#PuyAd
Niecałe dwa lata po przeprowadzce urodziłam się ja, a potem rok po roku moja siostra i brat. I tu zaczyna się opowieść.
Ojciec pracował przez jakiś czas jako spawacz, ale szybko pracę rzucił. Bo ciężka, bo niewdzięczna i szkodliwa. Miał znaleźć coś innego, ale... zapachniały mu pieniądze. Pieniądze, które dostali od państwa jako bezrobotni i w dodatku rodzice trójki dzieci.
Tak oto zaczęło się życie na zasiłku. Rodzice stali się mistrzami w staraniu się o każdą zapomogę, jaką można było dostać. Do tego były paczki na święta, wyprawki, ubrania.
Żeby tego nie stracić, ojciec pracował w soboty parę godzin na magazynie. Tak kazali mu w urzędzie pracy (kwestia ubezpieczenia) ale nie mógł pracować więcej, niż ileś godzin w miesiącu (na pewno wiecie o czym mówię).
Matka nie pracowała nigdy, bo jak to tak, dom zaniedbać. Jest krawcową, ale zasłony kupowała w sklepie, a potargane ubrania cerowała sąsiadka 😂.
Po jakimś czasie ojciec zaczął pracować u sąsiada w warsztacie, oczywiście na czarno. Żyliśmy grubo ponad stan, rodzicom kasa rozchodziła się błyskawicznie.
Kiedy jechaliśmy do Polski, pakowali nam najlepsze ubrania i udawali przed rodziną bogatych. Stawiali wszystkim obiady, kupowali drogie prezenty. Tylko nam, swoim dzieciom, nie kupili nigdy niczego.
Po powrocie do domu każdy najbliższy miesiąc była bieda w domu, bo kasy brak. I tak sobie żyliśmy.
Obecnie jesteśmy dorośli i mieszkamy na swoim.
Dlaczego to wyznanie?
Ojciec za rok idzie na emeryturę. Wyliczyli mu równowartość jakichś 600 euro. Nie mają żadnych oszczędności, nie kupili mieszkania. Ojciec rzuca się jak chrząszcz w pudełku po domu i wyklina złodziejskie państwo. Matka albo płacze albo narzeka.
Prawdopodobnie będą musieli wrócić do Polski, bo łatwiej będzie przeżyć za te pieniądze. Jak to zrobią - nie wiem. Nie mają tam domu ani mieszkania. I co rodzina powie?
Historia bez morału.
No jak co? Teraz będą robić z siebie ofiary, że całe życie tak ciężko pracowali, a złodziejskie państwo daje im grosze na stare lata.
Jeśli się nie mylę, to 600 euro to ponad 2 tys zł. Więcej niż niejedna emerytura polska (nie twierdzę że to kokosy). Trochę to boli, ze za całe życie migania się, będą żyć i tak lepiej niż niejeden staruszek, który był np. nauczycielem lub sprzedawca.
Ale to na.dwie osoby , chyba że matce uda się naciągnąć państwo na emeryturę minimalną albo zasiłki z MOPSu.
@egzemita
Właśnie według tego co pisze autorka to matka była całe życie Hausfrau (pani domu, w Niemczech tak jest), więc powinna też coś móc wywalczyć. Tylko nie wiem dokładnie na jakiej zasadzie to polega, ale 3 dzieci to chyba wystarczająca ilość.
Pinki - tylko nie mają swojego mieszkania. Będą musieli coś wynająć. Nie wiem jak w innych miastach (zwłaszcza mniejszych), ale u mnie za najgorsze mieszkania biorą zwykle 1200 zł plus wszystkie opłaty.
@PrzezSamoH To chyba w dobrej lokalizacji Warszawy. Ja za kawalerkę(małą bo małą) na obrzeżach Krakowa płacę 1200zł już z opłatami za wodę czy prąd. Jeśli poszukają w jakimś małym mieście, to moze uda im się zmieścić w ok 1000zł.
Nauczyciele maja dobre emerytury. Mój dziadek i babcia byli nauczyciele maja prawie 5000 złotych łącznie
PinkiPig, czy Ty właśnie porównalaś/eś emerytury w dwóch różnych krajach? XD
@antarees.
"Prawdopodobnie będą musieli wrócić do Polski, bo łatwiej będzie przeżyć za te pieniądze."-nie, odniosłam się do tego zdania.
Matka jak zna niemiecki, to niech jak najszybciej idzie do pracy do opieki, albo do sprzątania. Jak się solidnie weźmie to w jakieś 3-5 lat może zarobić na małe mieszkanko w Polsce. Z kasą ojca, plus matka też coś powinna dostać, to powinni jakoś wyżyć. I to chyba też byłaby nawet najlepsza opcja i dla was, bo oni niestety mogą pozwać was o alimenty, a jednak łatwiej utrzymać staruszków w Polsce niż w Niemczech.
