#vPdk9
Od komputera wstaje tylko wtedy, kiedy idzie do pracy albo do łazienki. Nawet do kuchni już raczej nie wychodzi, bo kiedy coś ugotuję, prosi mnie, żebym przyniosła. Próbowałam go namówić czasem na jakieś wyjścia, czy to do znajomych, czy to gdzieś pojechać... Narzekał. Obniżyłam swoje wymagania i zaproponowałam po prostu spacer po okolicy. Narzekał. Kiedy go o coś proszę, a nie są to wymagające rzeczy (typu wyniesienie śmieci albo posprzątanie talerzy z biurka), mówi, że zaraz to zrobi, a finalnie to „zaraz” nigdy nie następuje. Przeprasza mnie za to, że nie zrobił o co prosiłam, ale na powiedzeniu „przepraszam” się kończy.
Jego ulubiona wymówka na wiele rzeczy to „zapomniałem”. Umówiliśmy się kiedyś ze znajomymi, że pojedziemy za miasto na jeden dzień. Pociąg mieliśmy o 8 rano. Mój oczywiście zaspał, bo grał do 5 nad ranem, a kiedy mu przypomniałam, że przecież byliśmy umówieni – „zapomniałem”.
W moje urodziny grał cały czas na komputerze. Zorientował się dopiero w momencie, kiedy zadzwoniła do mnie ciotka z życzeniami. Jego reakcja? „To ty masz dzisiaj urodziny? Przepraszam, zapomniałem, wszystkiego najlepszego”. I tyle, poszedł dalej grać.
Kiedyś musiałam zostać dłużej w pracy i poprosiłam go, żeby mnie odebrał. Wyszłam wtedy jakoś po 18 (była zima i było ciemno, w dodatku padał śnieg), dzwonię do niego – „zapomniałem”.
Wiele razy mu mówiłam, że jest mi przykro z powodu jego zachowania. W takich sytuacjach przeprasza mnie, potem przez 2 góra 3 dni zachowuje się jak nie on. Rozmawia ze mną tak jak kiedyś, pomaga mi, ogarnia rzeczy, o które go proszę. Mówi, że mnie kocha i jestem dla niego wszystkim. Ale potem wraca do grania i do „zapomniałem”. Pamięta natomiast o tym, żeby odpisywać byłej, bo „przecież jest dobrym człowiekiem”. Kiedy poprosiłam go o zerwanie z nią kontaktu, bo mnie to krzywdzi, odpowiedział mi, że przecież tylko ze sobą piszą i nic więcej, a poza tym ona chciała mu się tylko wygadać po tym, jak zerwała ze swoim chłopakiem.
Wstydzę się wygadać komuś znajomemu, dlatego piszę to tutaj. W oczach przyjaciół i rodziny zawsze byliśmy tą idealną parą – miło spędzaliśmy czas, zamiast się kłócić dogadywaliśmy się jakoś, umieliśmy ze sobą rozmawiać. Odkąd razem mieszkamy, on coraz mniej przypomina mi tego chłopaka, na którym mi kiedyś tak zależało. Mam wrażenie, że jestem mu coraz bardziej obojętna. Nie wiem, czy mam próbować ratować ten związek, czy po prostu odpuścić.
#TbDST
Od pierwszej chwili, gdy zobaczyłem córkę, zakochałem się w niej bez reszty. Jest cudowna. Zrezygnowałem z dodatkowej pracy, którą bardzo lubiłem, aby mieć więcej czasu dla niej. Każdy jej uśmiech rozwala mnie na części i czasem się wstydzę, że chyba kocham ją bardziej niż żonę.
Niestety. O ile przerobienie kwestii syn czy córka okazało się po prostu głupią fanaberią, o tyle zdrowie dziecka to już rzecz niepodważalna. Tu niestety nie da się nic zrobić. Moja największa miłość jest i będzie niepełnosprawna. Moich uczuć to nie zmieni, ale gdy w gronie rodziny i znajomych rodzą się kolejne zdrowe dzieci, czuję żal i frustrację. Dlaczego my? Dlaczego ona? Gratuluję im kolejnych urodzin, a w środku coś we mnie pęka, że może to być moja lub żony wina. Jak mamy jej za kilka lat wytłumaczyć, że jest inna... Nie chcę zabierać mojego dziecka do innych dzieci, nie chcę, żeby czuła się inna. Boję się, że rówieśnicy będą ją traktować jako „coś”. Czuję, że zawiodłem jako ojciec, a przecież chciałem tylko, żeby mogła być zdrowa.
