Studiowałem na kierunku z około setką ludzi (co roku ktoś odpadł, ktoś doszedł, ale zawsze było to ok. 90-110 osób) na jednym z lepszych polskich uniwersytetów. Byłem pewnym ewenementem, ponieważ udało mi się łączyć bardzo dobre oceny (przez trzy lata byłem najlepszym studentem na roku, później było gorzej, ale nadal byłem w pierwszej piątce) z imprezowaniem. I to dosyć poważnym imprezowaniem. Zdarzało się, że dwa-trzy razy w tygodniu budziłem się na kosmicznym kacu, a mimo to ruszałem przygotowany na zajęcia, byłem aktywny, zdawałem śpiewająco wszystkie wejściówki i kolokwia. Dwa razy poszedłem na egzamin jeszcze dosyć wstawiony (skończyliśmy imprezę ledwo 3-4 godziny przed nim). Otrzymywałem także wysokie stypendia naukowe i specjalne, które umożliwiały mi mniej lub bardziej poważne szastanie kasą. Moi kumple zawsze zachodzili w głowę, jak to możliwe? Przecież dzień wcześniej widzieli, jak mój organizm przyjmuje 5, 6 lub nawet 8 piw lub 0,5 l wódki, a co rano świeży, umyty, ogolony i dobrze ubrany stawiam się na zajęciach, radzę sobie ze wszystkim świetnie. Myślę, że po prostu miałem wielki talent do zdobywania wiedzy na tym konkretnie kierunku. Nie raz i nie dwa słyszałem, że ktoś chciałby móc tyle wypić i nadal zdobywać prawie same piątki.
Uczelnię opuściłem sześć lat temu po studiach magisterskich (miałem propozycję doktoratów od trzech profesorów, ale nie interesowały mnie one). Ostatnio spotkałem się z dwoma kumplami i jedną koleżanką ze studiów (z każdym z nich z osobna). Wszyscy oni wspominali mój wielki talent do łączenia skutecznej nauki z melanżami i pytali, czy dziś tak samo robię z pracą (nie, nie robię, bo to jednak coś innego, do tego człowiek już dorósł na dobre i jest poważniejszy). Mało tego - rok temu poznałem chłopaka, który był wówczas na ostatnim roku tego samego kierunki i na tej samej uczelni co ja. Ponoć do dziś studenci wspominają tam "tego X (tu moje imię, dosyć rzadkie), który kilka lat temu co dzień wieczorem chodził na bani, a mimo to miał świetne stopnie i skończył studia z wyróżnieniem" :D
Dodaj anonimowe wyznanie
Miał motywacje żeby się uczyć. Bez stupendium nie byłoby kasy na dalsze picie :D
Z ust mi to wyjąłeś :D
No, ale jak to robiłeś? :D
Pewnie jest bardzo inteligentny i interesowały go te studia. Życie nie jest sprawiedliwe, jednym wchodzi łatwiej, innym gorzej :p
,,Myślę, że po prostu miałem wielki talent do zdobywania wiedzy na tym konkretnie kierunku."
Jak jesteś w czymś zainteresowany, to podświadomie uczysz się, masz większą motywację, łatwiej wchodzi po prostu
Jak zwykle nie ma najważniejszej informacji.
A ja myślę że miał brata bliźniaka, który imprezował a on siedział wtedy w książkach! Haha :D
Jeden z ważniejszych ludzi dla Analizy Matematycznej (taka trochę matma na studiach, całki i tym podobne), ośmieliła bym się zaryzykować, że drugi, zaraz po twórcy tej dziedziny - polski matematyk, Banach - chodził cały czas napruty a twierdzenia udowadniał na imprezach.
ehh... przypomniało mi się, że powinnam się uczyć do kolokwium :/
Bonifacy to ty?
Amfa?
Kto tez myślał jakie to mogło być imię? ;D
"tego X (tu moje imię, dosyć rzadkie)".
Masz rację. Jesteś pierwszą osobą o imieniu X jaką poznałam! :D
I tak, zrozumiałam o co chodzi XD
Też mi sie wydawało że świetnie umiem połączyć naukę i imprezy. A jednak, wyjebali mnie
wyznanie jak dla mnie nie dokończone, bo nie napisałeś, jak to robiłeś
Właśnie zajebiście to robił