#QtIhT
Jednego nie przewidziałem – w momencie kiedy zadałem jej najważniejsze pytanie, zdążyła wyszeptać „tak”, w jej oczach pojawiły się łzy i straciła przytomność. Zadzwoniłem na pogotowie, przyjechali bardzo szybko. Później pamiętam wszytko jak przez mgłę – droga do szpitala, czekanie z jej rodzicami na lekarza, nie wiedziałem co się dzieje, tak bardzo chciałem być przy niej i ja przytulić. W końcu lekarz powiadomił nas, że Ola miała w głowie tętniaka, który pękł.
Operacja się udała. Ola jest w śpiączce, codziennie przy niej czuwam i mam żal do siebie, że nie zareagowałem, kiedy mówiła, że cięgle boli ją głowa i kiedy było jej słabo. Nie przejmowałem się tym, a dziś modlę się do Boga, by otworzyła oczy i uśmiechnęła się do mnie jak zawsze. Jeśli ona z tego nie wyjdzie, moje życie straci cały sens.
Proszę was, kochani, nie lekceważcie nawracających bólów głowy, życie mamy tylko jedno, dbajmy o nie. Ja zrozumiałem to dopiero teraz, kiedy moja ukochana walczy o życie. Proszę was o trzymanie kciuków za Olę.
Tętniaki to w ogóle tykająca bomba zegarowa, a już w głowie to nie bardzo kto ma ochotę je operować, bo rokowania są takie średnio pomyślne. Nawet jakby wiedziała, to nie bardzo ktoś chciałby się tego podjąć.
Mój bliski znajomy, z pracy, dostał taki wyrok w wieku 51 lat.
Miał do wyboru - poddać się operacji (zero gwarancji, czy się uda) lub żyć "spokojnie" do oporu.
Wybrał to drugie.
Żył jeszcze niecałe dwa lata.