#48VOY

Wśród rodziny i znajomych krąży opinia o mnie, że jestem fatalną ogrodniczką. Konkretnie chodzi o kwiaty, jakie mam w domu. Z zasady od zawsze ubóstwiałam kwiaty, o czym wszyscy wiedzą i tym bardziej jest dla nich czystą groteską fakt, że prawie żaden kwiatek u mnie uchować się mimo to nie może.

Nikt jednak nie wie, że kwiaty, które mam na parapetach, zostały zakupione już w tak opłakanym stanie.
Wiadomym jest, że kwiaty w marketach łatwo nie mają. Są ładne przez pierwsze dni, gdy są wystawione. Później nikt się nimi nie zajmuje, co sprawia, że powoli dogorywają. Chodzi o to, że gdy idę do sklepu i widzę przecenę na kwiatach, bo już ledwie żyją, to kupuję takie i próbuję je ''zreanimować''. Niektóre udaje się odratować, ale niestety w większości przypadków kwiaty giną, bo zaniedbania poczyniły zbyt wielkie zniszczenia.

W taki oto sposób ludzie obserwują u mnie kwiaty w bardzo fatalnym stanie (naśmiewając się, że moja ręka morduje je), nie wiedząc, że już takie są przeze mnie kupowane.

PS
Odratowane kwiaty, które na nowo pięknie kwitną, są przeze mnie rozdawane przy jakichś okazjach typu imieniny itp.

PPS
Przez to nikt nie chce dawać mi w prezencie kwiatów, bo uważają, że i tak je zmarnuję, a ja bardzo lubię dostawać kwiaty.

#0lDnK

Historia opowiedziana mi przez mamę.

Pewnej nocy poszła spać do kuchni, gdzie mieściły się dwa łóżka, jej oraz babci z dziadkiem. Przed spaniem jak zwykle modliła się do figurki nad łóżkiem. Miała problemy z zaśnięciem, bo coś ją męczyło, ale po pewnym czasie udało jej się. Nagle coś w nocy usiłowało ją wybudzić ze snu. Poczuła lekkie szturchnięcie i ciągnięcia, ale na tyle delikatne, aby jej nie poruszyć. Mama obróciła się, ale nikogo nie było w pokoju. Zlękniona i przestraszona schowała się pod kołdrę.

Nie minęło parę sekund, gdy nie mogła oddychać. Wyszła z łóżka i zaczęła się dusić. Wszędzie był dym. Usiłowała budzić dziadków, po czasie się udało. Jej rodzeństwo spało w pokoju obok kamiennym snem. Ich również trudno było wybudzić. Zaczęła się akcja gaszenia pożaru, na szczęście obyło się bez ran i dużych zniszczeń w domu. Dzięki mojej mamie nikt nie zginął, bo w porę zainterweniowała.

Do dzisiaj nie wiemy, kto był sprawcą tajemniczego obudzenia mamy, ale ona wie doskonale, że ktoś z góry czuwał nad nią.
Aha, sprawcą pożaru była jedna z sióstr, zostawiła podłączoną lokówkę po tym, jak kręciła włosy lalkom.

#PH4j9

Mieszkam z dziewczyną. Ma ona psa, małego kudłacza w stylu maltańczyka.
Jest ona na mnie często zła (pozytywnie), że jej pies często woli mnie. Bo ciągle za mną lata, chce się głaskać. Daję mu smakołyki itd.

Uwielbiam zwierzęta, psy i koty, ale ten jej pies tak mnie wkurwia, że często mam sadystyczne myśli i wyobrażam sobie, że robię mu coś złego.

Po czym daję mu kolejny smakołyk z uśmiechem na twarzy.

#HP2Rs

Jak miałem jakieś 10, może 12 lat, posiadałem duże kompleksy na temat swojego siusiaka. Miałem zlepienie napletka, ale ja to odbierałem jako mały rozmiar (skoro się zlepiło, to nie rośnie).
Moja psychika nie wytrzymała, i musiałem się komuś wyżalić.
Poprosiłem więc kuzynkę i swojego kolegę (4 lata młodsi ode mnie) do pokoju, i będąc w szlafroku odsłoniłem swoje klejnoty, oznajmiając "mam małego!".

