#NSEAU

Gdy byłem w czasach liceum, fascynowałem się psychologią, psychiatrią, urojeniami i halucynacjami. Do tego stopnia, że miałem nawet swoją teorię na temat halucynacji. Uważałem, że opisy tych wizji są mocno przesadzone i zawsze sam chciałem spróbować, jak to jest.
Z pomocą przyszedł mi kolega, który podpowiedział mi, że zamiast wciągać się w nielegalny świat narkotyków (a w małym miasteczku, a właściwie wsi, gdzie mieszkałem byłoby to dość problematyczne), możemy spróbować sporyszu.
Zdobyliśmy więc trochę skażonych ziaren (czarne przetrwalniki wyglądały obrzydliwe, ale czego się nie robi dla nauki), zeszyt do opisu przeżyć i rzuciliśmy się wprost na głęboką wodę.

Pierwsze kilka wpisów odpowiadało o tym, jak to nic się nie dzieje itd., jednak po jakimś czasie zauważyłem, że świat wokoło jakby wiruje i nie dam rady dłużej stać na nogach, po chwili siedziałem już w kącie na podłodze i starałem się otworzyć oczy jak najszerzej, aby nie umknęło mi nic spośród wspaniałości, które widziałem. A były to prążki, paski, konie, mrówki, znajome i nieznane mi twarze. Czułem się jakbym leciał, nie widziałem już mojego kolegi, który siedział obok. Jednocześnie nieustannie narastało we mnie uczucie niepokoju i przytłoczenia. I to był moment, w którym moje zapiski w zeszycie przestały być składne i czytelne.

Obudziłem się w środku nocy, siedziałem na trawniku za domem kolegi, on leżał kawałek dalej. Brakowało nam kilku elementów garderoby i niesamowicie chciało nam się pić, jeść, spać, sam nie wiedziałem. Depresyjne uczucie przytłoczenia było wciąż odczuwalne jeszcze przez kilka dni później.
Początkowo chciałem pochwalić się swoim eksperymentem z innymi znajomymi, może nawet opisać to obszernej i zanieść nauczycielce od biologii. Na szczęście kolega odciągnął mnie od tego pomysłu i zeszyt wraz z całą historią poszedł w zapomnienie.

Piszę to wyznanie, gdyż znalazłem swoje zapiski w trakcie przeprowadzki. Nigdy nie zapomniałem tych wydarzeń w całości, po prostu zeszły na dalszy plan, a zeszyt tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że podsumowanie eksperymentu jest słuszne (jak napisałem czarnym flamastrem na zakończenie) "nigdy więcej" .
Aswq Odpowiedz

Oooo a ja mam tego sporysza pół kg :D zbierane na ziołolecznictwo a tu takie coś on ma? :D

honey100

Sporysz był powodem halucynacji "czarownic" z Salem.

krzsl3 Odpowiedz

Spróbowałbym kiedyś halucynacji z braku snu -występują już po 3 dniach bez snu (fazy REM). Ktoś coś próbował, chce mnie przekonać, odciągnąć, poradzić?

CukierPuder

Nie polecam halucynacji. Byłam w pracy po kilku dniach srogiego imprezowania i braku snu. Ciągle mi się wydawało, że na sali siedzi grupa hiszpanek, które się ze mnie śmieją.
Byłam sama na sali.

deadboy27

Nie spałem trzy dni, zasnąłem w kuchni na podłodze, po prostu przykucnąłem podczas robienia kanapki i obudziłem się godzinę później na dywanie w swoim pokoju. Wcześniej, jak wracałem do domu autobusem, to wydawało mi się, że jestem na pustyni (był czerwcowy wieczór i charakterystyczne, pustynne słońce). To było krótko przed końcem roku, cały dzień spędziłem u kolegi z którym prowadziłem ten eksperyment. Miałem 16 lat. Moja mama nie sprawdzała, czy śpię, to już nie ten wiek, a po ciemku przed kompem siedzieć mi nie było straszne. Spałem potem 16 godzin.

deadboy27

A co do samych halucynacji - byłem Indianinem, słyszałem morze i muzyka była jak fale, raz głośna, raz cicha, raz przenosiła mnie do innych miejsc. Miałem wtedy fazę na pewien zespół grający psychodeliczny rock, zwłaszcza na ich inspirowaną pustynią płytę. Fajnie było, ale chyba wolę sobie pospać.

Gothic9065

Kurczę, te opowieści mnie zachęciły.. Tyle, że za każdym razem jak staram się nie spać to wymiękam po kilku godzinach.

nazywamsieprzypal

Też nie spałam trzy dni, pisałam pracę kończącą studia. Myślałam, że umrę ze zmęczenia (w miesiacu przed zdaniem pracy spałam z łącznie z kilkanaście razy). Ale pisanie szło nieźle, wpadłam jakby trans. A potem... potem.uświadomiłam sobie, że czas spać, widziałam swoją własną rękę, jak macha przed mi oczami. Obie dłonie (te prawdziwe) miałam złożone na klawiaturze i one się nie ruszały, chociaż miałam w nich czucie. Nie polecam. :p

Eisoptrofobia

Ja wszędzie widziałam małe kotki, jak do nich podchodziłam okazywało się, że to liście. Do tego miałam wrażenie, że wszystko co robię mi się śniło, do tej pory nie wiem czy to prawda czy nie. Plus wszędzie widziałam ludzi, którzy wchodzili w drzewa i w nich znikali. W sumie całkiem śmiesznie, tylko wstyd przed znajomymi, bo oczywiście o wszystkim im opowiadałam. A i ze 2h gapiłam się na krzaczek, bo wyglądał według mnie jak mały tygrysek :D

Dragomir

Też miałem gdzieś moment, że nie spałem jakiś czas, ewentualnie króciutko - studia, praca i imprezy. Jak wracałem po zmianie do akademika, megazmęczony, wkręciłem sobie ze mój współlokator coś powiedział, już nie pamiętam na jaki temat. Męczyła mnie ta myśl strasznie, nie mogłem jej zostawić za sobą choć wiedziałem że nic nie mówił a tylko sam sobie tę sytuację uroiłem. Umęczyło mnie to jedynie, po powrocie walnąłem się na parę godzin i przeszło. Chyba byłem na dobrej drodze do halucynacji, ale zmęczenie wygrało.

Twilight

Odradzam. Poczytaj o rosyjskim eksperymencie ze snem.

HastaLaVistaBabe Odpowiedz

Mi się przypomniało jak za dzieciaka kreciłam się w kółko i kreciło mi się w głowie

Baskiwitanianin Odpowiedz

O sporuszu wiedziałem od zawsze, ale jakoś nie mogłem znaleźć, właściwie szybciej znalazłem czyjeś 2 krzaczki kanabisu, popytałem po kolegach ale nikt się w końcu nie odważył, a sam nie chciałem, zwłaszcza po raz pierwszy. Okazja życia pewnie to była.

Mewson Odpowiedz

A mogli wziąć LSD

KamikazeFailure

LSD jest produkowane między innymi ze sporyszu

Dodaj anonimowe wyznanie