ja nic już nie potrafię. Jestem "wyprana" ze wszystkiego. Zresztą... Boję się wychodzić do ludzi, bo się wstydzę... Wstydzę się tego, że mam 20 lat i brak szkoły oraz wiedzy, którą posiadają moi rówieśnicy. Wstydzę się, że nie umiem funkcjonować wśród ludzi. Że gdy próbuję z kimś porozmawiać, to nagle plącze mi się język czy po prostu zupełnie nie wiem co mam odpowiedzieć. Wstydzę się, że przez te 2,5 roku tyle mnie ominęło. Że znajomi pokończyli szkoły, studiują, pracują, rozwijają się, zakładają rodziny - urządzają swoje życie, są już tak daleko, a ja stanęłam w miejscu na życiowym starcie przez swoją naiwność i nie potrafię stąd ruszyć. Wstydzę się siebie.
Przepraszam, może to i niestosowne pytanie odnośnie Twoich problemów, ale normalnie zawsze mnie to zastanawia przy tego typu przypadlach, a nóż mi odpowiesz. Skoro nie masz pracy, nie wychodzisz z domu za bardzo i ogólnie wszystko to co opisałaś, to w takim razie skąd masz pieniądze na jedzenie i ogólnie na podstawowe życie? Chyba że Ci rodzice jeszcze dają.. Ale zgadzają się na taki układ?
Wstyd jest silny, nie przeczę, ale jak długo zamierzasz się wstydzić? Z każdym kolejnym dniem omija Cię coraz więcej i więcej, życie upływa, a samo się nic nie zmieni. To Ty musisz podjąć ten pierwszy krok, choćby miał być bardzo mały i wydawać się nieznaczącym, i uwierzyć, że potrafisz, zamiast ciągle sobie powtarzać, że coś jest niemożliwe. Wiem, że trudno jest się przełamać, ale warto spróbować tam, gdzie nikogo się nie zna i można mieć zwyczajnie wywalone na ich opinię o Tobie, nawet nie muszą wiedzieć, ile masz lat. Skupić się na tym, co Ty chcesz osiągnąć. Nie warto zamykać się w klatce przez wstyd. Ludzie to tylko ludzie. Nie należy się przejmować tymi, którym nie zależy na Tobie.
Koniec końców 2,5 to nie tak dużo - są osoby, które zaczynają studia i ich nie kończą, stwierdzając, że to nie to i próbują sił na innym kierunku, a niekoniecznie stwierdzają to po pierwszym semestrze lub roku; są osoby, które edukację skończyły na podstawówce i funkcjonują w społeczeństwie; i wreszcie są osoby, którym nawet po studiach brakuje elementarnej wiedzy - nasza wiedza nie zależy od wykształcenia, a od tego, czy chcemy się uczyć, w czym pomaga wrodzony potencjał.
Nie ma co czekać na "jutro" - to trochę jak z ludźmi, co chcą schudnąć. Albo zaczną ćwiczyć, choćby to miało być 15 minut na początek, albo wiecznie będą to odkładać w czasie i 20 lat później pewnie też nie będzie lepiej. Pamiętaj, że Twoje działania TERAZ wpłyną na PRZYSZŁOŚĆ. Więc jeśli źle się czujesz z tym, co zrobiłaś lub czego nie zrobiłaś w PRZESZŁOŚCI, to znajdź w sobie siłę, by coś zmienić. Nawet jeśli początkiem ma być położyć się i wstać godzinę wcześniej. Skoro w nocy przychodzą Ci do głowy pomysły - nie czekaj na kolejny dzień, spróbuj zacząć coś konstruktywnego jeszcze przed pójściem spać. Nawet te 15 minut dziennie zacznie po czasie dawać efekt, który sam w sobie zacznie być motywatorem.
Naia: Dziękuję. Poczułam się trochę lepiej, choć nie pisałaś/eś do mnie. Ciekawe tylko, na jak długo...
@dwadziesciasiedem
Myślałam nad dodaniem tego jako osobnego komentarza, ale ze względu na osobiste doświadczenia łatwiej było mi się odnieść do tego. Przez to, jaka byłam i jakie klasy miałam, zawsze uciekałam w książki lub gry i w internecie zawsze potrafiłam się bardziej otworzyć. Kiedy było ze mną źle, właśnie przez internet poznałam kogoś, kto pomógł mi inaczej spojrzeć na życie i zrozumieć, że to nieważne, co kto powie lub pomyśli, to ode mnie zależy, co zrobię ze swoim życiem, a nawet jak coś mi się nie uda, to przynajmniej będę mogła spojrzeć sobie w twarz i powiedzieć, że próbowałam, zamiast być zła na siebie i na starcie zrezygnować, bo 1000 różnych rzeczy może to zepsuć.