Małego nie mam, ale wydarzenie te ostro wryło się w moją psychikę, skoro to pamiętam.

#oYzX1

Od dłuzszego czasu intrygowała mnie pewna technika "wspomaganego przesłuchiwania" (czyt. tortur), a mianowicie waterboarding. W skrócie: kładzie się pacjenta na lekko nachylonej desce głową w dół i wlewa wodę do nosa. Waterboarding jest dość popularny, bo jest tani, prosty i podobno bardzo skuteczny.

Nie miałam wątpliwości co do taniości i prostoty, natomiast nie mogłam uwierzyć w skuteczność. Co aż tak strasznego może być w tym, że ma się wodę w nosie? Chińczycy sami sobie płuczą zatoki i są bardzo zadowoleni.

Tak mnie to gryzło, że postanowiłam spróbować.

Sama.

W wannie.

Efekt? Atak paniki na parę minut, ból na 10.5 dola, gil na pół metra i trauma na resztę życia. Nie polecam, chociaż z drugiej strony... ciekawe przeżycie, bo pokazuje, jak bardzo można nie znać własnego ciała.

#pqrAv

Nie wierzyłam, że w komunikacji miejskiej czasami wybuchają wojny pomiędzy moherami a zwykłymi ludźmi, jednak przekonałam się o tym sama..

Wieczór, wsiadam sobie do tramwaju. Tramwaj pusty w środku, oprócz jednej babci siedzącej sobie przy oknie. Ja spokojnie tuptam sobie na moje ulubione miejsce i siadam. Jako że dzień ciepły, a ja się zmachałam biegnąć na przystanek - zdejmuję czapkę.
Z babcią nie dzieliła nas spora odległość, spojrzałam raz w tamtą stronę i zauważyłam, że ona się strasznie wyzywająco na mnie gapi. Widać było, że chce coś powiedzieć (no i się nie myliłam).

Zaczęła szarżować na mnie z oskarżeniami, jak to dzisiejszy chłopacy nie szanują miasta, że nawet na bilet mi szkoda 2 zł, a jak będą kontrolerzy, to pewnie ich zwyzywam albo bójkę zacznę!! Poza tym, po moim wyglądzie, to ja pewnie z jakiegoś klubu wracam, też pewnie podpalałem trybuny!

Pierwszy raz w moim życiu spotkała mnie taka sytuacja, nie mogłam uwierzyć, że serio ktoś właśnie oskarża mnie o spalenie trybun, może jeszcze koty wieszam na płotach?
No nic, zaczęłam od tego, że posiadam miesięczną kartę miejską, której nie muszę zawsze kasować, a potem dodałam, że ja jestem DZIEWCZYNĄ.
Do teraz żałuję, że się w ogóle odezwałam.

Ta baba zaczęła krzyczeć i mówić, że jakby jej córka była TRANSEM, toby ją z domu wypierd*liła, że kto to widział, aby jakaś 14-latka (mam 16 lat) postanowiła zostać babochłopem, wstyd, obrzydlistwo, pewnie te trybuny tym bardziej spalam!

No to ja już trochę zestresowana odpowiadam, że włosy mam na jeża przez CHEMIOTERAPIĘ, którą przeszłam z powodu nowotworu złośliwego, a teraz czekam sobie jak odrosną, nie jestem żadnym transseksualistą i nawet nie wiem gdzie u nas w mieście są te nieszczęsne trybuny!

Co na to ona? Najpierw wyśmiała mnie w twarz, bo każdy wie, że dzieciaki nie chorują na nowotwory, to po pierwsze (chyba że na białaczkę, ale to te dużo mniejsze!), a po drugie, że jakbym nie wiedziała, to raka nie da się przeżyć. Ale że skoro teraz tak obleśne kłamię, bo wstyd mi, że upodabniam się do chłopów, to może rzeczywiście powinnam mieć tego raka i umrzeć...

