W mieszkaniu nade mną żyje niebezpieczny alkoholik. Boję się zapraszać kogoś, boję się wychodzić z domu. Boję wracać wieczorem od chłopaka i wchodzić do mieszkania. Ostatnio wołał mnie i mojego brata. Pukał do mieszkania. Ponoć wczoraj chodził po naszym balkonie. Maltretował swoich synów i chodził na dworze z maczetą. Policja zabrała go do jakiegoś ośrodka. Boję się, że wróci, wypuszczą go i co wtedy?
Rozmawialiśmy kiedyś z policją, bo zadzwonił do nich, że niby mój tata chce wysadzić coś gazem (zaspani otworzyliśmy drzwi). Policja powiedziała, że nic nie mogą zrobić, dopóki coś się nie stanie.
Wstydzę się, bo chciałabym, żeby umarł. Niech on zniknie.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nie dziwię Ci się, bo on już ma negatywny wpływ na Twoje życie i psychikę. Wstydzić to powinny się służby, które z założonymi rękami czekają na tragedię (co jest zresztą standardem).
A co niby mają zrobić? Zamknąć niewinnego człowieka, bo zdaniem sąsiadki jest podejrzany? Trzeba czekać na tragedię, inaczej się nie da. No chyba że chciałabyś powrotu do nie tak dawnych czasów, w których każdego można było zamknąć, bo według kogoś tam z jakiegoś powodu WYDAWAŁ SIĘ niebezpieczny. Fajna furtka do wszelkich nadużyć. 👍
@derty
Może w twojej okolicy łażenie z maczetą i maltretowanie dzieci jest normalne, ale normalni ludzie mają inne standardy. A jeżeli były podstawy do wsadzenia faceta do ośrodka zamkniętego, to znaczy, że policja powinna stale go monitorować, jeśli zostanie wypuszczony.
Każda tego typu osoba powinna być sprawdzana przez specjalistów. Nadużycia zawsze będą, są i teraz, od tego nigdy nie uciekniesz. A zobacz sobie, jak nieudolnie prowadzone są sprawy stalkerów, gdzie wcale nie ma mowy o "wydawaniu się", tylko są twarde dowody. Jest to absolutna żenada ze strony policji i prawa.
Wszędzie jest to na porządku dziennym, nie tylko w mojej okolicy. Nic więc dziwnego, że policja tak szybko nie reaguje. Dopóki nic się konkretnego nie stanie, mają związane ręce, to zrozumiałe.
A gdyby tak każdego zaraz za jakieś głupoty zamykali, to by im chyba miejsc zabrakło.
W którym kraju trzeciego świata mieszkasz że maczety i maltretowanie to norma? Pytam bo w Polsce jest to związane z najgorszą patologią.
Oh wait...
Zgłoś jako stalking albo nękanie, nagrywaj jak chodzi po Waszyn balkonie (to już będzie wtargnięcie) I kup gaz pieprzowy.
Jeśli kiedyś wróci, możesz zgłosić jego zachowanie do Ośrodka Pomocy Rodzinie. Nagrywaj go wtedy (dźwięk i obraz). Na bierność policji też są rady. Można napisać do wojewódzkiej, jeśli lokalna nic nie robi. Ostateczność to program telewizyjny. Możesz też pomyśleć o zmianie mieszkania. Tak nie można żyć. Życie jest tylko jedno i nie powinniśmy dać sobie go zatruć.
Jezeli zgłosicie ze facet krzyczał ze się zabije i połknął jakieś leki i potwierdzi to więcej niż jedna osoba to musza go zabrać do szpitala. Wypuszcza jak będzie miał zero. U mnie podziałało, facet jest już grzeczny, trzeźwiał bez kropli wody przywiązany pasami. Polecam, stestowane. Można powtarzać do bólu aż się przekręci na serce
Zgłoś że dokonał aborcji, to cały komisariat po niego przyjedzie
Dżizas... Normalnie bym się śmiał ale zważywszy że tak wygląda kobieca rzeczywistość w Polsce to jakoś tak mniej zabawnie...
Takich typów powinno się izolować bez żadnego ale
właśnie dla spokoju psychicznego zawsze będę miała dużego psa w domu.... od 5 roku życia mieszkałam z rottweilerami i zawsze czułam się bezpiecznie, aż do momentu "pójścia na swoje" , brak psa w domu, mąż w pracy i 2 miesięczne dziecko w domu i ktoś (podejrzany-kaptur zasłaniający twarz) walący w drzwi jakby się paliło.... nigdy tak się nie bałam, dlatego gdy dziecko podrosło załatwiłam sobie owczarka niemieckiego.... polecam każdemu taką decyzję: szczeka głośno i groźnie(gdy ktoś podejdzie za blisko drzwi) i odstrasza wielkością oraz "charakterystyką rasy" w końcu są wykorzystywane jako psy policyjne i tak są postrzegane a nie jak kochane przytulanki (którymi zazwyczaj są)
W bloku mojej babci mieszkał jeden taki. Wtedy każdy mówił, że alkoholik i psychol, teraz sobie myślę, że nieleczona schizofrenia czy coś. Facet trzymał swoje drzwi wejściowe zawsze uchylone i rzucał sie na ludzi przechodzących przez jego piętro. Za każdym razem jak musiałam iść do babci na obiad i widziałam te drzwi, to przebiegałam z prędkością światła. Raz go zamknęli na jakiś czas, potem wrócił jak gdyby nigdy nic.