Każdego dnia przytłacza mnie to coraz bardziej i nie wiem już jak sobie z tym radzić. Najchętniej odebrałbym sobie zdrowie, aby nie czuła się w tym samotna.
#sn66Z
Dzisiaj odpowiedziałam sobie na to pytanie. Mianowicie pojechałam załatwić w urzędzie jedną rzecz i po drodze zajechałam do sklepu. Dosłownie po 5 minutach wróciłam i nie mogłam odpalić samochodu. Widziałam, że „pali” się kontrolka akumulatora, więc pewnie padł akumulator. Spróbowałam jeszcze w międzyczasie podpompować pompką od paliwa, ale też nie dało rady odpalić. Zadzwoniłam do męża.
Ile ja się nasłuchałam przez telefon... Po co tam pojechałaś, a urząd jest w innym miejscu itp., itd.
Streszczając całą historię: po prostu spalił się bezpiecznik od start/stop. Ale tyle było przy tym gadania, że zdałam sobie sprawę, że chyba wolałabym, żeby jakaś inna osoba mi pomogła niż własny mąż. Właśnie dlatego czasem wolę po prostu wziąć sprawy w swoje ręce.
#NKNJm
Zamiast podziękowań otrzymałem podejrzliwe spojrzenie, po którym poczułem się jak jakiś złodziej.
#motvb
To było 10 lat temu. Ostatnio z okazji Dnia Matki przypomniałam jej to zdarzenie i podziękowałam, że zrobiła najlepszą rzecz, jakiej wtedy potrzebowałam.
Co roku w jej święto opowiadam jej jakąś drobną sytuację, której bardzo często ona wcale nie pamięta, ale która wg mnie świadczy o tym, jaką jest wspaniałą mamą. To dla niej zawsze zaskakujące i sympatyczne.
#lysWQ
Jesteśmy młodym małżeństwem, dopiero 1,5 roku po ślubie. Przed zamążpójściem byliśmy parą przez 5 lat. Zawsze było OK, ale odkąd wzięliśmy ślub, mój mąż wypomina mi i narzeka na rzeczy, za które nie do końca odpowiadam lub nie są w stu procentach moją winą. Dla przykładu: rok temu zostałam zwolniona z ukochanej pracy, a moi rodzice mieli poważny wypadek. Wszystko stało się w przeciągu kilku dni. Stanęłam na wysokości zadania, szybko znalazłam pracę, pomogłam rodzicom jak tylko mogłam, ale cztery miesiące po tym zdarzeniu przeszłam atak paniki – pierwszy w życiu. Myślałam w środku nocy, że mam udar. Mąż był ze mną, pomagał mi się uspokoić (całość trwała około 3h) i do teraz mi wypomina, że on musiał ze mną siedzieć, a ja sobie wkręcałam, że miałam udar i jestem niestabilna psychicznie. Lubi to wyciągać zwłaszcza w trakcie kłótni.
Wypomniał mi, kiedy dzwoniłam do niego spanikowana, bo bezdomny leżał pijany na schodach w bloku i bałam się sama koło niego przejść (miał tylko wyjść z mieszkania i patrzeć, czy aby gościu mnie nie zaatakuje). Do dzisiaj wypominanie, że sama sobie nie radzę.
Poprosiłam go kiedyś, żeby przywiózł mi do pracy coś do jedzenia (siedział w domu, miał wolne, a do mojej pracy spod domu są 3 km), bo zapomniałam portfela i nie mogłam sobie kupić. A i owszem, przywiózł, ale miałam wypominane, że jestem nieodpowiedzialna i nie pilnuję swoich rzeczy. Zmieniałam po prostu torebki i zapomniałam przełożyć portfel.
Z zawodu jestem kosmetologiem. Szkoliłam się z nowej maszyny i potrzebowałam modelki. Moja koleżanka się rozchorowała i poprosiłam męża, żeby przyszedł na darmowy zabieg. Trwał on jakieś niecałe dwie godzinki, a koszt takiego jednego zabiegu to około 1800 zł. Przyszedł, owszem, ale miałam wypominane.
Kocham go, i to mocno, ale męczy mnie to strasznie. Wiecznie czuję się niedostateczna i głupia. A nigdy przedtem się taka nie czułam. Miałam zawsze naprawdę wysokie poczucie własnej wartości. I nie wiem, czy to ja przesadzam, czy mąż... Moje koleżanki bagatelizują to i twierdzą, że na tym między innymi polega małżeństwo i bycie z kimś. Mnie się to nie podoba, bo co z tego, jak wiem, że mogę na niego liczyć, skoro strach o cokolwiek poprosić?