Powiedziała mi to prosto w twarz. Tak po prostu.
Wysiadłam na następnym przystanku.
Wiem, że niektórzy potrafią rzucać ripostami i tak dalej, ale ja nie... W tamtym momencie zrobiło mi się cholernie przykro, z trudem powstrzymałam się od płaczu po zamknięciu drzwi tramwaju.

Po tym wszystkim co przeszłam, żeby być zdrowa, jakaś "babunia" w tramwaju mówi mi, że powinnam umrzeć...

Nie wiem, czy mogłam to gdzieś zgłosić, po przyjściu do domu postanowiłam jak najszybciej wyrzucić z głowy to całe wydarzenie i tyle. Jednak teraz, chcąc nie chcąc, zawsze trochę boję się wyjść na miasto :(

#ZVYsR

Koleżanka chciała zeswatać mnie z kumplem jej męża. Po wysłuchaniu historii, że och, że ach, że taki fajny, oraz obczajeniu profilu na Facebooku, pomyślałam - w sumie co mi szkodzi? Wymieniliśmy ze sobą kilka wiadomości i postanowiliśmy się spotkać.

Niestety szanowna przyjaciółka "zapomniała" powiedzieć, że ów jegomość waży jakieś 30 kg więcej niż na zdjęciach.
Dobra, mawiają, że wygląd nie ma znaczenia, więc nie ma co się zniechęcać, trzy głębokie (wdechy rzecz jasna) i ahoj przygodo!

Randka minęła bardzo przyjemnie, facet sympatyczny, szarmancki, zabawny.
I tak sobie mijały tygodnie, były kolejne spotkania, pierwsze buziaczki, przytulaski, aż w końcu po kilku głębszych (tym razem kieliszkach wina) wylądowaliśmy w łóżku.
I wiecie co? Myślałam, ze puszczę pawia.

Nie dość, że prawie mnie udusił kładąc się na mnie, to jeszcze przy samej grze wstępnej spocił się jak, krótko mówiąc, świnka.

Prawda jest taka, że bardzo mi na nim zależy. Wiem, że mogę na nim polegać, świetnie się dogadujemy, ale brzydzę się jego wielkiego brzucha. Próbowałam z nim rozmawiać na ten temat, ale on nie widzi nic złego w swoim wyglądzie i nie zamierza nic zmieniać. A ja czuję, że tracę szansę na miłość tylko przez jego wygląd.

Teraz hejtujcie, żem szon i pustak.

#Qn1aP

To co napiszę będziecie wiedzieć tylko Wy i mój psycholog.

Pół roku temu mój szef próbował mnie zgwałcić. Nie pamiętam, jak udało mi się uciec z biura. Pamiętam za to, jak znalazłam się w domu i przez długi czas płakałam pod prysznicem.
Nigdy nikomu o tej sytuacji nie powiem. Tylko mój terapeuta wie i pomaga mi z tym wszystkim sobie poradzić. Od tego czasu nie pracuję, bo boję się chodzić na rozmowy kwalifikacyjne z obawy, że będę rozmawiać z mężczyzną.

Pewnie będziecie mi radzić, bym zgłosiła to na policję. Mądre rady, niestety ja nie mogę tego zrobić. Boję się, że stracę męża. Nie, nie odszedłby ode mnie dobrowolnie. Mój mąż jest zawodowym bokserem, to człowiek, który w obronie rodziny jest w stanie zabić. I właśnie tego się obawiam. Wiem, że nie umiałabym go zatrzymać gdyby wpadł w szał, wiem, że poszedłby od razu do byłego szefa i doszłoby do rękoczynów. Boję się, że mój mąż trafiłby do więzienia za minimum ciężkie pobicie. A ja wiem, że moja psychika by tego nie wytrzymała. Tylko dzięki temu, że mam męża, który mnie wspiera (mimo że nie do końca wie skąd mój zły stan psychiczny) jestem w stanie walczyć ze swoimi lękami i traumą, jaką mam po tym zdarzeniu.
Jestem słaba, ponieważ wiem, że to bydlę może próbować zrobić krzywdę innej dziewczynie. Ale nie jestem w stanie narazić męża na więzienie.

