Na co dzień pracuję w biurze w restauracji, jednak czasem pomagam na sali (jak są nagłe tłumy i dziewczyny się nie wyrabiają – papierki mogą poczekać, ludzie nie). I wiecie co zauważyłam? Że grupy przedszkolaków są JEDYNYMI grupami, które w ogóle po sobie sprzątają.
Dodaj anonimowe wyznanie
Widocznie macie w pobliżu dobre przedszkole, w którym przedszkolanki uczą dzieci tego, o czym dorośli zapominają.
Zastanawia mnie co to za restauracja, do której wpuszczają grupy przedszkolaków. Kfc? Mcdonalds?
W większości restauracji, zostawia się po sobie naczynia albo w trakcie, zabiera je kelner/kelnerka. W fast foodach powinno się sprzątać po sobie, bo jest tam samoobsługa.
Grupy przedszkolaków sprzątają po sobie, bo tego wymagają przedszkolanki.
A co złego jest w nazwie "przedszkolanka", bo nie widzę.
przedszkolanki opierdalają gałe po zajęciach, a nauczycielki dają cyca
To złego, że ludzie nie rozumieją, że przedszkolanka to jest nauczyciel przedszkola. Nie rozumieją, że przedszkolanka musi mieć wyższe wykształcenie pedagogiczne. Na przykład moja znajoma pracująca jako nauczycielka w przedszkolu słyszała od rodziców dzieci, że "było się uczyć, to byłaby pani nauczycielka, a nie przedszkolanką". Używanie słowa przedszkolanka doprowadziło do umniejszenia tego zawodu.
@dantavo, „było się uczyć, to byłaby pani nauczycielką w szkole, a nie w przedszkolu” teraz lepiej? Jak ktoś nie szanuje waszego zawodu to nie będzie go szanował pod żadną nazwą. Te podmianki wyglądają tak, jakby ludzie wstydzili się własnych zawodów i chcieli sobie trochę dodać prestiżu. Tak jak w korpo w HR co druga to manager, albo w MLM - dyrektor (nawet nie dyrektorka, to by było za mało poważne). Ludzie 🤦♀️ przecież wiadomo czym się zajmujecie, jak byście tego nie nazwali
"było się uczyć, to byłaby pani nauczycielką w szkole, a nie w przedszkolu” teraz lepiej?" Nie, nie lepiej. Nie rozumiesz, że to właśnie o to chodzi, że ta pogardzana "przedszkolanka" ma wykształcenie na tym samym poziomie co nauczyciel w szkole? Ona też skończyła studia. No, ale właśnie przez nazywanie takich osób "przedszkolankami" i oddzielanie ich od nauczycieli w szkołach, osoby takie jak ty o tym nie wiedzą. Poza tym to właśnie słowo "przedszkolanka" jest podmianką, bo właściwa nazwa tego zawodu to nauczyciel przedszkola. Tak więc twój przykład z korpo bardziej potwierdza to co ja napisałem.
Żeby pracować w przedszkolu, wystarczy licencjat +przygotowanie pedagogiczne.
W szole też. A panie pomoce w przedszkolu nie muszą mieć żadnego konkretnego wykształcenia, tylko nauczyciel prowadzący grupę musi mieć wykształcenie pedagogiczne. Czyli jeszcze do niedawna - byle jakie studia 1 stopnia i roczną podyplomówkę z pedagogiki. Ale to się zmieniło i już trzeba mieć studia związane z nauczanym kierunkiem.
@Dantavo chyba nie zrozumiałaś mojego komentarza. To, że zmienisz nazwę zawodu nie sprawi, że ludzie zaczną go szanować albo wiedzieć jakie studia trzeba było skończyć. Szczerze mówiąc nigdy nie łączyłam faktu, że jak nauczyciel to studiował, a jak przedszkolanka to nie studiował. Mam ciocię przedszkolankę, co skończyła dwa kierunki za granicą, ale mam też 2 koleżanki w Niemczech przedszkolanki, jedna ma studium medyczne, druga żadnych (tylko ausbildung robiła). W szkole muzycznej nauczycielki 1. stopnia często nie miały studiów, tylko 2. stopień PSM albo liceum muzyczne. Tak że RÓŻNIE TO BYWA z tymi studiami, ale zmiana nazewnictwa niezbyt na to wpływa.
Swoją drogą ciekawe czemu ludzie mają taką potrzebę udowadniać innym, że skończyli studia. Lew nie musi mówić, że jest lwem. U nas dużo jest osób bez magistra, sama długo nie miałam, ale jak są dobrymi programistami to nikt ich nie pyta i oni sami też nie piszą mgr niż. przed nazwiskiem, coby wszyscy wiedzieli. Nawet doktorów mamy w pracy i też nikomu tego nie udowadniają.