Podczas oglądania testu po nieudanym egzaminie dowiedziałam się od profesora, że lepiej dla społeczeństwa byłoby mnie zabić, niż pozwolić mi być inżynierem. Dodam, że egzaminy z innych przedmiotów zdałam.
Na pierwszych ćwiczeniach na uczelni technicznej prowadzący powiedział: "i tak większość z was nic sie tu nie nauczy bo jesteście śmieciami, więc trochę nie wiem po co marnuję tu swój czas". I to był młody facet. Do tej pory jestem w szoku że żadne z nas nie zareagowało w żaden sposób i uznaliśmy to za normalne.
Kazimiera
„Marnujesz bo ci za to płacą, gnido”. Gardzę takimi bezczelami.
Niech ich piekło chłonie, nieskończenie!
Niestety takich kretynów w kadrach naukowych jest więcej.
Po zdaniu ustnej części piekielnie trudnego, rocznego egzaminu z konstrukcji budowlanych, od jednego z członków komisji usłyszałam taki oto "żarcik":
- No zdała pani, zdała, jest mocne cztery, ale założę się, że jeszcze lepiej piecze pani kruche ciasteczka. -
A reszta panów wydała z siebie rubaszne hahaha...
Dziś wydarłabym twarz i oddała pięknym za nadobne - wtedy siedziałam cicho, z tętnem 160 i w duchu modliłam się, żeby już nikt nic ode mnie nie chciał.
tuonetar
Pierwszy wykład z elektroniki, sala ~200 osób, z czego mniej niż 10 dziewczyn, prowadzący "prędzej ja wszystkie panie zaliczę, niż panie zaliczą ten przedmiot".
Myszcz
U mnie jeden "profesor" powiedział na pierwszym wykładzie, że jest taki tłok na sali, że gdyby nie kobiety to by nie było gdzie palca wcisnąć...
Chyba na każdym kierunku się trafi taki idiota. My mieliśmy profesora, który wrzeszczał na nas, że jesteśmy bandą idiotów. Była też kobieta, która kradła studentom tłumaczenia i wydawała pod własnym nazwiskiem. Albo babsko, które słysząc "Dzień dobry" od studenta poza uczelnią, potrafiło go zwyzywać albo pokazać mu środkowy palec. Teraz sama jestem wykładowcą i zastanawiam się, jak można się tak zachowywać. Nigdy bym się tak nie odniosła do moich studentów.
Nie przejmuj się, takich dziadów na politechnikach jest niestety wielu. Nie bez powodu mówi się, że "those who can't, teach"
Na pierwszych ćwiczeniach na uczelni technicznej prowadzący powiedział: "i tak większość z was nic sie tu nie nauczy bo jesteście śmieciami, więc trochę nie wiem po co marnuję tu swój czas". I to był młody facet. Do tej pory jestem w szoku że żadne z nas nie zareagowało w żaden sposób i uznaliśmy to za normalne.
„Marnujesz bo ci za to płacą, gnido”. Gardzę takimi bezczelami.
Niech ich piekło chłonie, nieskończenie!
Niestety takich kretynów w kadrach naukowych jest więcej.
Po zdaniu ustnej części piekielnie trudnego, rocznego egzaminu z konstrukcji budowlanych, od jednego z członków komisji usłyszałam taki oto "żarcik":
- No zdała pani, zdała, jest mocne cztery, ale założę się, że jeszcze lepiej piecze pani kruche ciasteczka. -
A reszta panów wydała z siebie rubaszne hahaha...
Dziś wydarłabym twarz i oddała pięknym za nadobne - wtedy siedziałam cicho, z tętnem 160 i w duchu modliłam się, żeby już nikt nic ode mnie nie chciał.
Pierwszy wykład z elektroniki, sala ~200 osób, z czego mniej niż 10 dziewczyn, prowadzący "prędzej ja wszystkie panie zaliczę, niż panie zaliczą ten przedmiot".
U mnie jeden "profesor" powiedział na pierwszym wykładzie, że jest taki tłok na sali, że gdyby nie kobiety to by nie było gdzie palca wcisnąć...
Chyba na każdym kierunku się trafi taki idiota. My mieliśmy profesora, który wrzeszczał na nas, że jesteśmy bandą idiotów. Była też kobieta, która kradła studentom tłumaczenia i wydawała pod własnym nazwiskiem. Albo babsko, które słysząc "Dzień dobry" od studenta poza uczelnią, potrafiło go zwyzywać albo pokazać mu środkowy palec. Teraz sama jestem wykładowcą i zastanawiam się, jak można się tak zachowywać. Nigdy bym się tak nie odniosła do moich studentów.
Typowy mizogin. Powinien trafić do więzienia za mowę nienawiści
Jesteś obrzydliwym trollem, ale tu akurat masz rację. To jest chore, że tacy ludzie pełnią odpowiedzialne funkcje