#WIfV0

Gdy byłam młodym gagatkiem, spędzałam dość dużo czasu z kuzynem śmieszkiem. Pewnych wakacji zaproponował mi fascynujący (jak wtedy mi się wydawało) konkurs. Przez parę dni mieliśmy ''zbierać'' swoje bąki do 5-litrowych baniaków po wodzie, a potem wywąchać zwycięzcę - mistrza bąków. Z zapałem zbierałam swoje okazy w ukryciu, tak żeby babcia nie dopytywała się co ja wyprawiam.

Nadszedł dzień konfrontacji stulecia. Najpierw mieliśmy niuchnąć w swoje baniaki, a potem się wymienić, żeby móc ustalić, kto wygrał. Włożyłam nos w swój baniak i trochę się zawiodłam, niby coś tam było czuć, ale bez rewelacji. Nie pomyślałam wcześniej, że przecież przy każdym otwieraniu baniaka, żeby zebrać swój okaz, część gazów się po prostu ulotni. Gdy podniosłam wzrok na kuzyna, ten patrząc się na mnie wprost zwijał się ze śmiechu. Okazało się, że jak zwykle zrobił mnie w bambuko i on sam nic do swojej butelki nie zbierał. Odszedł wciąż się ze mnie podśmiechując.

Ale to prawie tak, jakbym wygrała, co nie? Niestety ta historia niczego mnie nie nauczyła i w swoim młodym życiu jeszcze wielokrotnie dałam mu się zrobić w balona.

#qz4th

Jak byłem w 3 gimnazjum, zaprzyjaźniłem się z dziewczyną z przeciwnej klasy. Karolina miała tyle lat co ja, czyli 16, fajnie się z nią rozmawiało. I gdy moje uczucie do niej rosło okazało się, że ma chłopaka... Smutno było mi z tym faktem, bo naprawdę czułem do niej coś więcej. Jednak od pewnego dnia nie odpisywała mi na wiadomości i nie było jej w szkole. Po 2 tygodniach wróciła do szkoły, była smutna, nie odzywała się do nikogo i nic ją nie obchodziło. Po wielokrotnych pytaniach powiedziała, żebym przyszedł do niej po szkole. Gdy już byliśmy w jej pokoju zalała się płaczem, przytuliła mnie i wyjawiła, że jej chłopak ją zgwałcił. Byłem zaszokowany, jednak tuliłem ją dalej i pocieszałem. Rodzice już o tym wiedzieli i sprawa była zgłoszona na policję i toczyło się postępowanie.

Nie minęły 2 miesiące, a znowu zapłakana powiedziała o tym, że jest w ciąży. Wtedy nie myślałem o niczym innym a tylko o tym, jak być przy niej i jej pomagać. Nie chciała usuwać dziecka. Chciała urodzić i dać je rodzicom w opiekę. Chodziła do szkoły, nie było widać jeszcze brzucha, a po wakacjach miała indywidualne nauczanie.
Przez czas jej ciąży zbliżyliśmy się jeszcze bardziej, nawet mogę powiedzieć, że czułem się prawie jak ojciec. Jej rodzice powiedzieli mi na osobności, że tylko przy mnie czuje się dobrze i jest spokojna, powiedzieli również, że mają do mnie zaufanie i mogę przychodzić do niej kiedy chcę.

Dziecko się urodziło, ja biegałem wokół dziecka jak mały samochodzik, aby pomóc Karolinie. Wtedy zapytałem o chodzenie i się zgodziła, byłem zadowolony jak nigdy. Moi rodzice wiedzieli o tej sytuacji i miałem od nich pochwalę i że są ze mnie bardzo dumni.

Dziś mamy po 24 lata, Igora traktuję jak swoje dziecko. Karolina pozbyła się lęków po gwałcie i nie budzi się ze strachu w nocy. Chcę z nią stworzyć rodzinę.
A, i mam nadzieję, że Igor doceni kiedyś, że ma tak młodych rodziców ;)
Dodaj anonimowe wyznanie