#Mwpsv
Siedziałam w psychiatryku (anoreksja, jeśli to kogoś obchodzi), w pokoju ze mną była też dziewczyna z nadmierną agresją i dziewczyna po próbie samobójczej. Kiedyś tak sobie gadamy i agresywna zaczęła najeżdżać na tę po próbie. Że głupia, że zraniła rodzinę, że widok jej zwłok mógł komuś zniszczyć psychikę, że jakby chciała skoczyć, toby mogła na kogoś spaść, że ogólnie słaba i ludzie mają większe problemy. Wiecie, co odpowiedziała? Że starszy brat molestował ją od zawsze, jak nie chodziła jeszcze do szkoły, to nawet ją zgwałcił. Rodzice nie wierzyli, do tego ją bili, gdy robiła coś nie tak, jak oni chcieli. Próbowała o tym powiedzieć pedagogowi, on powiadomił rodziców, wiadomo, jak to się skończyło. W szkole od zawsze była ofiarą. Wyśmiewana, bita, a do tego w podstawówce wina za wszystko spadała na nią, bo nauczyciele mieli ją za czarną owcę. Rodzice co chwilę wzywani do kłótni w szkole, więc ona co chwilę bita. W gimnazjum koledzy z klasy co dzień pytali, czemu się jeszcze nie zabiła, skoro nikt jej tu nie chce. Całe jej życie było wypełnione przemocą fizyczną i psychiczną. Nawet w psychiatryku pielęgniarki przy niej naśmiewały się z jej nadwagi, a lekarz podobno spytał, czy z tym gwałtem nie poniosła ją wyobraźnia, bo przecież była wtedy małym dzieckiem. Na koniec stwierdziła, że ma gdzieś, że jest słaba, że pierd*li cały ludzki gatunek. Żaden człowiek nigdy nie okazał się dla niej człowiekiem. W jej mniemaniu nie zasłużyli na to, by jakkolwiek się nimi przejmować. Szukała pomocy wiele razy i prawie zawsze została za to ukarana, pomocy nie otrzymała nigdy. Ma gdzieś, że jej zwłoki mogą spowodować u kogoś traumę, bo jakim prawem ludzie to właśnie ją wybrali na kogoś, nad kim można się znęcać do woli? Jeśli ona jest samolubna, bo chce się wyrwać z piekła, to kim są ludzie, którzy chcą, by w nim trwała?
Minęło trochę czasu, ona pewnie nie żyje, bo była bardzo zdeterminowana, by odebrać sobie życie. Jeśli się zabiła, to mam cichą nadzieję, że swoim samobójstwem spowodowała komuś jakieś problemy. To zabawne, że oprawcy winę ponoszą chyba tylko w filmach, a gdy już doprowadzą kogoś do samobójstwa, to ich ofiara była słaba i samolubna.
W sensie... Może jednak ważmy słowa, bo równie dobrze trauma mogłaby być spowodowana właśnie u jakiejś zupełnie obcej osoby, która nigdy nie poznała tej dziewczyny... Więc może nie życzmy traumy przypadkowej osobie. Można wyrazić współczucie do tej dziewczyny, żałobę po niej i wściekłość na te wszystkie ścierwa, które ją krzywdziły, jednak innymi słowami...
Swoją drogą mam nadzieję, że ona jednak żyje, że udało jej się przepracować traumy i żyć szczęśliwie... A jej oprawcy niech dostaną to, na co zasługują.
O, to to. Przypadkowa osoba nie jest winna jej traum, więc czemu miałaby ponosić ich konsekwencje?
Również mam nadzieję, że dziewczynie udało się uporać z przeżyciami.
bo wszechświat nie jest ani świadomy ani sprawiedliwy. Po prostu.
Załóżmy, że jednak jakimś cudem przeżyła, poszła na terapię i jakoś udało się poskładać jej życie w ten czy inny sposób. Nie znaczy to, że np. ma gwarantowaną wygraną w totolotka, a ci którzy się przyczynili do jej cierpienia mniej lub bardziej nie będą nagle mogli wygrać w totolotka nigdy. Tym totolotkiem nie musi być per se gra liczbowa to może być szczęśliwe życie, spokojne życie, życie bez np. chorób.
Czy się to komuś podoba czy nie - taka jest proza życia. Prześladowcy tej dziewczyny mogą wygrać życie i zestarzeć się otoczeni kochającą rodziną i nawet nie będą o niej pamiętać i tego co zrobili - a nawet jeśli to zapytani by odpowiedzieli, że to był tylko "takie żarty".
Temat samobójstw jest złożony. Nie zawsze jest słusznie obwiniać samobójcę, nie zawsze słusznie obwiniać otoczenie. Czasem ktoś ma po prostu nieszczęście mieć zbyt słabe zdrowie fizyczne i zbyt ułomny układ nerwowy i nie da rady na tym uciągnąć jakiegokolwiek stopnia dobrostanu psychicznego. Czasem ktoś manipuluje, czasem został zdeptany przez otoczenie, czasem... Życie naprawdę jest skomplikowane i zgadzam się, że jest egoizmem oczekiwać, że człowiek, dla którego każdy dzień jest nieznośnie bolesny poza granice wytrzymania, będzie żył tylko po to, żeby inni czuli, że życie w naszym kraju jest najważniejszą wartością.
Minęło trochę czasu, a ona pewnie dalej żyje. Dzięki pobycie w szpitalu w końcu porządnie dobrano jej leki, które po kilku miesiącach dały efekty, oraz w końcu dostała się na terapię.
Pomogło to tylko trochę, dalej ma problemy z tym co ma, ale jest w stanie trochę bardziej się zdystansować i próbować żyć.