#U7uz8
Najlepsze jest to, że po pogrzebie śniło mi się, że dziadek stoi razem z babcią – nic nie mówili, ale oboje się uśmiechali. :)
#lkP7L
Pakowanie odchodów, które w normalnych warunkach rozkładają się w tydzień (w zimie trochę dłużej) w plastikowy woreczek, a potem wyrzucenie go do śmietnika, gdzie dostęp mają chociażby ptaki, to upadek ekosystemu.
Pakujemy kupę, która świetnie się rozkłada i nawozi ziemię, w plastik, który najszybciej rozłoży się w 5 lat! Jak dla mnie to bardzo ironiczne.
Słyszałam argument, że w ten sposób można się zarazić pasożytami, przy zjedzeniu owoców z tak nawożonego drzewa, ale serio – kiedy ostatnio jedliście owoce z drzewa w mieście? Prędzej zatruje was ilość ołowiu ze spalin niż pasożyty od psa.
Jasne, można korzystać z papierowych torebek, ale czy próbowaliście zapakować coś ciepłego i wilgotnego w papier?
Ale najgorsze jest to, że nie ma racjonalnego wyjaśnienia, żeby sprzątać. Najczęściej jest to „kupa śmierdzi, kupa be” i tyle. Albo argument psucia widoku. No ubóstwiam.
Jasne, chodnik nie powinien być miejscem, gdzie pies się załatwia i jest to jedyny moment, w którym „sprzątam” po psie, jednak nie wyrzucam wtedy do śmietnika, tylko chusteczką przenoszę na najbliższy trawnik. Przyroda da sobie radę.
Chodzisz po trawniku? A nie wiesz, że jest zakaz? To się nie dziw, że wdepnąłeś.
Zamiast batalii z psimi kupami, dużo bardziej przydałaby się wojna ze śmieceniem petami, butelkami, rozbitym szkłem, plastikowymi opakowaniami i tym podobnymi.
Piszę to, ponieważ dziś po raz drugi w życiu ktoś wyskoczył do mnie z łapami za to, że nie sprzątam po psie. Serio.
Na szczęście umiem się obronić, a ten człowiek (był pijany i mocno agresywny) nie podjął kolejnej próby.
Ale żeby tak o byle g*wno próbować kogoś uderzyć, to mi się w głowie nie mieści.
#oLPq9
W domu mieliśmy tylko jedną łazienkę, w której mój tata przesiadywał godzinami, miał tam nawet radio, żeby mógł posłuchać muzyki czy audycji. Akurat tak się złożyło, że zachciało mi się dokładnie wtedy, kiedy tata był w toalecie i na domiar złego, w radiu leciała właśnie pełna składanka Bad Boys Blue. Błagałam trzy razy, żeby mnie wpuścił, bo pociąg był już na ostatnim zakręcie... „Zaraz”, „Już, moment”, „Nie denerwuj mnie, już kończę”. Obiecanki cacanki, no i zdesperowane dziecko po 20 minutach nie wytrzymało. Jedyne co przyszło mi do głowy, to pójść do kuchni, wyjąć miskę na zupę i klęcząc nad tym niewielkim naczyniem, dać upust swej radości. Po tym niezbyt przemyślanym czynie nie miałam pojęcia, co zrobić z produktem. Zanim zdążyłam wpaść na jakiś genialny pomysł pozbycia się dowodów zbrodni, z łazienki wyszedł ojciec. Patrząc kilkukrotnie raz na mnie, raz na miskę, bordowy i zdenerwowany do granic możliwości, rzucił do mnie jedynym tekstem, który przerażał mnie wtedy bardziej niż śmierć małego kotka: „To co zrobiłaś to grzech ciężki! Musisz się z tego wyspowiadać!”. Tacie wprawdzie szybko odpuściły nerwy i przyznał, że jedynie żartował, ale moje długie rozważania na ten temat i wyprany mózg po ciężkich przeżyciach na lekcjach religii nie pozwalały mi spać spokojnie. I tu historia ma swój koniec.
Ja, konfesjonał i niezapomniany do tej pory śmiech księdza, który usłyszał mój najcięższy grzech: „Zrobiłam kupę do miski po zupie. Więcej grzechów nie pamiętam”. Uraz mam do dziś.