Często słyszy się o ludziach wierzących, ale niepraktykujących. U mnie jest odwrotnie.
Praktykuję, co więcej, w wierze wychowuję swoje dzieci, ale sam nie wierzę.
Chciałbym wierzyć, ale nie potrafię.
To akurat nie takie rzadkie. Ale dlaczego to robisz?
- Bo "co ludzie powiedzą"?
- Żeby dzieci nie czuły się "inne" w szkole?
- Bo uważasz że religia daje jakiś moralny kompas, którego dzieci potrzebują?
Solange
Po części rozumiem autora, gdy ma na myśli "chciałbym wierzyć, ale nie potrafię". Mam podobne poczucie, ale niedotyczące wiary w boga. Jednak kiedyś w niego wierzyłam i... miałam w sobie więcej nadziei. Miałam poczucie, że moje modlitwy coś znaczą. Choć wiedziałam, że nie mają siły sprawczej, to czułam, że intencje mają znaczenie. I przede wszystkim o wiele lżej na sercu, gdy myśli się o bliskich zmarłych, jak o czekających na nas w niebie, patrzących na nas z góry. Czysta wiara dawała mi naprawdę sporo, ale nie żałuję, że ją utraciłam, bo wymagała ode mnie przestrzegania zasad, z którymi się nie zgadzam, choć szanuje ludzi, którzy za nimi podążają (mam na myśli tych, którzy nie wymagają tego samego od innych).
Być może autor też chce zaznać tego, co daje sama wiara.
Jakby co, to nic się nie wydarzyło w moim życiu przełomowego, co sprawiło, że odeszłam (mentalnie, bo nie chce mi się bawić w apostazję, która na razie nie ma wielkiej mocy) od chrześcijaństwa. No i nie pozwoliłam, by jej brak zniszczył to, jak myślę o zmarłych, którzy są wszyscy razem i na mnie czekają.
Są jednak rzeczy, w które chciałabym uwierzyć, ale nie potrafię i są rzeczy, w które nie potrafię przestać wierzyć, ale są to rzeczy tylko moje.
Solange
Ibanez w moim przypadku nie zgadzałam się z pewnymi podstawami i fundamentami, przez co nie czułam się w porządku wobec wyznania, a później już po prostu zatraciłam tą wiarę w Boga. Niemniej uważam czystą wiarę w zasadzie w cokolwiek (tj. bez względu na wyznanie) za coś pięknego i niesamowitego. Oczywiście z tobą się zgadzam, po prostu to akurat nie mój przypadek. Liczy się dla mnie to jak postępuje człowiek, a nie w co wierzy.
Nie ma czegoś takiego jak wierzący nie praktykujący. Praktykuje się religię a wiarę można mieć i bez religii. Można też lubić Boga ale nie koniecznie jego pseudokibiców.
To po co ciągniesz dalej tą hipokryzję?
Bo co ludzie powiedzą, albo rodzina się czepia
I tylko dzieci szkoda.
To akurat nie takie rzadkie. Ale dlaczego to robisz?
- Bo "co ludzie powiedzą"?
- Żeby dzieci nie czuły się "inne" w szkole?
- Bo uważasz że religia daje jakiś moralny kompas, którego dzieci potrzebują?
Po części rozumiem autora, gdy ma na myśli "chciałbym wierzyć, ale nie potrafię". Mam podobne poczucie, ale niedotyczące wiary w boga. Jednak kiedyś w niego wierzyłam i... miałam w sobie więcej nadziei. Miałam poczucie, że moje modlitwy coś znaczą. Choć wiedziałam, że nie mają siły sprawczej, to czułam, że intencje mają znaczenie. I przede wszystkim o wiele lżej na sercu, gdy myśli się o bliskich zmarłych, jak o czekających na nas w niebie, patrzących na nas z góry. Czysta wiara dawała mi naprawdę sporo, ale nie żałuję, że ją utraciłam, bo wymagała ode mnie przestrzegania zasad, z którymi się nie zgadzam, choć szanuje ludzi, którzy za nimi podążają (mam na myśli tych, którzy nie wymagają tego samego od innych).
Być może autor też chce zaznać tego, co daje sama wiara.
Jakby co, to nic się nie wydarzyło w moim życiu przełomowego, co sprawiło, że odeszłam (mentalnie, bo nie chce mi się bawić w apostazję, która na razie nie ma wielkiej mocy) od chrześcijaństwa. No i nie pozwoliłam, by jej brak zniszczył to, jak myślę o zmarłych, którzy są wszyscy razem i na mnie czekają.
Są jednak rzeczy, w które chciałabym uwierzyć, ale nie potrafię i są rzeczy, w które nie potrafię przestać wierzyć, ale są to rzeczy tylko moje.
Ibanez w moim przypadku nie zgadzałam się z pewnymi podstawami i fundamentami, przez co nie czułam się w porządku wobec wyznania, a później już po prostu zatraciłam tą wiarę w Boga. Niemniej uważam czystą wiarę w zasadzie w cokolwiek (tj. bez względu na wyznanie) za coś pięknego i niesamowitego. Oczywiście z tobą się zgadzam, po prostu to akurat nie mój przypadek. Liczy się dla mnie to jak postępuje człowiek, a nie w co wierzy.
Trochę to bez sensu.
Po co praktykujesz?
Nie ma czegoś takiego jak wierzący nie praktykujący. Praktykuje się religię a wiarę można mieć i bez religii. Można też lubić Boga ale nie koniecznie jego pseudokibiców.