Zarobki w takiej pracy to maxymalnie 1500 euro/mc - nierealne odłożyć całość
Paella, zarobki zwykłej opiekunki bez wykształcenia wahają się od 1200-2200 euro, w zależności od umiejętności niemieckiego i prawa jazdy, oraz częściowo od stanu podopiecznego. Z dobrą znajomością języka dostanie co najmniej 1700 euro plus opłacone wyżywienie, zakwaterowanie i opłacony internet.
W zasadzie ojciec jak jest sprawny to też może iść do opieki. Opiekunowie są również bardzo potrzebni, a jest to robota którą każdy ogarnie.
Podajesz pomysł dla ludzi, którzy chcą pracować, ale autorka właśnie wyjaśniła, że im się po prostu nie chce. Poza tym do opieki w Niemczech są wymagania kursu, do tego szybko się pracę straci, jeśli pacjent się poskarży, a pielęgniarz zaniedba. Jest też dochodząca pomoc - zakupy, sprzątanie, obiad - można mieć kilka takich osób pod opieką (ok.400 Euro/mies). Wszystko to jest dla tych, którzy pracować chcą.
Powinien nic nie dostać, za to że nie pracował. Rozumiem zasiłek po stracie pracy, żeby mieć pieniądze i czas na poszukanie innej. Ale takie pasożyty, które całe życie żyły z m.in. moich podatków, powinny na starość zdychac pod mostem
Scheiße
To ja dopiszę morał: czasem karma do wałkoni wraca
Nie chcemy morałów.
Karma? Całe życie na utrzymaniu państwa i emerytura za nic? Gdzie tu karma?
To głupie, że ludzie za młodu nie zastanowią się czy wogóle dostaną jakąś emeryturę.
Moja matka z powodu choroby jest na rencie. W trakcie ciąży uaktywniła jej się cukrzyca. Miała pierwszą grupę przez jakieś 15 lat albo i więcej. Przez chyba pierwsze 10 nie mogła podjąć się pracy, bo straciłaby grupę inwalidzką. Teraz to pozmieniali, że chorzy mogą legalnie pracować, ale zanim to weszło to zawsze gdzieś się wciskała do pracy na czarno.
Ojciec kiedyś przez kilka lat miał firmę budowlaną. Jakoś tak się poukładało na rynku pracy, że łatwiej było mu zamknąć firmę i samemu się gdzieś zatrudnić. Nie pamiętam szczegółów, ani dlaczego tak zrobił, ale najczęściej też łapał się do pracy na budowie na czarno. I to na stanowisko "majstra".
Obecnie wymyślili, że będą tyrać na czarno dopóki będą mogli, bo matka jest przekonana, że nie zabiorą jej grupy inwalidzkiej.
Tylko, że już jest na 3 stopniu. A tu już łatwo o odebranie grupy. Miała przeszczep trzustki więc teoretycznie uporała się z nieuleczalną chorobą. A przeszczep nie kwalifikuje jej do najwyższego stopnia.
Powinna być na drugiej. I była, przez jeden dzień. Odwołała się do wyższej instancji i oni zrzucili ją jeszcze niżej.
Teraz, będąc po przeszczepie ma obniżoną odporność, ciało się gorzej goi... Generalnie coś tam się jej zrobiło w kolanie, do wyleczenia jedynie operacyjnie. Mogłaby dostać coś z ubezpieczenia, gdyby nie to, że musiałaby pobierać zasiłek rehabilitacyjny z ZUS-u. Tylko, że może pobierać tylko jedno świadczenie, a ma już rentę.
Łatwiej im się żyło gdy matka była chora.
Teraz z tym kolanem też już długo nie popracuje, bo ani nie postoi, ani nie posiedzi.
Niby nie był to ich wybór, chociaż, myślę, że ojciec gdyby tylko zechciał mógłby ich oboje wyciągnąć z tego. I w sumie to chciał zabrać ją do niemiec bo lepsze zarobki, lepsza gospodarka.
Ona uparta, nigdzie nie jedzie.
I co zrobisz, jak nic nie zrobisz. 🤷♀️
Moi rodzice całe zycie zapier*alają a emeryturę jak sobie obliczają to wychodzi 600 ZŁOTYCH POLSKICH PLNÓW takze jakos k*rwa twoim rodzicom nie współczuję :P
Mamy w PL też sporą grupę, od pokoleń żyjących z MOPSu. Dostają też niewielką emeryturę. Jak się okazuje - można żyć bez pracy, państwo (czyli inni pracujący podatnicy) zadba:)
Niestety to częsta przypadłość u Polaków. Przyjeżdzają do Polski i robią z siebie wielkich panów, szastają pieniędzmi na prawo i lewo a po powrocie do kraju, w którym pracują, jedzą zupki chińskie i mieszkają na kupę z obcymi ludźmi...tylko po co to wszystko? Niejednego Polaka już nakryłam na kłamstwie dotyczącym zarobków i standardu życia za granicą...gdy przyjeżdżają do Polski każdy udaje kierownika, menadżera i wielkiego Pana z zagranicy a tak na prawdę ich życie opiera się na biedowaniu w komunach...