#cQytP
Firma, nazwijmy ją na potrzeby historii, Januszex. Poszukują osoby z językiem angielskim na poziomie minimum C1, super, składam. Jestem po anglistyce, a przez 3 lata pracowałam w innym zawodzie, który również wymagał ode mnie znajomości języka. Oddzwaniają i postaram się mniej więcej przytoczyć dialog:
Firma: Witam, dzwonię z firmy Januszex, przejrzeliśmy pani CV i jesteśmy zainteresowani pani kandydaturą. Czy ma pani jakieś doświadczenie na podobnym stanowisku?
Ta, przejrzeli CV...
Ja: Pracowałam na stanowisku X przez 3 lata, praca ta wymagała ode mnie znajomości języka na wysokim poziomie, dlatego uważam, że bez problemu poradzę sobie również w państwa firmie, jestem odpowiedzialna, dokładna, szybko się uczę i świetnie organizuję sobie pracę własną. Prawdopodobnie będę potrzebować tylko kilku tygodni, żeby połapać się w programach czy zasadach panujących w firmie (przy okazji w ogłoszeniu napisano, że nie trzeba mieć doświadczenia). Rozmowy telefoniczne w języku angielskim jak i korespondencja nie stanowią dla mnie żadnego problemu.
F: Czyli zna pani dobrze angielski, to świetnie! To teraz jeszcze zanim umówimy się na rozmowę muszę zapytać o pani oczekiwania finansowe?
J: (Nie pamiętam, ile wtedy wynosiła najniższa krajowa, to były czasy tuż po-covidowe, więc napiszę tak) Najniższa krajowa plus 300 zł brutto.
Aż słychać charakterystyczne westchnienie w słuchawce okazujące niesmak.
F: Wie pani, tak na początek, to my możemy zaoferować tylko najniższą krajową, nie ma pani żadnego doświadczenia.
J: Mam doświadczenie w nieco innej branży, to prawda, ale poszukują państwo osoby ze znajomością angielskiego na poziomie C1, jestem po odpowiednich studiach, mam papiery potwierdzające...(przerwano mi)
F: Proszę pani, angielski teraz to każdy zna.
J: Wymagają państwo języka na wysokim poziomie, osoby po szkole, o ile miały wysokie wyniki, znają ten język maksymalnie na poziomie B2. Nie uważam, żeby 300 zł brutto było wygórowanym wymaganiem za znajomość języka na poziomie C1, czyli zaawansowanym. Takim, jakiego państwo poszukują.
F: Obawiam się, że jednak ma pani nieco za wysokie wymagania dla naszej firmy. Do usłyszenia.
Nie wiem, mam za wysokie wymagania? To i tak mniej, niż miałam w poprzedniej pracy (zanim ktoś zacznie pytać, co z poprzednią pracą, nie chcę się za dużo rozpisywać, żeby nie stracić anonimowości, więc w skrócie – covid).
Z niektórymi firmami tak jest.
- wykształcenie wyższe branżowe
- ileś tam lat doświadczenia w pracy na podobnym stanowisku
- biegła znajomość min 2 języków obcych
- umiejętność obsługi specjalistycznych programów
Co oferują?
- umowa zlecenie
- minimalna krajowa
A potem dziwią się że jakoś nie ma chętnych.
Bo "ta dzisiejsza młodzież nie chce pracowac" XD
Całkowita zgoda, ale całe szczęście takich firm coraz mniej.
I będzie coraz mniej, bo młode pokolenie wysoko się ceni i nie podoba się mu kultura zapie*dolu, jaka przez wiele lat panowała w naszym kraju. Wielu patopracodawców nie może tego przeboleć.
Chyba raczej na odwrót. To młodzi zostaną bez pracy. A jelenie zawsze się znajdą, więc życzę powodzenia tym, którzy chcą zarabiać uj wie ile, a nie mają nawet nic konkretnego do zaoferowania.
@dewitalizacja, widać to po urzędach. Jak podczas rozmowy pada pytanie o zarobki i kandydat mówi swoją cenę, a komisja ma takie: "ale my możemy zaoferować co najwyżej 4000,00 zł brutto maksymalnie" (bez względu na stanowisko). I nagle okazuje się, że konkurs pozostaje bez rozstrzygnięcia, bo "żaden kandydat nie spełnił oczekiwań" - a to dotyczy jedynie kwestii zarobkowej, bo każda z tych osób miała i wiedzę merytoryczną, ale i odpowiedni staż pracy, przygotowanie.
Każdy człowiek chciałby godziwie zarabiać, aby się utrzymać, aby opłacić wszystkie rachunki, opłaty, za coś zjeść, ubrać się i żeby nie oglądał każdego grosza zanim go wyda. A później pracodawca się dziwi, że "taka praca jaka płaca", czyli pracownicy dają z siebie minimum, przychodzą do pracy punkt 8:00, a za drzwiami są już o 16:00, nie robią nadgodzin, nie podejmują się dodatkowych zadań.
