#sQeV4

Dziś na własnej skórze doświadczyłam tego, że dzieci mogą być o wiele mądrzejsze od swoich rodziców.
Byłam na spacerze z moim owczarkiem niemieckim, pies oczywiście na smyczy i w kagańcu. Muszę dodać, że Kira nie jest towarzyskim typem, szczeka nawet na sąsiadów. Przechodziłyśmy obok matki, która siedziała na ławce z około siedmioletnią córką. Wywiązała się między nimi taka rozmowa:
- Madziu, zobacz, jaki ładny piesek! Chcesz pogłaskać pieska? Chodź, pogłaskamy.
- Mamo, nie wolno głaskać obcych piesków, bo mogą cię pogryźć albo się przestraszyć.


Naprawdę dzieciak mi zaimponował :)

#RwLmL

Mam takiego bardzo dobrego kumpla, obaj mamy 22 lata, mieszkamy obok siebie, robimy razem różne głupoty i ogólnie jesteśmy ze sobą blisko. Często jesteśmy też obiektem żartów, że dwaj faceci, którzy spędzają tyle czasu razem to na pewno geje. Ano nie, ale pośmieszkować można.

Ostatnio wybrałem się do niego do domu. Widzę, że drzwi tarasowe są otwarte, a jako że jestem u niego częstym gościem, to nie będę się bawił w pukanie. Wchodzę i widzę, że ziomek nachyla się nad szafką, to skradam się do niego po cichu, po czym udawanym zalotnym tonem mówię "a co to za seksowny tyłeczek?". Odwraca się. To był jego ojciec... 

Mnie zamurowało, co ja głupi właśnie powiedziałem. Jego chyba też zamurowało. Stoję tam taki czerwony jak burak, nie wiedząc co powiedzieć czy jak przeprosić, a ojciec mojego kumpla, który już prawie płacze ze śmiechu widząc moją minę, mówi tylko "jestem żonaty, ale na piwko można skoczyć jak chcesz".

Myślałem, że umrę ze wstydu. Nie sądziłem, że mój ziomek i jego ojciec są aż tak podobni. Chyba pora zapisać się do okulisty.

#W9uP1

Jakieś 12 lat temu, kiedy byłam w pierwszej czy drugiej gimnazjum, a kontaktowanie się przez SMS było dość drogą imprezą, odnowiłam kontakt ze znajomym rodziny. Wiecie, znamy się wszyscy, on założona rodzina, malutkie dziecko. 

Mój młody móżdżek, nadal dość niewinny, nie podejrzewał, że wszystkie te zbereźne (teraz mam tego świadomość) wiadomości o tym, że on by się mną zajął, że spotkalibyśmy się w hotelu, co on by ze mną nie robił itp., podchodziły już pod pedofilię. Nie chciałam jednak martwić tym rodziców, więc poszłam do siostry (moje rodzeństwo i mnie dzieli prawie 20-letnia różnica wieku) i opowiedziałam wszystko, błagając, by nie powtórzyła tego ani bratu, ani tym bardziej rodzicom. 

Teraz jednak jestem wdzięczna, że brat się dowiedział. Spokojnie wyciągnął wszystko ode mnie, przeczytał wiadomości i skontaktował się z tym gościem. Nie powtórzył mi rozmowy, jaką z nim przeprowadził, jednak typek już nigdy się nie odezwał. 

A ja jestem i będę do końca życia wdzięczna mojemu rodzeństwu, że uratowali mnie od pedofila.

#b8Hu7

Zeszła sobota - idę nocą przez park i jakiś koleś wyskakuje do mnie z nożem. Ściąga spodnie, wyjmuje przyrodzenie i nakazuje mi ściągnąć spodnie, bo ma ochotę na "bara-bara z młodziutką laseczką".

Musicie wiedzieć, że było dość ciemno, co wiele tłumaczy, no ale cóż - rozpinam spodnie, opuszczam je lekko w dół razem z majtkami. Koleś w nikłym świetle oddalonej latarni patrzy na moje długie włosy, potem na mojego małego zaganiacza, potem znów na moje włosy, znów na dół i mówi po cichu "o kurwa... przepraszam pana..." i odchodzi w pizdu. Pomylił mnie z kobietą, zdarza się, było ciemno, wiadomo.

Na szczęście zaraz obok parku jest komisariat policji, więc poszedłem tam, zgłosiłem sprawę, wsiadłem z policjantami w radiowóz i znaleźliśmy go po 15 minutach.

Nie wiem, jak sprawa potoczyła się dalej, ale dzięki temu tej nocy żadna młoda dziewczyna nie miała nieplanowanego "bara-bara" z nożem na gardle.

#eP4Ng

Jestem bardzo mściwą osobą.

