#KF8IV
Gdy w mojej głowie jest już bardzo źle, zerkam z okna mojego mieszkania na 10-siątym piętrze na dół i myślę jaki potworny ból mogłabym czuć przez kilka sekund. Lub o tym, że kilka metrów od ziemi bym się rozmyśliła.
Od razu mi lepiej.
#WZTEu
- Och, popatrz! Ale ten dinozaur ryczy! Nawet to dodali - powiedział z podziwem starszy pan i poszedł z dzieckiem w siną dal.
Zażenowanie? Raczej duma :) Rodzina za to miała ubaw po pachy.
#VmVWl
Minęło parę dni, pewnej lekcji facetka od matmy była poważna i powiedziała coś w stylu, że to bardzo niefajne z naszej strony, że coś takiego zrobiliśmy, że ona wie, że to nie był ten uczeń z przypisanego numeru i że ten kto to zrobił, to ma się do tego przyznać, bo inaczej wezwie pana Y (od informatyki) i on znajdzie tego kto to zrobił. Ja go się strasznie bałam, bo to był najbardziej przerażający nauczyciel w naszej szkole. Jak to mówiła, to myślałam, że zauważy, że to ja to zrobiłam, bo serce mi tak waliło, iż myślałam, że mi zaraz wyskoczy. No ale jeszcze bardziej bałam się przyznać i jak gadałam z innymi ludźmi z klasy, to nic im nie powiedziałam, wiedziała o tym tylko jedna osoba, z którą przyjaźnię się do dziś. A właściwie wiedziała tylko o zamiarze wykonania tego "żartu", potem o tym nie rozmawialiśmy.
Kary żadnej ostatecznie nie dostałam, ale teraz jak o tym myślę, czuję się strasznie zażenowana...
#RZ8Dv
Nie jeżdżę może w stu procentach przepisowo, ale daleko mi do pirata drogowego. Zdarzają się jednak sytuacje w których muszę trochę przyspieszyć.
Jestem strażakiem ochotnikiem. W momencie otrzymania alarmu, często liczą się sekundy. Jednego razu w drodze na remizę wyprzedziłem na gęstym torowisku sznur kilku samochodów. Licznik mógł pokazywać max 80km/h, ale w porównaniu z prędkością innych aut w tamtym miejscu, było to sporo. Jeden z kierowców zajechał mi drogę, kiedy chciałem go wyprzedzić i wysiadł z samochodu klnąc po mnie z góry do dołu. Udało mi się wyminąć go poboczem, a on ruszył za mną. Kiedy dojechałem na remizę, już nawet zapomniałem o tym incydencie.
Po 20 minutach wróciliśmy na jednostkę (zapalenie sadz, niepotrzebna interwencja) i czekał tam na mnie wspomniany wcześniej facet. Z przeprosinami i 0'7 miodowego Jacka :)
#wezvE
Od razu skojarzyło mi się to z moją „przyjaciółką”.
Odkąd pamiętam spóźniała się zawsze i wszędzie, ale tylko tam, gdzie nie miała interesu pojawiać się punktualnie.
Do dziś pamiętam to upokorzenie, jak wielokrotnie czekałam na nią w umówionym miejscu, bo ona nigdy nie musiała przychodzić na czas. Nieraz samo oczekiwanie było dłuższe niż spotkanie. Pamiętam jej obrażoną minę jak mi zdarzyło się spóźnić albo to, że czekała tylko kilka minut i odchodziła (bo przecież ona nie była od czekania na innych – jej słowa).
Raz zdarzyło się, że miałyśmy wracać wspólnie z moim bratem z imprezy, na której obie się bawiłyśmy (choć nie bawiłyśmy się wspólnie, tylko w gronie swoich znajomych). Czekała pół godziny (!) przed czasem i wydzwaniała do mnie, czemu mnie jeszcze nie ma! Tak bardzo nie chciała przegapić darmowej podwózki pod dom…
Niby była taka zakręcona i chaotyczna, ale tak naprawdę pamiętała o tym, co jej pasowało. Tylko raz wystarczyło jej wspomnieć jakie dostałam książki na urodziny, by od razu to zapamiętała i chciała pożyczać. Podobnie było jak dowiedziała się, że mam fajny skaner z drukarką.
Gdy była chora, ja sama wychodziłam z inicjatywą i przynosiłam jej notatki ze studiów, informowałam o wszystkim, pomagałam. Liczyłam na to, że kiedyś mi się zrewanżuje. Zdarzyło się to kilka razy, ale zawsze była wtedy strasznie niezadowolona, że musiała się do mnie fatygować, a ja miałam wyrzuty sumienia, że ją wykorzystuję.
