#JF4OI
Mój stały klient (MK) chodzi o kulach. Kiedyś opowiedział mi jak to się stało, że stał się niepełnosprawny. Pewnego razu MK chciał pomóc jakiemuś typkowi, który jeździł na wózku. Nie było windy ani takiego chodnika do wjeżdżania, a jedynie strome schody, więc MK zniósł tego faceta ze schodów, a ciężar był tak wielki, że w plecach MK coś się uszkodziło i przez kilka miesięcy czy nawet lat nie mógł chodzić. Po latach rehabilitacji chodzi o kulach i zostanie mu tak już na zawsze.
Inna historia. Siedzę sobie w domu i słucham radia coś tam gotując. Nagle komunikat, że poszukuje się osoby, która dnia takiego a takiego na ulicy takiej a takiej udzieliła pomocy ofierze wypadku. Ofiara jest nosicielem wirusa HIV, więc osoba pomagająca proszona jest o zgłoszenie się do szpitala, bo mogła się zarazić.
Pod moim akademikiem siedział zawsze taki bezdomny. Byłam z nim na "dzień dobry" i tyle. Któregoś razu zagadał, czy nie miałabym drobnych na jedzenie. Powiedziałam, że nie, ale właśnie idę do sklepu, więc jak zaczeka 30 minut, to mu zrobię zakupy. Wydarł się na mnie, że co ja sobie myślę, że on będzie teraz na mnie nie wiadomo ile czasu czekał?! Kazał mi spier...
Innym razem zaczepił mnie jakiś facet na dworcu (bezdomny). Od razu mówił do mnie na ty i per "koleżanko". Spieszyłam się, więc już zaczęłam sięgać po portfel, ale stwierdziłam, że zapytam, czy będzie chciał ode mnie pieniądze, bo nie mam czasu na gadki-szmatki. Zwyzywał mnie.
Na chodniku natknęłam się na klęczącą kobietę. Nie była to żebraczka, tylko taka zwykła babcia, która wyglądała jakby właśnie przeżywała zawał albo dowiedziała się o śmierci kogoś bliskiego. Cała była zapłakana, więc zapytałam, czy mogę jakoś pomóc. Opowiedziała, że wybrała wszystkie pieniądze z konta (w bankomacie), ale ktoś jej wyrwał pieniądze z ręki i teraz nie ma za co żyć. Była na policji, ale co z tego, jak nadal nie ma kasy, a rodzina nie pomoże, bo nie ma z nimi kontaktu. Z przejęcia zrobiło jej się słabo, ale nie chce karetki. Pomogłam jej wstać, poradziłam, by poszła do księdza, może on pomoże, ale coś pomarudziła. Zapytałam, czy przyjmie pieniądze. Bardzo płakała, ale przytaknęła głową. Ledwo stała na nogach, musiałam ją podtrzymywać. Dałam jej co miałam przy sobie, a ona nagle dostała takiego powera w nogach, że w minutę już jej przy mnie nie było.
Walę to, chcą pomocy - niech idą gdzieś indziej. Jak chcę pomóc, to kupuję koce i zanoszę do schroniska albo zabawki do domu dziecka, ale nigdy nie udzielam już żadnych prezentów ani pomocy ludziom na ulicy (no poza wezwaniem karetki/policji, bo jakoś często nikt inny się nie kwapi).
Co do 2 - na wszelkiego rodzaju kursach pierwszej pomocy czy lekcjach EDB trąbią, że najpierw własne bezpieczeństwo, potem cudze i żeby czyjejś krwi absolutnie gołą ręką nie dotykać, bo cudza krew to dla nas zagrożenie. Pomagać też trzeba z głową.
Z resztą nie można zarazić się HIV przez kontakt zdrowej skóry z zakażoną krwią. (Co nie oznacza, że nie trzeba uważać).
@nata najważniejsze jest tu pojęcie "zdrowej" - a w 100% praktycznie nikt takiej nie ma. Jakiekolwiek skaleczenie, zadrapanie, naderwana skórka pryz paznokciu, czy nawet głupie, rozdrapane ugryzienie po komarze i już lecisz do grupy ryzyka. Nawet jeśli na hiv to za mało, to juz na żółtaczkę typu C w sam raz.
Przy pomaganiu innym najważniejsza kwestia jest to, że że chodzi o człowieka - w sytuacji gdybyś ściągała np. z jezdni potrąconego psa, to we krwi (czy innych wydzielinach) możesz się ubabrać od stóp do glów i nic ci się nie stanie. Taka fajna ciekawostka jak bariera gatunkowa robi swoje. Od człowieka można złapać pełen pakiet - od nieuleczalnych, śmiertelnych wirusów, po wszelkie możliwe pasożyty.
noi dobrze .
Jako były wolontariusz schroniskowy - koców i karmy prawie zawsze dostatek, pieniądze niestety bardziej się przydają. Wiem, że ludzie mają złe skojarzenia z dawaniem pieniędzy, bo z kocem wiadomo że trafi do psa a nie czyjejś kieszeni, ale rozbudowy, remonty, naprawy, sterylizacje i dokumentacja kosztuje.
