#9uMkC

Jestem pasjonatką fińskiego. Zaczęłam, kiedy miałam 14 lat, a dwa lata później mama wzięła mnie na wymarzoną wycieczkę właśnie do Finlandii.
Odpoczywałyśmy w jakimś mały barze, gdzie miałam okazję wykorzystać swoje umiejętności językowe. Stres na maksa, bo to pierwszy raz. Wzięłyśmy jakieś dwie potrawy, ja colę, a mama poprosiła, żebym zapytała o kufel piwa dla niej. Gdzieś tam w stresie wyciągnęłam z głowy potrzebne słowa i rozpoczynam. Kelnerka trochę się zdziwiła, kiedy poprosiłam o kufel piwa. Wyglądało to jakoś tak:
- Kufel piwa?
- Tak, to dla mojej mamy, nie dla mnie.
- Mhm, ale kufel piwa?
- Tak, jakiegoś piwa.
- Kufel piwa?
Pomyślałam, że może coś seplenię, więc wyciągnęłam łapę w stronę baru i wskazując na piwo powtórzyłam:
- KUFEL PIWA.
Kelnerka obdarzyła mnie trochę skonsternowanym spojrzeniem, ale zapisała i odeszła. Widziałam, jak zatrzymała się na chwilę przy swojej koleżance, żeby coś tam jej szepnąć.

Po parunastu minutach wróciła z jedzeniem, colą i... z filiżanką.
Tak, z filiżanką.
Zamówiłam FILIŻANKĘ piwa.
Widać było, że kobieta bardzo się postarała, żebyśmy otrzymały najlepszy możliwy serwis, i mama dostała bardzo ładną filiżankę piwa na ślicznym spodeczku.

Teraz już wiem, dlaczego były takie zdziwione. Zastanawiam się czasem, czy do dzisiaj myślą, że w niektórych krajach mają takie dziwne zwyczaje.
Msciwoj82 Odpowiedz

Piękny język, chociaż trudny.

Dodaj anonimowe wyznanie