W jakiejś bajce była taka scena: postać, która przez całą historię była złą, postanowiła być dobrą. Ktoś mógł spełnić jej życzenie, więc je wypowiedziała i stała się dobra. Gdybym mogła w tak magiczny sposób zmienić siebie, kazałabym zabrać od siebie całą melancholię i ponuractwo. Potrafię się śmiać i cieszyć, ale jak mnie coś zdołuje, to kaplica, a dołuje mnie prawie wszystko: koniec lata, kolejna zniszczona rzecz w domu (jestem po przeprowadzce i prawie nie mam mebli, potłukło mi się już wiele naczyń, czajnik porysował się od sąsiedztwa tarki do warzyw i tego typu drobnostki, którymi zadręczam się codziennie), krytyczna uwaga szefa, to, że nie potrafię być w swojej branży bardzo dobra. Fakt, że dopiero uczę się zawodu, ale idzie opornie. Pierwsze oznaki starzenia i to, że za kilkanaście lat będę panią w średnim wieku, a nawet jeszcze starszą. To, że na świecie źle się dzieje. Chciałabym żyć normalnie i nie dołować się wszystkim.
Dodaj anonimowe wyznanie
Ciesz się życiem zanim będziesz tą starszą Panią. Bądź tu i teraz, nie wybiegaj na przód co będzie. Co do przyuczaniabsie do zawodu, to przecież każdy kiedyś zaczynał i nie od razu wszystko wychodzi idealnie. A co do rzeczy w domu, to tylko rzeczy, nie warto się do nich przywiązywać.
To tak samo jakbyś choremu na depresję powiedzial uśmiechaj się. Uśmiechaj się i cwicz To będziesz szczęśliwszy
Też kiedyś zaczynałam w swoim zawodzie, a nie byłam młodziutką dziewczyną prosto po szkole. Niesamowicie gnębiło mnie to, jak się wtedy czułam, nieustannie porównując się do pracowników, którzy pracują już kilka, kilkanaście lat lub nawet więcej, nieustannie narzucałam sobie standardy jak dla mnie wysokie, ale do spełnienia - dopiero z biegiem czasu zrozumiałam, że wiele z nich było nazbyt wyśrubowanych. Ale chciałam jak najszybciej porzucić łatkę nowej, jak najszybciej wtopić się w grupę pracowników "jestem tu od dłuższego czasu i już wiem, co robię". I przyznam ci, że ta samoczynnie narzucana sobie presja nie tylko nie pomagała, ale jeszcze bardziej mnie spowalniała, czyniła jeszcze bardziej niezdarną. Ironia losu, co?
Kochana, tego, że zaczynasz, nie przeskoczysz. Stawiaj sobie wymogi wysokie, ale nie irracjonalnie wysokie. Pozwól swojej psychice przyzwyczaić się do myśli, że jesteś nowa, a co za tym idzie - dopiero się uczysz. Pozwól sobie na błędy. Z każdego jednak wyciągaj wnioski - ale OBIEKTYWNE wnioski, a nie "buuuu, nie udało mi się, więc się nie nadaję". Zastanawiaj się co możesz robić lepiej i szukaj sposobów, żeby robić to lepiej. Jednocześnie szukaj takich rzeczy, które ogarniasz w coraz większym stopniu. Choćby w zeszycie zapisuj swoje postępy. Jeżeli masz taką możliwość, trzymaj się osób w pracy - i wzoruj na nich - których przykład cię inspiruje, a nie sprawia, że czujesz się mniejsza, głupsza i wolniejsza.
Może się do swojej pracy nie nadajesz. Ale istnieje wcale niemałe prawdopodobieństwo, że 1) bycie nowym człowiekiem i 2) twoje nastawienie sprawiają, że nie idzie ci tak wspaniale, jak tego oczekujesz. Ja początkowo co do siebie też byłam pewna, że jestem za wolna, za niezdarną i nie tylko zbyt zbyt głupia - w gruncie rzeczy uważałam siebie za debila 🙃 A teraz... Pracuję już długo w swojej branży i widzę drogę, jaką przebylam i jeszcze długa, która jest przede mną. Nie skreślaj siebie i swoich możliwości.
Pozdrawiam, ja też tak mam.
To się nie stanie samo z siebie. Może poszukaj książek o zmianie nastawienia do świata, czy chociaż poczytaj w necie. Tylko to wymaga wysiłku i chęci 🙃
Jest takie zaklęcie, choć nie natychmiastowe, terapia.
To nie jest normalne. Idź do psychologa i on pokieruje co dalej