#NPaXz
Ona spokojnie mu mówi, że wydała, ma wszystko w papierach. ten się kłóci, że nie i chu... (dosłownie). I się odgraża że on sobie nie pozwoli żeby go tak traktowano. Dość głośno się wypowiadał i usłyszeli go koledzy. Szybciutko mu poradzili, żeby zanim zacznie robić gówoburzę sprawdził najpierw kto jest dowódcą pobliskiego batalionu dowodzenia.
Sprawdził. Przypełzł z kwiatami, przeprosinami i dokumentami w zębach (jednak się znalazły). Podobno nietęgą miał minę jak się kogoś spytał i mu odpowiedzieli "Pułkownik X, no mąż pani X co u nas w kancelarii pracuje".
Lata lecą, "sojusznicy" się zmieniają a w armii nic się nie zmienia, nawet sprzęt ten sam.
A co ma się zmieniać - wiadomo że wojny nie będzie , ćwiczenia raz na pół roku bo sprzęt i amunicja droga , nawet dzików nie chcą wybijać bo nie trafią i będzie wstyd. To siedzą za biurkiem i przewalają dokumenty. Nawet jak przychodza mądrzy z wyższym wykształceniem to co drugi od tego zgłupieje.
Egzemita a tak gadasz bo co? Dla mnie, dla osoby która ma związek z wojskiem, twój komentarz brzmi jak totalna bajka, więc pytam
Nie przepadam za takimi ludźmi wyznaniami. Na dobrą sprawę to autor o tej sytuacji nic nie wie i powtarza domową anegdotkę.
W wojsku nepotyzm to tradycja starsza od Chrześcijaństwa. Nigdy nie zapomnę jak zdawałem do szkoły podoficerskiej i usłyszałem "brak tradycji wojskowych w domu" co oznaczało dosłownie że nie mam poparcia. W drugim dniu rekrutacji okazało się że jest 300 osób z tego 50 to kobiety i one wszystkie wchodzą, 30 chłopaki z orkiestry wojskowej i oni też wchodzą i chyba kolejne 30 to goście, którym należy się miejsce za zasługi (wyjątkowo aktywni na misjach zagranicznych czy coś) zostało 40 miejsc na blisko 200 chłopa.
No tym z misji zagranicznych to sie nie dziwie. Zamiast teorii i poligonu prawdziwa praktyka.
Tym razem będzie krótko: "Kto w wojsku służył (zawodowo oczywiście) ten się w cyrku nie smieje".
Nadaje się na anonimowe, ja bym się nie chwalił oficjalnie nepotyzmem.
No masz czym się chwalić, że matka może tak naprawdę popełniać błędy (tym razem nie popełniła) i w sumie zero odpowiedzialności, bo mężulek chroni.
Pracuję w tej instytucji i potwierdzam. To siedlisko debili, co im dupę wojsko uratowało, małżonek żołnierzy, które na cywilnym rynku w życiu nie znalazlyby pracy i takich ludzi jak ja, którzy trafili tam trochę przez przypadek. Jednak ja codziennie odkrywam, że można myśleć jeszcze durniej. Tragedia. Jakieś zamierzchłe procedury, ludzi kupa, ciotek i pociotek, których głównym zajęciem jest narzekanie, bo niczego innego nie robią. Większość to po prostu darmozjady, dla których nie ma zajęcia, ale kasę biorą. Absurd goni absurd. Wojsko to jednostki liniowe, które ćwiczą, reszta to urzędy wojskowe, gdzie żołnierze robią to samo co cywile tyle, że mają lepszą kasę i przywileje. I taki facet siedzi z pieczątką i klepie kolejny kwit, żeby rozliczyć kartkę papieru... 🙄
Takie historyjki to juz w latach 80 sie w gazetach czytalo. Az dziwne, ze takie pustaki jeszcze tak sie zwracaja do ludzi.
A co w tym anonimowego?
Z drugiej strony jako żona oficera jest obeznana z procedurami i pewnie lepsza niż pierwszy lepszy żółtodziób. Nie twierdzę, że nie było lepszych na jej miejsce.