#8t73l

Gdy byłam dzieckiem, niczego mi nie brakowało. Mieszkałam z mamą, ojcem, z trzema braćmi i dwoma siostrami w małym domku z trzema pomieszczeniami. Co prawda kibel był na dworze, nie było bieżącej wody itd., ale wtedy w mojej wsi większość ludzi tak żyła. Było mi dobrze. Nie brakowało pieniędzy, w rodzinie wszyscy bardzo żeśmy się kochali. Gdy miałam jakoś 9 lat, dopieprzył się do nas sąd, że nie ma warunków by mnie wychować i że trzeba będzie mnie zabrać do domu dziecka. Nie chciałam tam jechać, ale rodzice nie mogli nic zrobić. Pojechałam tam sama, bo każdy z mojego rodzeństwa miał ponad 15 lat. Płakałam z dnia na dzień, przez kilka dni. Czasem mnie odwiedzali, również płacząc. Genialny sąd stwierdził, że moje złe samopoczucie jest spowodowane przez kontakty z rodziną (brawa proszę) i że trzeba te wizyty ograniczyć. Raz na miesiąc. Było tylko gorzej. Po dwóch miesiącach całkiem przestali mnie odwiedzać. Gdy miałam 13 lat, przygarnęła mnie jakaś rodzina. Nie kochałam ich, ale nie było tak źle. Problem w tym, że moja prawdziwa rodzina gdzieś się przeprowadziła, bo podczas wizyt nikogo nie było.
Gdy skończyłam 18 lat, poszłam do pracy i na studia. Cały czas szukałam kogokolwiek z rodziny. I w końcu znalazłam swoją najstarszą siostrę. Opowiedziała mi wszystko. Rodzice po mojej stracie kompletnie się załamali. Zaczęli pić. Rodzeństwo, które nie skończyło 18 lat, również zostało zabrane, najprawdopodobniej gdzieś indziej niż ja. Rodzice przestali pracować i płacić rachunki. Ojciec poszedł siedzieć za jakąś kradzież. Matka zapiła się na śmierć. A co z ich dziećmi? Porzucili swych rodziców.

Nie mam kontaktu z nikim z rodziny. Po prostu nie mogę patrzeć w oczy komuś, kto nie chciał pomóc swoim rodzicom. Ojca nie mogę odwiedzić, bo przecież nie jestem z nim rodziną.

To dlatego nienawidzę prawa, rządu, sądu i tego całego gówna.
Duszka1 Odpowiedz

Gdyby nie brakowało Wam pieniędzy - nie mieszkalibyście w takich warunkach.

Masz pecha z wiarygodnością tej historii, bo akurat znam te realia. Małe wsie zabite dechami, na trzech pokojach wielodzietna rodzina, kibelek na wychodku, kąpiel w misce i świeże mleko prosto od krowy. Dla dziecka, które nie jest nawet do końca świadome tego jakie minimalne warunki powinno posiadać nie może to być nic złego. Przecież ma świeży placek drożdżowy ze śliwkami prosto z drzewa i może biegać na bosaka po polach. I oczywiście były malutkie domki takie jak opisałaś, ale były też większe domy, w których łazienka i ciepła woda to był standard. I to były właśnie te domy, w których naprawdę nie brakowało pieniędzy. Zazwyczaj rodziny podobne Twojej jeśli dorobiły się trochę więcej grosza to pierwsze, w co inwestowały to była właśnie łazienka albo przez rozbudowę domu albo zmianę konfiguracji pomieszczeń.

Popracuj jeszcze nad wiarygodnością ;)

Livarot Odpowiedz

Co to za bzdury? Większość ludzi tak żyła a sąd akurat u was odebrał dziecko? I skąd miał informację że coś jest nie tak? Na wsi nikt nie jest na tyle głupi żeby sprowadzać obcych z miasta bo u innych też coś by znaleźli.

3210 Odpowiedz

Nienawidzisz sądów bo twoi rodzice zaczęli pić i cię nie odwiedzali a wszystko przez złego sąsiada który był ważniejszy niż sądy, kurator i MOPS. 🤦🏻‍♀️🤦🏻‍♀️🤦🏻‍♀️
TO TAK NIE DZIAŁA. Nie zabiera się dziecka z domu "bo tak". Najpierw daje się ileś szans rodzinie. Są spotkania rodziców i grup roboczych z opiekunem z MOPS, policją i kimś tam jeszcze, no chyba że chodzi o zagrożenie życia dziecka. Potem jest sprawą w sądzie, choć dziecko może być też zabrane wcześniej i zabezpieczone do czasu rozprawy, ale to sąd decyduje czy dziecko odebrać czy nie, i zazwyczaj nie robi tego ot tak tylko daje rodzicom milion szans nawet wbrew opinii MOPSu, asystenta rodziny i kuratora. A placówki tak, są beznadziejne i często są tylko przechowalnią dzieci, choć pewnie zależy to od placówki, ale zawsze starają się zapewnić kontakt dziecka z rodzicami, bo są z tego rozliczane.
Więc rozumiem że wyparłaś złe wspomnienia z domu, wyidealizowałaś w głowie obraz rodziców, ale naprawdę, gdyby rodzice chcieli cię odwiedzać to by to robili.
O ile wyznanie jest prawdziwe, bo akapit "w wieku 13tu lat przygarnęła mnie jakaś rodzina" sprawia że w nie wątpię. Więc jeśli to Garguś lub ktoś inny to na przyszłość rodziny adoptują raczej małe dzieci, rodziny zastępcze również raczej młodsze dzieci.
Więc zapewne niepotrzebnie się rozpisałam, jeśli to znów zmyślone to pół punktu dla ciebie

Notaka

Rodziny zastępcze przyjmują raczej takie dzieci, jakie tego potrzebują a nie tylko te małe, raczej. Ale też uważam, że wyznanie zmyślone przede wszystkim ze względu na fakt, że autorka " nie jest z ojciem rodziną", co jest kompletną bzdurą. Może odebrano mu prawa rodzicielskie ale to nie jest bynajmniej udawanie, że nic ich nie łączy...

Mmm30 Odpowiedz

Serio? To ja mieszkalam w wiekszej biedzie,I sporo innych osob ktore znam, I nikogo nigdy nie zabrali do Domu dxiecka ( a szkoda- wolalabym). Brzmi jak zmyslone.. .

NieChceLoginu Odpowiedz

Chyba jako dziecko miałaś zbyt wyidealizowane mniemanie o swoich rodzicach.

Starsze rodzeństwo lepiej ogarniało i odcięło się od nich.

Dodaj anonimowe wyznanie