Dwa lata temu brałam ślub. Kuzynka mojego męża przyszła na nasze wesele w białej, długiej sukience. Strasznie się wtedy wkurzyłam. Było mi przykro, że ta dziewucha w taki sposób mnie potraktowała.
Oczywiście rodzina męża nie widziała w tym nic złego.

Za dwa tygodnie wybieram się na jej ślub.
Co w tym anonimowego?
Wiedząc, że ślub będzie skromny, tak samo jak sukienka panny młodej, poszłam do sklepu wybrać najładniejszą białą, długą sukienkę z koronką jaką tylko znalazłam. Umówiłam się już do fryzjera na zrobienie pięknego koczka i do makijażystki, aby cudownie mnie wymalowała.

Zobaczymy, czy rodzinka męża dalej nie będzie miała nic przeciwko białym sukienkom na weselu.

Mój mąż jeszcze nic nie wie, ale to zemsta za to, że do dzisiaj powtarza mi, że dramatyzuję.

#8tg0Q

Cześć. Kojarzycie historię #tRfWJ w MPK z moherem w tle?
Pora na jej kontynuację.
W komentarzach wyszła z tego niezła burza. Zwłaszcza gdy okazało się, że przeczytała ją osoba, której szukałem. Wielu z czytelników Anonimowych chciało wiedzieć co dalej, tak więc jestem, żeby Wam opowiedzieć.

Jak tylko odnalazłem koleżankę Brunetki na uczelni, chciałem z nią porozmawiać o sytuacji. Ku mojemu zaskoczeniu ucieszyła się na mój widok i odezwała się pierwsza:
– Już wszystko słyszałam. Dostałam pozwolenie, żeby podać ci jej numer – i podyktowała mi go. Dała nam swoje błogosławieństwo.
Napisałem do Brunetki, chcąc się upewnić, że dostałem dobry numer. Tak, to była ona. Porozmawialiśmy o tym, co było w MPK i dlaczego tak trudno było mi ją znowu spotkać - raczej nie podróżuje często w tamte strony.
Jeszcze tego samego dnia umówiliśmy się na spotkanie, ale nie wytrzymałem i pojechałem po nią, gdy skończyła pracę. Odwiozłem ją do domu (ma fajnego kota). Praktycznie nie mogliśmy przestać rozmawiać. Okazało się, że mamy mnóstwo takich samych zainteresowań i poglądów. To chyba pierwszy raz, kiedy z kimś tak dobrze się dogadywałem.

Spotykaliśmy się regularnie co jakiś czas, a jadaczki praktycznie nam się nie zamykały. Czasami ciężko było się rozstać, żeby iść w swoją stronę. Namówiła mnie kilka razy na ciekawe pozamiejskie wycieczki, zarażając mnie swoimi pasjami. Nie znam nikogo poza nią, kto niczym kot wespnie się na 10-metrowe drzewo, trafi do celu oddalonego o 100 metrów strzelając z łuku albo ma tyle książek w pokoju.
Naprawdę jestem pod wrażeniem, bo ja pewnie spadłbym z drzewa albo złamał strzałę i choć sam lubię czytać, to takiej biblioteki nie mam.

A dziś, cóż... Jesteśmy parą. Ciągle jestem zaskoczony, że wyznanie na Anonimowych sprawiło, żeby wszystko potoczyło się po mojej myśli. A nawet lepiej.


PS Patriota - już raz prawie dostałem strzałą, ale na szczęście w porę zrobiłem unik :D

#jvGHC

Rozprawa o tym, jak stałem się facetem, który nosi ze sobą lusterko.

Zawsze przed wyjściem z domu robię przegląd karoserii - w lustrze się przeglądam, czy nie mam niespodzianek na twarzy. Nie miałem, gęba na 4+, mogę wychodzić.

Wyszedłem na randkę, pierwszą chyba od stu lat. Koleżanka dość dziwnie patrzyła się na mój nos, widziałem jej spojrzenie skupione na jednym punkcie. Myślałem, że może ubrudziłem się jedzeniem, więc przeciągnąłem palcem po tym punkcie. Biały pocisk wylądował na moim talerzu, w dodatku zaczęła się sączyć krew.

Atmosfera była później bardzo niezręczna, milczenie do końca wieczoru, który i tak długo nie potrwał. Od tamtej pory noszę małe lusterko w portfelu. Na wszelki wypadek przed jakimś spotkaniem wolę się przejrzeć w kącie jeszcze raz dla pewności.

#undWX

Wyznanie z serii moje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa.

