#FEgwO

Mój mąż pracuje kiedy chce, ma nienormowany czas pracy i wyszło tak, że najlepiej pracuje mu się w nocy. Od zawsze był nocnym markiem, ale nigdy mi to nie przeszkadzało – często siedziałam sobie z nim. Jednak przyszły dzieci, praca na etat i zaczęło mi przeszkadzać, że mąż gnije do 15. Najgorsze są weekendy, bo mąż snuje się po chacie do 5 rano, często przy tym budząc dzieci, a potem gdy ja idę z nimi na spacer, do zoo czy gotuję obiad, on odsypia. Już wielokrotnie robiłam z tego powodu problem i tłumaczyłam mu, że powinien się przestawić na normalny tryb pracy albo żeby chociaż kończył pracę o 1 czy 2 w nocy, żeby mógł sobie wstać o 9 czy 10. Mówiłam, że mija mu dzieciństwo naszych dzieci i nie będą z nim miały żadnych wspomnień, że i ja nie mam żadnej pomocy od niego, bo w środku nocy nie posprząta, nie ugotuje obiadu, no dosłownie nic. Jedyny plus, że odbiera czasami dzieci ze szkoły, ale to też rzadko. Ja pracuję od 9 do 15:30 i przez to nie mamy czasu dla siebie praktycznie w ogóle. Nie możemy sobie usiąść wieczorem obejrzeć filmu, bo mąż musi pracować. Kiedy mu to wypominam, to twierdzi, że on mi nie broni siedzieć ze sobą i dlaczego ja nie mogę się przestawić na jego tryb życia. Z tym że co to za życie... Okej, dobra, nie neguję, ale ciężko cokolwiek załatwić, nie widuje się rodziny, nic. Męczy mnie to strasznie.

#uqV63

Przepadłam w jego głębokich, zielonych oczach, tak jak przepaść mogą tylko bohaterki książek dla nastolatek. Ale to nie książka, a ja nie jestem nastolatką.
Zmarnowałam na tego dupka prawie trzy lata życia! A potem kubeł zimnej wody na głowę, który się pojawił w postaci kobiety, z którą mnie zdradzał. Kobiety bardzo, bardzo w ciąży. No i koniec bajki. Ale ja nie z tych księżniczek, co płaczą, ale raczej z tych, które złamane serce leczą okładem z zimnej zemsty. Podpierdzieliłam więc go do Urzędu Skarbowego, bo dowiedziałam się, że robi przekręty. 
Teraz książę musi płacić i płacić. Proza życia. Nikt nie wie, że to byłam ja, a jeśli podejrzewają, to i tak nie mają dowodów. Zresztą donos był słuszny.
Powodzenia więc w nowej rzeczywistości, mój książę z bajki. Buziaczki.

#l7CTB

Męczy mnie rola tej złej. Mój mąż to bardzo ciepły, kochany człowiek. To ten typ, który zawsze pomoże, nawet kosztem siebie. Nigdy nie odmówi, nawet jeśli osoba, której wyświadcza uprzejmość, nie docenia jego pomocy. Innymi słowy: daje sobie wchodzić na głowę. Nasze dzieci też sobie z nim robią co chcą, niby go słuchają, ale kiedy są problemy, to ja jestem tym złym policjantem. Dlatego wśród znajomych i rodziny to ja uchodzę za tę złą, bo jako jedyna w naszej rodzinie jestem od stawiania granic. Kiedy mąż komuś pomagał, notorycznie sam zaczynał marudzić, że nie ma czasu już albo ktoś go wykorzystuje – i wtedy na scenę wchodziłam ja, mówiąc grzecznie, że nie mamy czasu, już dość tego itp. Kiedy jeszcze przed ślubem rodzina próbowała jakoś nami rządzić, układać życie, to też ja musiałam zdusić takie pragnienia w zarodku i grzecznie zwracać uwagę, że nie chcemy ani nie potrzebujemy cudzych rad. To dlatego to ja jestem uważana za tę problemową i wredną. Rodzina jest wobec mnie miła, ale wiem, że swoje sobie tam myślą i zapraszają nas wszędzie ze względu na mojego męża. Bo on taki dobry, pomocny, jak ktoś mu w twarz napluje, to pomyśli, że deszcz pada.

Znam swoją rolę w związku i wiem, że muszę taka być, inaczej część osób weszłaby nam na głowę. Zwłaszcza że z mężem dobrze się nam powodzi i wielokrotnie pożyczaliśmy pieniądze rodzinie na wieczne oddanie. I ja mam zasadę, że jak ktoś mnie raz oszukał, nie oddał pieniędzy, to też więcej nie pożyczę. A mąż to by oddał komuś ostatnią złotówkę i jeszcze nie domagałby się zwrotu.

Dzieci też wiedzą, że mąż zrobi dla nich wszystko i zręcznie to wykorzystują. Mąż już się nauczył, że w kwestiach zarządzania mają dzwonić do mnie. Przez to też jestem tym gorszym rodzicem, co psuje zabawę, bo nie pozwolę jechać mojej 16-letniej córce na imprezę 50 km dalej.

