#aXGCp
Otóż sąsiad zza ściany, kiedy wracał podpity z pracy i zapominał kluczy, wchodził przez okno do domu, wychodząc oknem z klatki schodowej. Parę razy robił tym wielki show, ponieważ naprzeciw była szkoła i dzieciaki miały niezły widok.
Sęk w tym, że któregoś razu nie udało mu się wejść przez okno i zawisł na parapecie. Niestety się puścił i zleciał... Niby nic, poza faktem, że mieszaliśmy na 4 piętrze. Więc jako 12-latka zobaczyłam wnętrze mojego sąsiada rozbryzgane na dwa metry od zwłok nieszczęśliwego wspinacza.
Mój dziadek ostatnio widział, jak jakiś człowiek spadł z 8 piętra.
Płakał kilka dni.
Może i widziałaś trupa sąsiada, jednak nie ma opcji, żeby był rozbryzgany na 2 metry. Ani nawet na kilka cm.
Upadek z wysokości powoduje złamania, urazy typu miażdżonego, obrażenia wewnętrzne - jednak siła nie jest na tyle duża by przerwać powłoki brzuszne (nie przy tej wysokości), Dodatkowo graniczną wysokością, gdzie zaczyna się przewaga przypadków śmiertelnych to 5 - 6 pietro.
W sytuacji gdy już dochodzi do tego, że siła uderzenia jest na tyle duża, by doszło do rozbryźnięcia się - to dotyczy to całego ciała - czyli nie tylko bebechy by były porozrzucane, ale tez fragmenty całej reszty. Żeby upadek z wysokości to spowodował - to nie będą to już dziesiątki metrów, a setki + zależność pod postacią wagi.
Żeby przy mniejszej wysokości doszło do wytrzewienia (przy czym chodzi tu o przerwaniu ciągłości powłok brzusznych - może co najwyżej coś wystawać, jednoczesnie nie gwarantując śmierci) konieczny by by do spełnienia warunek - jeden z dwóch:
1. Ladowanie na brzuchu - pęknięcie powłok z boku. A że siła została do samego pęknięcia zuzyta to ewentualne wnętrzności na zewnątrz po prostu by wystawały na zasadzie wypadnięcia.
2. w momencie zderzenia powłoki brzuszne były już uszkodzone
I jeszcze tak na koniec - średnia wysokośc mieszkania to około 2,5 metra - czyli czwarte piętro zazwyczaj mieści się na wysokości 13 metrów, biorąc pod uwage różne dodatki, typu podmurówka.
Zawisł na parapecie, więc jeszcze mniej metrów. Może nadział się na/rozpruł się o coś po drodze, np. wieszak na flagę? (Bloki z wielkiej płyty mają takie przy klatkach, puste rury do wetknięcia sztandaru).
To by tłumaczyło rozrzut szczątków
Ciekawostka - u kotów do któregośtam piętra jest niższa przeżywalność, potem wyższa, potem znowu niższa.
Dzieje się tak z tego powodu, że kot musi zdążyć obrócić się na 4 łapy.
Czwarte piętro - skakał z 12 metrów, to tego wstawiony więc powinien się rozluźnić. O ile nie upadł na beton lub nie złamał kręgosłupa, powinien był przeżyć i połamać obie nogi
Sorry, ale nie ma szans, żeby człowiek po upadku z takiej wysokości rozbryzgał się o podłoże jak placek. Co najwyżej rozwaliłby głowę, ale tylko tyle. Reszta to obrażenia wewnętrzne. Coś mi się nie chce wierzyć.
Trzeba wziąć też pod uwagę, że autorka była wtedy dzieckiem, a dzieci często zapamiętują rzeczy odrobinkę inaczej niż było rzeczywiście .
Smutne...
Niby nic? Serio? Nadal masz 12 lat, że nie umiesz poprawnie zastosować takich zwrotów? Bo na pewno nieadekwatnie do sytuacji
Jak byłam mała to widziałam kotki, które wypadły ze strychu domu piętrowego. Jednemu wyleciało oko, wszystkie przeżyły. Chodziłam wtedy do wczesnych klas podstawówki. Przez cały dzień nikt tym kotom nie pomógł. Nawet ich nie dobił. To było straszne, ciągle pamiętam widok.
Z takiej wysokości to może by sobie nogi połamał, jakie rozbryzgane wnętrzności? Za dużo filmów chyba ^^
Uroczo...
A wydawało się, że to będzie takie wesołe wyznanie