Rynek pracy się zmienia: zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Podczas covidu faktycznie był w wielu branżach rynek pracownika, to on dyktował warunki, ale powoli wraca to do czasu, kiedy decyzyjnym jest pracodawca i to on sobie może przebierać i dyktować warunki.
@Schwarzmaler
Tylko dzięki takiemu podejściu nadal istnieją jeszcze Janusze biznesu. A gdy jeleni zabraknie, to wszystkie januszexy popadają, bo nie będzie komu pracować.
Do puki mamy w Polsce tzw. rynek pracy pracownika, to pracodawcy muszą ubiegać się o pracowników i zachęcać ich atrakcyjnymi warunkami pracy, inaczej będą musieli zatrudniać osoby bez odpowiednich kompetencji, czy doświadczenia, albo po prostu będą mieć braki etatowe.
Szacunek do siebie to nie są wysokie wymagania. Poświęciłaś czas na zdobycie wykształcenia i masz doświadczenie w podobnej branży, więc masz prawo oczekiwać pensji adekwatnej do swoich osiągnięć.
Mieszkasz w jakimś kijowym regionie xD U mnie na produkcji jako zwykły nikt dostalabyś więcej niż minimalna krajowa i przyjmują każdego, a wymagania są takie żeby tylko nie walił l4 i przychodził do pracy trzeźwy xD
Ale racja jest tutaj po Janusza stronie. Gdyby był to chociaż jakiś inny język albo wymagał znajomości dwóch / trzech, wtedy to może i mogłabyś mieć jakieś wymagania, a tak? Na samym angielskim nikt już za daleko nie zajedzie. Jak wspomniano, angielski zna dziś każdy. Podsumowując, nic szczególnego nie umiesz, a chcesz zarabiać więcej niż przeciętny Kowalski.
Jaki trzeba mieć syndrom sztokholmski, by dać się ruchać pracodawcom i najeżdżać na tych, co tego nie chcą?
Ja żadnego syndromu nie mam, rozumiem jednak, że jak już płacić to ZA COŚ, a tutaj nie widzę żadnych szczególnych kwalifikacji.
Poziom C1 to są szczególne kwalifikacje. To jest poziom native speakera.
Gdybyś mówił(a) po chińsku, islandzku czy węgiersku, to może i zrobiłoby to na kimś wrażenie, a angielskim można sobie w dzisiejszych czasach tyłek podetrzeć, jeśli nie masz żadnych innych umiejętności, które byłyby kluczowe w jakiejś konkretnej branży. Język to tu może być co najwyżej dodatkiem, nic poza tym. Nie widzę więc powodu, by ktoś po anglistyce żądał więcej niż najniższa krajowa.
Ale ten pracodawca nie potrzebował kogoś kto mówi po węgiersku, potrzebował kogoś kto mówi po angielsku. Jak tego potrzebuje to powinien też za to płacić.
To, że potrzebuję papieru do dupy, nie znaczy, że jestem od razu gotowy zapłacić za niego 200zł. Teraz rozumiesz?
Papier też nie był za darmo.
Minimalna, z założenia powinna być dla osób bez żadnych kwalifikacji i wykształcenia.
Czyli wszystko się zgadza. Gdyby autorka trafiła do kraju, gdzie każdy mówi po angielsku, to okazałoby się nagle, że niczego nie potrafi, a gada w tym języku każdy mieszkaniec i to od małego. Zostałby tylko zmywak albo inne sprzątanie za najniższą. Tak to wygląda. Nie powinna mieć żadnych wymagań.
@Schwarzmaler, żeby być na poziomie C1 w jakimkolwiek języku trzeba mówić i nie wolno bać się mówić. Musi być swoboda wypowiedzi (wręcz taka jaka jest w języku ojczystym). Nadal jesteśmy w Polsce, więc znajomość na tak wysokim poziomie któregokolwiek języka jest dodatkowym atutem, umiejętnością. Tym bardziej jeśli jest potwierdzona odpowiednimi dokumentami (zaświadczenia, certyfikaty), a nie wpisaniem do CV "znam język angielski na poziomie C1", a jak przychodzi co do czego to delikwent nie umie powiedzieć nawet "Proszę przesłać wszystkie niezbędne dokumenty na adres email".
Nadal tego nie pojmujesz?
Masz dodatkowe dokumenty w postaci certyfikatów, zaświadczeń, dyplomów (które oczywiście odpowiadają wymogom stawianym na danym stanowisku) - jesteś cenniejszym nabytkiem dla pracodawcy - a za te wszystkie umiejętności, doświadczenie, predyspozycje - pracodawca powinien je doceniać, dać podwyżkę, zaproponować taką stawkę, aby taki pracownik nie zaczął szukać innego miejsca, które mu zaoferuje wyższe wynagrodzenie.
Mam konkretne umiejętności potwierdzone dokumentami - mogę mieć swoje żądania, bo po coś robiłam te wszystkie kursy, szkolenia, kształciłam się dodatkowo.