Otwieram oczy i widzę tatę, jak wstaje z łóżka i biegnie zgięty w pół do łazienki. Idę za nim i widzę, jak wypluwa z ust czerwoną substancję. W tym samym czasie mama bierze mnie na ręce i zabiera do pokoju. Zamykam oczy. Kiedy otwieram je ponownie jestem w chłodnym miejscu, otoczony przez ludzi ubranych na czarno. Niektóre twarze bardziej znajome, inne mniej lub wcale. Wiem, że osoba, która trzyma mnie na rękach to mój wujek. Obserwuję, co się dzieje przede mną. Kilku mężczyzn umieszcza jakąś dużą drewnianą skrzynię w wykopanej wcześniej dziurze. Później wszyscy zaczynają do niej podchodzić i wrzucają garść piasku. Wujek stawia mnie na ziemi i mówi, żebym też tak zrobił. Zamykam oczy.

Po latach wiem, że byłem z rodzicami u babci na weekend majowy. W nocy mój tata źle się poczuł i został zabrany do szpitala. Kilka dni później zaraz po podłączeniu nowej kroplówki jego stan się pogorszył. Zmarł na białaczkę, na którą chorował już od dłuższego czasu. Minęło już wiele lat, a wspomnienia nadal wracają w snach.

#dXUZu

Jak byłam mała, to mieszkał z nami student, który wynajmował u nas pokój. Czasami przychodził i z nudów oglądał sobie ze mną jakieś bajki (pewnie miał sesję). Raz usiadł na fotelu, westchnął i powiedział:
- Ech, coraz głupsze te kreskówki robią...

Był rok 2006.
Oglądałam Myszkę Miki z 1929 roku :D

#BRKE3

Moi rodzice od dobrych 10 lat prowadzą własną restaurację.
Pewnie większość pomyśli, co w tym jest niby takiego niezwykłego, ano mianowicie to, że jest to restauracja, w której od ok. 3 lat panuje całkowity zakaz przychodzenia z dziećmi. Nim grupa madek uciśnionych przeklnie za tę okropną i dyskryminującą (ich zdaniem) decyzję moich rodziców, mnie i następne sześć pokoleń, chcę objaśnić, co zmusiło moich rodziców do takiej decyzji.

Od początku nasz lokal skierowany był do szerokiego grona konsumentów, jednak nie ukrywając, wiele uciążliwych dla personelu i pozostałych gości sytuacji wynikało właśnie ze swawoli najmniejszych gości. Bieganie po sali, między stolikami i tacami kelnerów było chlebem powszednim. Oczywiście zdarzały się również maluchy, które grzecznie siedziały przy stoliku z rodzicami lub cicho i spokojnie bawiły się przy rodzicach i nikomu tym nie wadziły. Problem narastał przez bardzo długi czas, ponieważ w wielu przypadkach zwrócenie uwagi rodzicom niesfornych dzieci nie przynosiło żadnego rezultatu. "Przecież to tylko dziecko, co mam z nim zrobić, do krzesła przywiązać?!", czy nasze ulubione "Czy ma pan/pani dzieci?!" były standardową reakcją obronną.

Czarę goryczy przelała sytuacja, w której przez jednego rozwydrzonego dzieciaka ucierpiał nasz pracownik. Dziecior biegał jak opętany po całej sali, nachalnie zaczepiał innych gości, chcąc próbować wszystkiego co ci zamówili. Za żadne skarby nie dało się go spławić, więc w końcu jeden z rozgoryczonych gości zażądał rozmowy z właścicielem. Ojciec z racji tego, iż właśnie robił coś na zapleczu, poprosił kelnera, który właśnie obsługiwał zdenerwowanego gościa, by przekazał, że za chwilkę do niego podejdzie. Kelner ledwo wyszedł, a po chwili usłyszeliśmy głośny huk i przerażający krzyk.
Co się okazało?

Ano kelner szedł do stolika z wazą gorącej zupy i wtem, wprost na niego, wpadł rozpędzony bachor, ten sam, który przez cały czas dręczył gości. W efekcie nieoczekiwanego zderzenia biedny kelner wylał całą zawartość wazy na siebie.
Myślicie, że rodzicom tego demona było chociaż przykro z powodu tego, do czego przyczyniło się ich dziecko?

Ano nie było. Wręcz przeciwnie, zaczęli drzeć japy, że na miejscu kelnera mogło być ich ukochane dziecko i że oni tego tak na pewno nie zostawią!
Ojciec wybiegł z zaplecza w ciągu kilku sekund, bordowy ze złości, i kazał rodzicom wynosić się z lokalu.
Oczywiście nie mieli oni takiego zamiaru, "toż to dyskryminacja!", jednak ojciec zagroził, że jeśli dobrowolnie się nie wyniosą, to wezwie policję i opowie im, jak doszło do wypadku.
Sam zabrał poparzonego chłopaka i pojechał z nim na pogotowie, gdzie okazało się, że ma on poparzenia II stopnia.
Niestety, ale była to jedyna słuszna decyzja - dla dobra naszego personelu oraz gości.
Dodaj anonimowe wyznanie