Męczy mnie to już, choć nie mogę wyjść ze swojej roli. Czuje się, jakbym była jedyną dorosłą osobą w domu. Nie chcę być wiecznie tą złą. Pocieszam się, że jak dzieci pójdą na studia, moja władza rodzicielska będzie mocno ograniczona i wtedy będę mogła sobie pozwolić na bycie „spoko mamą”. Jednak boję się, że to będzie już za późno i dzieci na zawsze będą miały mój obraz w głowie jako tej, która wiecznie się o coś czepiała, nie pozwalała na coś lub wymagała. I nie zrozumcie mnie źle, nie miałam wobec nich jakichś wygórowanych oczekiwań, ale pomimo tego wielokrotnie musiałam im zabronić czegoś, co bardzo chciały, a było niebezpieczne lub bardzo drogie.

#VbJ2k

Było to może w 4 klasie szkoły podstawowej.

Zawsze byłam wzorową uczennicą, więc wypełniałam każde polecenie nauczyciela czy po prostu zadania domowe. Jednak pewnego razu nauczycielka powiedziała nam: „Jako zadanie domowe powiedzcie rodzicom, że ich kochacie”.

Zatkało mnie. Był to pierwszy raz, gdy nie potrafiłam wykonać zadania. Te dwa słowa nie umiały mi przejść przez gardło. Nigdy ich nie usłyszałam od nikogo z mojej rodziny, więc było to dla mnie nienaturalne. W moim domu, odkąd pamiętam, nie było czułości ani wsparcia. O emocjach nigdy ze mną nie rozmawiano, a łzy traktowano jako słabość.

Do dziś nie potrafię rozmawiać o swoich emocjach, a jakakolwiek bliskość była dla mnie niekomfortowa przez większość mojego życia.

#tMgRS

Koszty nocy w najdroższych hotelach w Polsce kształtują się na poziomie powiedzmy 10-20 tys. zł za noc, załóżmy nawet, że będzie to 30 tys. zł. Tej sumy nie przebije jednak koszt mojej jednej nocy wakacyjnej... Niestety nie w żadnym najdroższym hotelu, tylko nocy w domku letniskowym nad jeziorem, z dziewczyną, którą niezbyt lubię, a z którą uprawiałem seks bez zabezpieczenia pod wpływem alkoholu. Dlaczego bez zabezpieczenia? Ja tego w ogóle nie chciałem i nie planowałem, więc oczywiste też, że nie miałem zabezpieczenia, a jako że byłem pod wpływem alkoholu, m.in. za sprawą tej dziewczyny, która hojnie mnie alkoholem częstowała, to nie miałem pełnej kontroli nad tym, co się w danej chwili dzieje. Los za to, że raz w życiu się bardziej upiłem, pokarał mnie alimentami w wysokości 800 zł na moją córkę. Oznacza to, że ta jedna jedyna noc w domku letniskowym kosztowała mnie 800 x 12 x 18 = 172 800 zł...
I to nie licząc podwyżek alimentów i faktu, że mogę alimenty płacić dłużej niż 18 lat.

#rmrMR

Mój 20-letni syn jest niepełnosprawny, ma poważne trudności w uczeniu się, zespół Tourette'a i zahamowania neurologiczne. Łatwo nim manipulować i ma wadę wymowy, która sprawia, że jego niepełnosprawność jest oczywista dla wszystkich. Ze względu na swoją sytuację jest niesamodzielny i będzie wymagał opieki przez całe swoje życie. Wychowywałam go najlepiej jak potrafię i poświęciłam wiele czasu na zapewnienie mu wszelkiej pomocy, robiłam i robię wszystko, by polepszyć jego stan. Z biegiem lat jednak coraz częściej uświadamiam sobie, że co prawda kocham mojego syna, ale to jak opieka nad zombie.
Nie przejdzie mi to przez gardło i nikomu się do tego nie przyznam, ale gdybym mogła cofnąć czas, to nigdy bym go nie urodziła.

#JRPlU

Poradzi ktoś prawnika od rozwodów?
Właśnie w pokoju obok siedzi kochająca żona. Rozmawia sobie z jakimś kolejnym kolesiem przez internet. Do mnie się nie odzywa. Bo wczoraj nie zrobiłem kolacji.
Wczoraj siedziałem w pracy od 6 do 19. Później pomagałem koledze do 21. No niestety, nie miałem już siły na robienie kolacji.
Żona nie pracuje. Bo nie chce. Nie wymyślili jeszcze dostatecznie dobrej pracy dla niej.
Żona też nie sprząta w domu, gotuje od wielkiego dzwonu. Bo nie ma czasu. Od rana do wieczora jest TV, internet – kupa zajęć, kto by miał czas na jakieś przyziemne rzeczy, takie jak praca czy zajmowanie się domem.
Sam nie wiem, po co ciągle z nią jestem. Chyba jakiś dziwny lęk przed samotnością. Mimo że przynajmniej dwa razy zostałem fizycznie zdradzony. Psychicznie to nawet nie mam pojęcia. Chyba jednak czas z tym skończyć. Coraz częściej myślę o rzuceniu tego wszystkiego. Kredyt na głowie, praca, której nienawidzę. Dołek finansowy taki, że muszę sprzedać co się da. Oczywiście tutaj też jest foch. Bo jak to sprzedać?
Może jak chociaż zrobię porządek z pasożytem w domu, to jakoś się odbiję. Ale nie wiem, czy sam dam radę. Może jakiś ogarnięty prawnik pomoże...