Nie potrafię powiedzieć, kiedy dokładnie to się zaczęło, ale poważny dół przyszedł ponad dwa lata temu, pomoc (bynajmniej nie psychologa, system wyparcia i poczucia, że to by jakoś uwłaczało mojej godności?) rok później. Dalej nie jest idealnie, zdarzają się okresy, że nie ma tygodnia bez płaczu, ale walczę i jest poprawa. Wsparcie bliskiej osoby dużo daje, choć parę razy byłam gotowa udać się do specjalisty. Znalazłam coś, co sprawia mi przyjemność - przy czym twórczość własna daje najwięcej satysfakcji, kiedy widzi się efekt czegoś, co się wykreowało samodzielnie - i dążę do tego, by móc to robić/używać i doskonalić pewne umiejętności. Skoro jestem na tym świecie, to dlaczego nie wykorzystać tego na coś, co da mi szczęście, zadowolenie, powód do dumy? Same poszukiwania mogą zająć dłuższy czas, mogą przynieść niejedno przygnębiające niepowodzenie, ale ważne jest też samo próbowanie i nie poddawanie się.
Doskonale rozumiem to uczucie... tez tak czadem czuje. Leze wtedy w lozku i ogladam caly dzien seriale, wmawiajac sobie, ze wszystko jest w porzadku, ze zycie mnie nie dotyczy, ze to tylko sen, ze to normalne, ze jest mi dobrze tak jak jest.
A kolejnego dnia odwrotnie, czuje, ze moge wszystko, bede kim chce, by potem znowu wpasc w dol.
Nie myśl proszę, że jesteś dziwna, że się nie nadajesz, że to nienormalny wyjątek. Przeżywałam to samo jeszcze 1,5 roku temu. Nie wstawałam z łóżka, nie myłam się, potrzeby fizjologiczne załatwiałam raz dziennie, co 2-3 dni zamawiałam pizzę online i prosiłam o zostawienie jej pod drzwiami. Nie chciałam kontaktu z nikim, bo brzydziłam się sobą, ale nic nie potrafiłam zmienić. Byłam śmierdzącym duchem. I kiedyś z dnia na dzień umówiłam się prywatnie do psychiatry. (polecam portal znanylekarz) siedziałam tam 2 godziny, bo tak płakałam, że nie mogłam prowadzić normalnej rozmowy. Dostałam leki. Teraz jestem szczęśliwa. Chce mi się biegać, pracować, tworzyć, żyć. Nadal biorę leki. 4 razy były zmieniane, w końcu mam te trafione. Do tego psycholog, też zmieniany kilka razy, bo musisz się czuć dobrze i ufać mu, wiedzieć, że rozumie. Depresja, fobia społeczna, stany lękowe. To wszystko wraca co jakiś czas ale mam siłę walczyć. Daję radę. Wiem, że leki będę brać jeszcze długo, ale co z tego? Chce mi się żyć. Pracuję, mam pieska, chłopaka, schudłam, studiuję, mam czas i siły. Dasz radę. Tylko proszę, pójdź do lekarza.
Mam tak samo. Właściwie od zawsze. Marzę o tym by moje życie po prostu się skończyło. Mam 18 lat kończę liceum i to jest jeszcze gorsze. Miałam nadzieję, że nie do żyję osiemnastu lat. A tu niespodzianka.
Też nie widzę sensu w swoim życiu. Niebawem kończę technikum, o ile skończę, bo nie sądzę, że zdam maturę. Przerasta mnie przyszłość, że będę zdana tylko na siebie, że trzeba zapie**alać, żeby jakoś przeżyć, żeby mieć gdzie mieszkać, co jeść, tyle się męczyć ze wszystkim, a na koniec i tak umrzesz
Podobnie
Czuję się jakbym czytała o sobie. Też zrobiłam rok przerwy po liceum, też siedzę w domu i wiem, że niedługo będę musiała zdecydować się na jakieś studia. Tak jak ty, nie widzę w tym sensu.
Nie musisz studiować, jeśli nie chcesz.
Chociaż możesz isc na studia.. ja oblałam matematyke. Nie jestem w stanie jej zdać, wierzcie mi. I nie pójdę na studia nigdy, a bardzo chciałam iść na asp. A niech to. 3 lata po maturze, a ja nadal marze o asp. Pozdrawiam.
No, jakoś nie potrafię uwierzyć, że (zakładam) zdrowa umysłowo osoba nie jest w stanie zdać matury z jednego przedmiotu na 30 procent. Zwłaszcza mając do dyspozycji trzy lata na poprawę i możliwość spełnienia tego swojego wielkiego marzenia.
Mam podobnie...
Depresja jak nic :(
Jeżeli nie było przyczyny jakiejś bardzo poważnej typu śmierć rodzica, dziecka, czy rodzeństwa, to marsz do psychologa i psychiatry.
Może po prostu masz zaburzoną produkcję jakichś neuroprzekaźników i przez jakiś czas dobrze podeprzeć się chemią. Tak samo jak w przypadku każdej innej choroby, czy uczulenia.
POWODZENIA! JESTEŚ WAŻNA!
Ktoś czeka właśnie na Ciebie, ktoś dla kogo będzie Ci się chciało wszystko :) Może po prostu jeszcze go nie poznałaś :)
Dziewczyno, biegiem do psychologa, a nie na anonimowe...