Kiedyś podczas mojej nieobecności na uczelni poprosiłam, by założyła za mnie pieniądze, a ja jej oddam, jak się spotkamy (to była jakaś mała kwota, 20 zł). Wykręcała się jak mogła, aż w końcu sama przyszła do mnie po pieniądze, bo tak bardzo się bała, że przekręcę ją na te 20 zł.
Innym razem było jakieś zamieszanie na uczelni, przekładany był jakiś egzamin i wyjątkowo o całej sprawie nie informował wykładowca ani dziekanat, sami studenci mieli przekazać dalej wiadomość. Wszyscy w grupie myśleli, że to ona mnie poinformuje, a ona była przekonana, że ja już wiem o zmianie i na egzamin przyszłam za późno.
Ta pseudoprzyjaciółka przez wiele lat wychowywała sobie własne popychadło, a ja nie potrafiłam jej się postawić. Skutecznie obniżała moją i tak niską samoocenę, a gdy wreszcie powiedziałam dość, nie mogła uwierzyć.
#MwI9E
Ostatnio oglądałam filmik na yt, w którym moją uwagę przyciągnęły dwie tańczące dziewczyny. W pewnym momencie jedna z nich, przejechała dłonią po ramieniu drugiej i złapały się za ręce... a mi automatycznie zaczęły fruwać motylki w brzuchu XD
Jestem dziewczyną, więc jest to podwójnie dziwne.
Tak więc no, kocham dłonie.
#NdhIo
Młodzi w wieku 17-19 lat, spędzaliśmy sylwestra na domówce. Miało być 10 osób, zrobiło się ponad 25, w tym Ona, dziewczyna bardzo mało urodziwa, ale za to z wielką ochotą na zabawy łóżkowe. Dajmy na to Asia. Co ważne, pojawiła się na imprezie dość późno, gdy część towarzystwa była lekko wstawiona.
Jeden nasz kolega był nawet solidnie nawalony. Zapijał smutki, bo został zdradzony.
Asia zaczęła go kokietować, a on w końcu jej uległ. Po procentach stwierdził, że ona nie jest taka zła. Robiliśmy wszystko, żeby to przerwać. Łącznie z tym, że zamknęliśmy gościa w pokoju żeby spał sam.
Cóż, jakimś cudem udało mu się otworzyć okno, przez które później weszła do niego Asia. I tak sobie razem spędzili czas na bardzo wysokim, jednoosobowym łóżku.
Rano, nasz bohater obudził się i pierwsze co zobaczył była twarz Asi.
Jak zareagował?
Zrzucił ją z łóżka (ten huk i nas obudził), a potem krzyknął "Kurczaki, ale pasztet".
Brutalnie obudzona Asia wstała z podłogi, otrzepała się, wycedziła "Aleś się szybko zorientował" i po prostu wyszła.
Najlepsze jest to, że nikt nie wie skąd Asia się wzięła. Nikt jej potem nie widział. Ot, taka historia z sylwestra o tym jak mężczyzna został wykorzystany przez kobietę.
Ps. Kolega już teraz zazwyczaj jest kierowcą ma imprezach. Strasznie się boi zagadywać do kobiet na imprezach gdzie leje się alkohol w większych ilościach.
#9rDnf
Zaręczyny. Nie powiem, chciałabym przeżyć tę chwilę, gdy mój ukochany prosi mnie o rękę, ale nie naciskam, cierpliwie czekam, bo znam go i wiem, że wkrótce to zrobi. Jednak moja rodzina dostaje już czegoś na tym punkcie. "Jak do tej pory ci się nie oświadczył, to znaczy że to tchórz, boi się", "No kiedy ci się on wreszcie oświadczy? Ile można czekać?", "Sąsiadka ślub bierze, a kiedy kolej na ciebie?". Znajomi też wypytują.
Jest mi przykro, że to wszyscy mnie pytają, naciskają na mnie. Nie wiem co im odpowiadać. Wkrótce nie wytrzymam tej presji i to ja będę na niego parła, a wtedy boję się, że jedyne co będę w tej wymarzonej chwili czuła, to ulgę, że już nikt nie będzie mi zadawać takich pytań.
#oEsMc
No właśnie...
Właśnie to przytrafiło mi się w banku. W zamkniętym pomieszczeniu obsługi klienta indywidualnego, podczas wstawania by przywitać się z Doradcą, który został przydzielony do mojej sprawy.
Tego długiego, głośnego, pełnego basu dźwięku nie da się zapomnieć. A konsternację wymalowaną na twarzy Doradcy mam ciągle żywą przed oczami.
Stać mnie było tylko na szybkie "przepraszam" i ucieczkę z miejsca zdarzenia...
Teraz czeka mnie wycieczka na drugi koniec miasta, do innej placówki, bo w końcu nic nie załatwiłam.