#b0iem

Wyobraź sobie, że idziesz za rękę ze swoim mężem i dzieckiem w wózku i widzisz swojego byłego, z którym rozstałaś się 6 lat temu, a któremu poświęciłaś 8 lat życia. Poświęciłaś dlatego, że nic dzięki temu nie zyskałaś, zmarnowałaś tylko czas na faceta, który wolał kolegów od ciebie, bywał wobec ciebie chamski, rzucał ci kłody pod nogi, zamiast wspierać. Z facetem, który nie przyszedł na urodziny twojej mamy, bo zwyczajnie mu się nie chciało. Z facetem, który traktował cię tak, jakbyś była stałym elementem jego życia. Widzisz go, jest przepity po wczorajszej nocy, nieogolony, w podartej bluzie. Uśmiechasz się do niego, przystajesz, przedstawiasz mu męża, chwalisz się dzieckiem oraz tym, że przyjechaliście na małą pipidówę na weekend, żeby odwiedzić twoich rodziców. Zachowujesz się normalnie, przyjaźnie, jakbyś wcale nie żałowała straconych lat, tylko stęskniła się za starym kumplem. Twój mąż wydaje się być sympatyczny, wygląda dużo lepiej od twojego byłego, jest w eleganckiej koszuli i beżowym płaszczu. Dziecko zaczyna płakać, więc rozchodzicie się, obiecując sobie, że na pewno umówicie się na kawę.
Nie wiem, czy się domyśliliście, ale tym byłym jestem ja. To ja olałem miłość swojego życia, kobietę, która chciała ze mnie zrobić przystojnego pana w kremowym płaszczu, która kochała mnie i znosiła do pewnego czasu wszystkie moje chore akcje. Kiedy ja wolałem balować razem z kumplami, ona uczyła się na studia. Kiedy ja grałem w gry, ona jeździła do rodziny i odwiedzała przyjaciół. Odwiedzała na kawę, a nie po to, żeby chlać do nieprzytomności. 

Kumple się ożenili, wyglądają jak mąż mojej byłej, a ja ciągle wyglądam jak szczyl w dziurawej bluzie. Koledzy nie mają już czasu. Mają rodziny, kariery, kredyty i poukładane życie. A ja ciągle w tym samym miejscu. Z pracą za najniższą krajową, bez pasji, mieszkając kątem u mamy, bo przecież mnie nie wyrzuci. I dzisiaj dopiero tak naprawdę do mnie dotarło, że wstydzę się tego, kim się stałem. Gdy ją zobaczyłem, miałem ochotę uciec, zapaść się pod ziemię. Było mi wstyd, tak strasznie wstyd, że ogląda mnie takim. Nienawidzę siebie.

#rsXkw

Jakoś dwa lata temu, wychodząc od znajomego, zobaczyłam telewizor, który stał pod śmietnikiem. Wpakowałam go do auta, zawiozłam do domu, podłączyłam i okazało się, że działa. Z czasem zauważyłam, że potrafi się włączać nawet 20 minut, ale w niczym mi to nie przeszkadza – lepiej jest oglądać na 32 calach, a nie na 24. Nie jestem bogata i nie stać mnie na nowy telewizor, który włączę czasem raz na miesiąc. 
Ostatnio zaczęłam poszukiwania telewizora do pokoju syna, tak żeby te 32 cale chociaż miał, ale ludzie chcieli zawrotne 500 zł, więc stwierdziłam, że syn się musi zadowolić tv boxem podłączonym do monitora. 
Pewnego wieczoru patrzę, a pod śmietnikiem stoi telewizor, taki większy, 40 cali. W głowie pojawiła mi się myśl: czy można mieć takie szczęście? Postanowiłam go zabrać. W domu okazało się, że ma plamkę, która nie przeszkadza w oglądaniu. 
Czy jestem z siebie dumna? Jestem. I nie czuję się gorsza, biorąc spod śmietnika rzeczy, które są mi potrzebne. Na działce wszystkie meble mam ze śmietnika. Na Fb prężnie rozwijają się grupy śmieciarkowe, ale jednak nie wszyscy o nich wiedzą. Nie potrzebujesz czegoś? Wystaw na śmieciarce. Ktoś może akurat tego potrzebować :)
Dodaj anonimowe wyznanie