@JanekSnieg skoro kosztuje to idzcie po nie do miasta albo gminy. Bo w życiu złotówki schroniskowi nie dam! Dlaczego? W wakacje znalazłam psa przywiazanego w lesie. "Uprzejma" pani w schronisku nie dość że mnie wyzwala, to jeszcze chciała ode mnie 200 zł za to że jej psa oddam!
@DwaGrosze ale to nie był pies osoby z komentarza, więc niby czemu miałaby płacić za chęć udzielenia pomocy? ...znalazla go, widać nie miała warunków/Nie mogła/Nie chciała sama go wziąć, więc wezwała pomoc. Miała go tam zostawić?
Pierwszy raz słyszę o opłacie schroniskowej. Cóż za absurdalny i beznadziejny pomysł. To tak jakby płacić za oddanie dziecka do sierocinca. I do tego obca osoba, która nie jest właścicielem? Chore
Opłata schroniskowa to nie jest beznadziejny pomysł. Skoro człowiek nie chce już odpowiedzialności to niech chociaż zadba, żeby ten pies przez jakiś czas miał za co jeść.
Jak znajdę porzuconego psa, a nie mam akurat wolnych dwóch stówek, to co mam z nim zrobić? Poza tym, kurde, komuś się pies odwidział, wyrzucił go i ma wy8ebane, a ja mam bulić? Z jakiej racji?
Ja oddałam znalezionego psa i nie płaciłam.
@DwaGrosze niby nic złego. Ale dla osoby która sama ma trzy psy, wszystkie znajdy to sporo. A czy jedzenie kupuja? Nie wiem co z tymi pieniędzmi robia, bo ciągle rękę wyciągają byle im dac... Jak by nie chcieli tych pieniędzy to ludzie by im nie podrzucali zwierząt przez płoty itp. Jakby powiedzieli że da pani co może, dała bym. Ale jeżeli ktoś ode mnie chce za obcego psa 200 zeta to tak nie halo.
@Mara666 aby schronisko dostało kasę za psa , musi zostać zgłoszony do gminy/czy do urzędu miasta zależy gdzie zostało znalezione. Pieski nie żywią się powietrzem niestety... Oczywiście zależy jeszcze jakie schronisko. Jeśli wasze tereny należą do schronisk mordowni i waszą jedyną pomocą będzie oddanie tam psa to proszę zabijcie te psy. Będą miały o wiele lepsiej..
Ech. Pierwszy i drugi przypadek, to niestety wina pomagających. Jak pan widział strome schody bez windy, to się szuka jakiegoś obejścia, a nie przenosi kilkadziesiąt kilogramów o własnych siłach nawet nie prosząc innych o pomoc. Nawet było wyznanie dziewczyny, która zrobiła to samo i sobie coś uszkodziła. W ostateczności się wzywa służby i czeka. Druga sprawa - pierwsza zasada pierwszej pomocy "zadbaj o WŁASNE bezpieczeństwo". Nie opatrujesz krwotoków bez rękawiczek, tak samo nie wykonujesz oddechów ratunkowych bez maseczki. Jasne, że możesz, ale tylko i wyłącznie na własne ryzyko, nie mając potem pretensji, że czymś siebie zaraziłeś. Co do reszty się zgadzam. Sama się boję, że przy wyciąganiu pieniędzy więcej portfela już nie zobaczę. Jedynie kupno jedzenia jeśli sami o to proszą wchodzi w grę.
Tylko ja czytałam to wyznanie, ale w krótszej wersji?
Czytałam tą pierwszą historię w komentarzu pod podobnym wyznaniem. Chyba autor postanowił się podzielić z szerszym gronem :)
Najważniejsza zasada pomagania: zadbaj o swoje bezpieczeństwo.
Pomagaj zwierzętom. Może nie podziękują słowami ale wdzięczność zobaczysz ;) . I fajnie jest pomagać, tylko trzeba wiedzieć jeszcze gdzie.
Z tym HIV to jest taka prawda, że ludzie często udzielają pomocy bez odpowiednich środków zabezpieczenia typu rękawiczki. Dlatego zawsze staram się przy sobie nosić jedną parę rękawiczek właśnie na takie sytuacje.
Pomocy można udzielić (nawet trzeba, prawo nas obliguje) co nie zmienia faktu, że najpierw bierzemy pod uwagę swoje bezpieczeństwo.
A twoje nawoływanie do znieczulicy zasługuje na minusa. I tak właśnie zrobię - bo nie każdy przypadek jest taki jaki ty spotykasz.
Kochać znaczy pragnąć powodować dobro. Twoje doświadczenia to Twoja sprawa, ale współczuję Twojemu otoczeniu, jeśli miejsce w którym jesteś nie staje się ani odrobinę lepsze dzięki Tobie.